“Ból może działać od zewnątrz.
Mam na myśli to, że czasem to, co widzisz jest bólem. Bólem w najokrutniejszej, najczystszej formie. Bez lekarstw, snu czy nawet szoku lub śpiączki, które mogłyby cię otumanić.
Widzisz go i przyjmujesz. A potem sam się nim stajesz.”


Kiedyś tak sobie pomyślałem – a pewnie to zasłyszane, albo zaczytane, więc nie przywłaszczę sobie tej myśli – że największe ludzkie tragedie zawsze mają miejsce za bezpiecznymi drzwiami własnych domów.

Nie wiem co mam napisać o tej książce..

Czy jest straszna? Nie. Straszne jest to, że tego typu historie raz na czas przebijają się z krzykiem do mediów. Wtedy rozmawiamy o tym, mówimy jak bardzo nie mieści nam się to w głowach. Ale potem są kolejne i kolejne, a to tylko procent tych, które ujrzą światło dzienne.

Czy jest niesmaczna? Nie. Fakt, nie jest to pozycja dla ludzi o słabych nerwach, ale autor jednak zadbał o tym, aby ofiara cechowała się najwyższą godnością, mimo wszystkich spotykających ją upokorzeń. Narrator zaś dosadnie, ale nie w większej ilości niż to konieczne dawkuje nam obrazy. Teraz przyszło mi do głowy, że ewentualna ‘niesmaczność’ tej pozycji zależy od tego jak dużą czytelnik ma tendencję do wybiegania w swoją wyobraźnię. Sadystyczną, czy nie – nie wnikam. Ale nikt mnie nie przekona, że ludzie składają się tylko z tej dobrej strony.

Fascynująca? Tak, pod wieloma względami. Bardzo dobrze pokazany dylemat między poczuciem winy a ciekawością jak daleko można się posunąć, gdzie jest granica. Czy w wielu błahych, codziennych sprawach nie zastanawiamy się często czy odpuścić, czy ‘pocisnąć’ jeszcze trochę? Ja wiem, że to jest nie do porównania, ale staram się zrozumieć przesłanie.

Wkurwiająca? Bardzo. Szlag mnie trafiał całą książkę. Gdybym mógł, rwałbym kartki po kolei, bo tylko tyle mogłem zrobić. Po ostatnim zdaniu ocknąłem się z poczuciem winy, z samego tylko faktu czytania, podglądania tej historii. Tylko… żadna kartka nie ucierpiała, bo moja ciekawość wygrała – tak jak ciekawość bohatera. A jak to się ostatnio w internecie mówi: co raz zostało zobaczone, nie da się już ‘odzobaczyć’.

Jestem wściekły i najchętniej nie czytałbym więcej tego typu
pozycji, ale odwracanie głowy nic nie da. Wierzę, że im większą mamy świadomość zła, tym lepszym człowiekiem można można się stać. Im większa świadomość tego jak bezkrytycznie za normę przyjmują twoje dzieci, twoje własne przekonania, tym większą masz szansę kontrolować to co mówisz i robisz w ich obecności, aby twoje paranoje nie zrujnowały im życia.

Książka dobra, ale polecać nie będę. Myślę, że każdy sam jest w stanie ocenić czy chce wpaść do sąsiadów…