Lubię pisać o książkach dając sobie dwa, trzy dni czasu na przetrawienie ich treści. Takie podejście ma to do siebie, że w ciągu tego czasu zapominam o rzeczach błahych i łatwiej idzie mi ubranie w słowa rzeczy istotnych. W przypadku Rykoszetu Marka Stelara, przerwa ta zdecydowanie dobrze mi zrobiła. Uczciwie muszę przyznać, że początki z tą lekturą miałem ciężkie, jednak z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że był to efekt przesytu historiami kryminalnymi, których ostatnio trafia się w mojej biblioteczce stanowczo za dużo. Stelar jednak nieświadomie zdał egzamin z wyciągania z czytelniczego marazmu i przekonał mnie, że jeszcze jest we mnie miejsce na solidne kryminały.

Historia, którą serwuje nam Autor osadzona jest w dwóch przedziałach czasowych. Rykoszet zaczyna się od opisu egzekucji skazanego za zdradę Państwa komunistycznego człowieka. Jest przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, kiedy to struktury socjalistycznej Polski są wyjątkowo bezlitosne. Drugim wątkiem prowadzonym w książce są współczesne wydarzenia, których głównym bohaterem stał się oficer Policji Robert Krugły. Krugły zostaje przydzielony do rozwiązania sprawy dwóch, popełnionych z zimną krwią morderstw, których wspólnym mianownikiem jest wysoko postawiony urzędnik miejski.

Napiszę wprost. Mało jest pisarzy, którzy są w stanie tak skonstruować swoją historię, aby czytelnik miał ambiwalentne odczucia w stosunku do sprawcy. Część opowieści tocząca się mniej więcej od momentu rozstrzelania zdrajcy, aż do czasów współczesnych jest przejmującym obrazem chłopaka dotkliwie doświadczonego przez życie, balansującego na granicy schizofrenii, starającego się jednak prowadzić czyste i nieprzytłoczone przeszłością życie. Jest to również historia długotrwałego dojrzewania do zbrodni, której siłą charakteru mógłby uniknąć, gdyby nie nieszczęśliwe sploty wydarzeń, które ostatecznie przecinają jego wewnętrzne przewody hamulcowe.

Robert Krugły jest natomiast przykładem bohatera kryminału, który nie jest z definicji nielubiany, gburowaty, pijący na umór i pozbawiony empatii. Krugły, można powiedzieć, to całkiem równy gość, który dzięki swojej wrodzonej ciekawości sprawnie i w interesujący sposób docieka prawdy.

Losy Krugłego oraz wspomnianego wcześniej chłopaka, który w momencie ich spotkania będzie znacznie bardziej zaawansowany wiekiem od policjanta, w końcu się zejdą, a finał tego spotkania dla wszystkich będzie zaskoczeniem.

Przyznaję, że od czasu Ostatniego Pielgrzyma (Gaard Sven), który z resztą jest dość podobny w konstrukcji, nie czytałem tak dobrego kryminału. Nawet jeśli podczas lektury rzuciły mi się w oczy jakieś drobiazgi, to w tej chwili nie jestem w stanie przywołać ani jednego. Dla wielu pisarzy, którzy swoją pasję wiążą z powieściami kryminalnymi Marek Stelar może być przykładem.

Jestem absolutnie przekonany, że ta historia poruszy i nie zawiedzie każdego z amatorów kryminałów.