Jak odróżnić książkę dobrą od bardzo dobrej? W mojej ocenie dobra książka ma dobrą i spójną fabułę, jest napisana dobrym językiem, posiada dobrze wykreowanych bohaterów oraz wytwarza w czytelniku napięcie, które nie pozwala tej książki odłożyć ‚na dobre’. Książka bardzo dobra, poza wszystkimi cechami książki dobrej, posiada również zdolność pobudzania wyobraźni, uczy czegoś nowego i szarpie nas za emocje.

Wojciech Bauer poszedł jeszcze dalej i stworzył klimatyczny thriller osadzony w górniczej rzeczywistości. Duża część akcji prowadzona jest pod ziemią, gdzie króluje ciemność absolutna, nakrapiana tylko małymi światełkami z czołówek górników. Głęboko pod ziemią zaczynają ginąć ludzie, a z górniczych toreb zanikają różne, często bezwartościowe rzeczy. Kiedy okazuje się, że policja i prokuratura są bezradne, wysyłają na dół byłego SB’ka, właściciela ledwo przędącej firmy ochroniarskiej i windykacyjnej. Andrzej Nakoniczeny jest już wiekowym człowiekiem, który ze względu na stan zdrowia musi korzystać z dializ. Ponadto niefortunnie zamieszany w mętną historię mafijną, staje się celem płatnego zabójcy. Postanawia przyjąć propozycję prokuratora i dyrektora kopalni i pomóc w sprawie, licząc jednocześnie, że szukający go ‚cyngiel’ nie będzie go pod ziemią szukał. Czy można wyobrazić sobie bardziej tajemniczą historię?

Książką, która do pewnego momentu nosi znamiona klasycznego kryminału, płynnie przeradza się w mroczny thriller. Osadzenie fabuły pod ziemią działa na wyobraźnię jak viagra na męskość. Ale to nie wszystko! Autor zapoznaje nas z cennymi informacjami, dotyczącymi życia i pracy górników. Dodatkowo wiele kwestii i dialogów napisanych jest śląską gwarą. Ja akurat mam to szczęście, że pochodzę ze Śląska, więc była to dla mnie czysta przyjemność, chociaż książka przez to jest trochę bardziej wymagająca (osobiście jestem wielkim fanem stosowania wszelkiego rodzaju regionalizmów). Całość dopełnia zupełnie niestandardowe i pozostawiające u czytelnika duży głód,  zakończenie.

W „Porze chudych myszy” znalazłem tylko dwa malutkie minusiki. Jeden wątek poboczny jest zasygnalizowany i nigdy później nie podjęty – to pierwsza rzecz. Druga natomiast to taka, że czasem miałem wrażenie, że Autor wprowadza nową osobę na arenę wydarzeń, tworząc spory akapit, na końcu którego okazywało się, że cały tekst dotyczył kogoś, kto od początku jest znany. Przypuszczalnie, jest to zabieg mający na celu podniesienie ciśnienia czytelnikowi. Na mnie to nie podziałało, a tylko czułem się skołowany.

Polecam szczególnie fanom solidnych i twardych historii, ale uważam, że każdy powinien po tę książką sięgnąć – choćby ze względu na wykorzystany przez Autora regionalny klimat i język.

 

Komentarze facebook

komentarzy: