Projekt 5na1

Pięć osób. Jedna książka

Prezentuję Wam kolejny wpis z cyklu projekt 5na1, czyli recenzje jednej książki przez pięć różnych blogowych osobowości. Ponieważ poprzedni artykuł Wam się spodobał, postanowiliśmy wyniki naszej zabawy publikować cyklicznie co miesiąc. Artykuły będą pojawiać się zawsze piątego dnia każdego miesiąca. Tymczasem zapraszam do lektury!

Kliknij na osobę, aby rozwinąć treść

PanCzyta

Prawdę mówiąc nie spodziewałem się po tej książce fajerwerków. Nazwisko Chmielarz obiło mi się o uszy kilka razy, ale jakoś nigdy nie miałem okazji, ani specjalnej potrzeby sięgać po jego książki. Biorąc do ręki „Podpalacza”, pierwsze na co zwróciłem uwagę to okładka „koszmarek”. Jako upierdliwiec, który czepia się w równym stopniu obrazów jak i słów, nie mogłem sobie darować skomentowania części graficznej książki. Kiedy minął wizualny kac i zabrałem się za czytanie, niesmak zaczął powoli, acz skutecznie ustępować miejsca umiarkowanej słodyczy.

Fabuła Podpalacza może i nie jest odkrywcza, ale na pewno mniej popularna niż historie o dobrym facecie z legalnym pistoletem, który ściga złego faceta z pistoletem kupionym gdzieś na czarnym rynku. Kiedy w pożarze domu ginie człowiek, wychodzi na jaw, że płomienie strawiły w podobny sposób również inne nieruchomości w Warszawie. Analiza źródła ognia pozwala stwierdzić, że za wszystkimi incydentami stoi podpalacz, którego modus operandi polega na wrzucaniu koktajlu mołotowa przez komin. Trzeba przyznać, że istnieje wiele mniej skomplikowanych i bezpieczniejszych metod podkładania ognia, ale jak okazuje się w trakcie poznawania tej historii, wszystko ma ukryty sens. Sprawę podpaleń prowadzi – standardowo poturbowany przez życie – policjant, komisarz Jakub Mortka.

Bardzo nie lubię sztucznego komplikowania. Jestem natomiast, wielkim fanem prostych i logicznych rozwiązań. Muszę przyznać autorowi, że sprostał moim wymaganiom. Fabuła jest wyważona, nieprzekombinowana, spójna, dobrze osadzona w polskich realiach i – co chyba najważniejsze – całkiem prawdopodobna. Komisarz Mortka, mimo mało poważnego nazwiska, jest solidnie stworzonym, wiarygodnym bohaterem, który definitywnie daje się lubić mimo dość gburowatej powierzchowności. Pod jego zrogowaciałą skórą, kryje się wszak złote serce, spory bagaż doświadczeń, duża dawka życiowej mądrości oraz całkiem pokaźny kodeks honorowy. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie (i ucieszyło przy okazji), że w opozycji do większości kryminałów dostępnych na rynku, Jakub Mortka nie wdał się w żaden bezsensowny i nic nie wnoszący do książki romans.

Uczciwie muszę przyznać, że dość szybko udało mi się odgadnąć motyw i potencjalną osobę odpowiedzialną za te wszystkie „ogniska”. Nie ocenię tego na minus, dlatego że sygnały były dość subtelne, a jako osoba, która ma dziesiątki, jak nie setki historii kryminalnych na swoim koncie, nie umiem określić, czy to kwestia przewidywalności samej historii, czy też ja jestem bardziej wyczulony na pewne konstrukcje.

W mojej ocenie „Podpalacz” to bardzo przyzwoita powieść. Może nie porwie emocji, może nie zburzy światopoglądu, może nie zachwyci słowem, ale absolutnie nie miałbym wyrzutów sumienia polecając ją komukolwiek. Bardzo przyjemnie się czytało i z pewnością sięgnę po kolejne części przygód komisarza Mortki.

Język: 3,5
Emocje: 3,5
Pomysł: 4
Akcja: 4

http://www.panczyta.pl
http://www.facebook.com/poczytaj.dalej

Komentarze facebook

komentarzy:

Socjopatka

Akcja książki dzieje się w Warszawie. W spalonym domu, strażacy znajdują ciało zamordowanego biznesmena. Komisarz Mortka, któremu przydzielono tę sprawę orientuje się, że trafił na seryjnego podpalacza. W tym momencie zaczyna się wyścig z czasem, z dziennikarzami i ze wszystkimi poszlakami, na jakie trafia policja.

Książka jak dla mnie jest słaba. Momentami nudna i nieciekawa. Zdarzyło mi się kilka razy ziewnąć podczas „wartkiej” akcji. Ale od początku.

Sam pomysł na fabułę nie jest czymś unikatowym, dlatego liczyłam na to, że chociaż rozwiązanie zagadki będzie zaskakujące. Niestety. Muszę wam się przyznać, że moje podejrzenia co do uwikłanych osób w całe zamieszanie, się potwierdziły. Mówię niestety, ponieważ chyba nikt z nas nie lubi, kiedy wie, jak dana książka się zakończy. Więc kiedy okazało się, kto, gdzie i jak za czymś stoi poczułam ogromny żal do Wojciecha Chmielarza, że tak mało się postarał.

Dlatego też, nie targały mną żadne silne emocje podczas lektury. Pewnie! Byłam ciekawa, czy moje typy się potwierdzą i chciałam dotrwać do zakończenia książki, ale nie byłam zupełnie zaskoczona kiedy się potwierdziły. Bardziej zawiedziona. Akcja poza tym rozkręcała się bardzo powoli i szła jednym, obranym torem. Brak wprowadzania ciekawych wątków, efektów zaskoczenia. Brak jakiejkolwiek ingerencji autora, aby trochę zamieszać. Wszystko budowane jest na niedopowiedzeniach. No, a ja lubię kiedy autor dobrze zawojuje między kartkami, chwaląc przy tym pisarza za pomysłowość, rezolutność i zawrotność akcji.

Jedyna rzecz, do której nie mogę się przyczepić to język, którym posługuje się Chmielarz. Jest prosty, a dialogi są przystępne i zrozumiałe dla czytelnika. Z tym często bywa różnie. Autor bardzo dobrze odzwierciedlił także realia i prace polskiej policji. Umiejętnie przedstawił zachowania polskich gliniarzy i sposób pracy na komendzie.

Niestety mimo tych dwóch dostrzeżonych przeze mnie zalet, nie pokuszę się o drugą część przygód z komisarzem Mortką.

Język: 4
Emocje: 2
Pomysł: 3
Akcja: 3

 

http://www.socjopatka.pl

Komentarze facebook

komentarzy:

Ruda

Wojciech Chmielarz jest polskim autorem przede wszystkim kryminałów. Nie czytałam przed „Podpalaczem” żadnej jego książki. I trochę się zawiodłam.

Bohaterem powieści jest komisarz Jakub Mortka (nie wiem czemu, ale zawsze miałam przed oczami „Mordkę” a nie Mortkę). Jest on policjantem z powołania, a nie z przymusu. Nie liczy cyferek i tego, ile ma rozwiązanych spraw na koncie. Trzeba mu przyznać, ze rzeczywiście odwala kawał dobrej roboty.

W Warszawie na Ursynowie dochodzi do pożaru domu znanej niegdyś piosenkarki i jej – swego czasu – bogatego męża. Gdy komisarz Mortka zjawia się na miejscu zdarzenia, okazuje się, że to nie wada instalacji elektrycznej ani kominka. Okazuje się, że jest to już trzecie podpalenie w tej dzielnicy. A zauważa to postać, którą w książce spotykamy tylko na początku – strażak Kowalski.
Specjaliści od sprawdzania dowodów szybko wpadają na trop podpalenia.

Koktajl mołotowa wrzucony z dachu przez kominek. Przecież nie ma łatwiejszego sposobu na podpalenie domu, prawda? Bohater powieści zaczyna prowadzić śledztwo w tej sprawie. Ma za zadanie znaleźć podpalacza. Przykłada się do tej roboty bardzo dobrze, niestety właśnie przez to, że ciągle był zajęty pracą stracił dom, rodzinę, samochód też oddał żonie.

Pomysł na powieść nie jest nowatorski, chociaż czytałam jedynie horror o podpalaniu. Być może taki wątek już wcześniej się pojawił w powieściach, opowiadaniach i innych popełnionych tekstach, ale spokojnie mogę stwierdzić, że Chmielarz przygotował się do napisania tej książki. Nie każdy wie, że chloran potasu wywołuje wybuch, a benzynę miesza się z olejem, żeby się lepiej paliła.

Autor powieści nie zanudza nas opisami w stylu „Przeminęło z wiatrem”. Akcja toczy się wartko, czytelnik jest w stanie poczuć chwilę grozy na swoich plecach. Podczas czytania cały czas poznajemy nowe poszlaki w dochodzeniu, a komisarz Mortka razem z podkomisarzem Kochanem podsuwają nam jedynie lekkie spostrzeżenia, a nie całość faktów.

Język Chmielarza mnie trochę zawiódł. Jest minimalistyczny, wręcz zbyt minimalistyczny jak na taki rozmach akcji. Przeplatające się wątki znanych gwiazd, policji, psychopaty, zwykłych studentów. Niestety, autor mógł dopasować ton rozmów poszczególnych bohaterów do ich życiowej sytuacji. Dużo bardziej w tym aspekcie podobał mi się Mróz i jego „Ekspozycja”.

Książka nie wywarła na mnie dużego wrażenia. Owszem, można poczuć dreszczyk grozy, ale tez bez przesady. Zbyt mało naturalizmu w opisie ofiar zabiło cały klimat książki. Zakończenie także nie powala. Nie wiem czy to kwestia tego, że jest to seria, ale brakowało mi także rozwinięcia wątku Kochana i jego żony. Myślę, że serię warto dokończyć i przekonać się: czy po prostu pierwszy tom był wg mnie kiepski, czy cała seria jest do kitu.

Pomysł: 4
Język: 3,5
Akcja: 4
Emocje: 3,5

 

http://instragram.com/rude_jestwredne
http://facebook.com/annakostorzlifestyle

Komentarze facebook

komentarzy:

Tak sobie czytam

Już myślałam, że mam przesyt kryminałów, bo zaczynały mnie one irytować – akcją, bo tak wydumana, że głowa mała i bohaterami – bo Ci główni to śledczy w jakiś sposób zdegenerowani, mroczni a jednocześnie genialni i niesympatyczni. Tymczasem trafiłam na „Podpalacza” Wojciecha Chmielarza i choć podchodziłam do tej książki nieufnie, zrażona ostatnimi kryminalnymi doświadczeniami, to powieści tej udało się mnie do siebie przekonać i sprawić, że autor trafia na moją prywatną i subiektywną listę pisarzy wartych obserwowania.

Mojej początkowej nieufności względem tej książki sprzyjała również okładka… Tak, wiem, że książki nie ocenia się po okładce i niejeden już raz widziałam jak wartościowe książki ktoś skrzywdził paskudną okładką. Podobnie było i tym razem. Reportaże Wydawnictwa Czarnego lubię niezmiernie, nie tylko za ich treść i poruszane tematy, ale również właśnie za to, jak są wydane – podoba mi się ich prosty, ale bardzo ‘schludny’ wygląd. Przy „Podpalaczu” coś jednak poszło nie tak i okładka zamiast przyciągać – zniechęca.

W zimową noc, w willi na warszawskim Ursynowie wybucha pożar, w którym ginie właściciel domu a jego żona zostaje ciężko poparzona. Przez krótką chwilę wygląda to na nieszczęśliwy wypadek, dość szybko jednak policja dochodzi do wniosku, że w zdarzeniu brały udział osoby trzecie. Tak zaczynają się poszukiwania tytułowego podpalacza, a my poznajemy komisarza Jakuba Mortkę.

Głównego bohatera polubiłam, z czego cieszę się ogromnie. Z sympatią do głównych bohaterów cykli kryminalnych ostatnio u mnie nie najlepiej. Jak wspomniałam na początku, coraz częściej wydają mi się oni do cna odrealnieni, koniecznie w jakiś sposób źli lub wypaczeni. Z radością poznaję więc kogoś takiego jak komisarz Mortka – daleki od ideału, mający swoje za uszami, ale tak po ludzku, w bardzo naturalny sposób. Najlepsze w nim jest właśnie to, że nie jest on żadnym superbohaterem, a komisarzem, który naprawdę mógłby istnieć. Wraz z rozwojem akcji poznajemy również życie prywatne Jakuba i jego problemy rodzinne. Autor wybrał dość stereotypowy i można by rzec oklepany obraz stróża prawa – rozwiedziony, z nienajlepszymi stosunkami z byłą żoną, ale starający się być dobrym ojcem, z kilkudniowym zarostem, mało zarabiający ale stawiający pracę na pierwszym miejscu, komisarz z krwi i kości, a najbardziej z charakteru i z zamiłowania. Mimo tej stereotypowości, komisarz nie jest postacią płaską i może jeszcze całkiem zgrabnie ewoluować.

Pozostałe postacie pojawiające się w „Podpalaczu”, tak jak i Mortka, są raczej wyraziste, nie ograniczają się jedynie do imienia, nazwiska i zawodu. O większości z nich dowiadujemy się czegoś więcej, każda z nich jest ‘jakaś’, z własnym charakterem, ze swoimi tajemnicami i niejasnymi historiami. Jedyne do czego mogłabym się doczepić, to do tego, że dialogi i kwestie wypowiadane przez poszczególnych bohaterów można by bardziej zróżnicować, nadać cechy charakterystyczne temu, co mówi dana postać. Jak to w życiu, każdy ma jakiś styl mówienia, ulubione słówko, manierę, która go wyróżnia. Tego w „Podpalaczu” odrobinkę mi zabrakło.

Rozwój akcji jest ciekawy, nie można mu odmówić elementów zaskoczenia przy jednoczesnym zachowaniu spójności i logiki. Kolejne wydarzenia nie biorą się znikąd, nie są naciągane, nie mamy poczucia, że autor używał grubych nici by całą historię utrzymać w ryzach. To na plus, bo męczą mnie cudowne i nieprawdopodobne zwroty akcji spotykane czasem w powieściach kryminalnych.

Historie, które się tu dzieją są wiarygodne, policja, która bada sprawę wygląda jak polska policja, gdzie niejednokrotnie stróże prawa są zmęczeni szarością posterunków i niezbyt imponującą wysokością swych pensji.

Poza głównym wątkiem kryminalnym, jakim jest poszukiwanie podpalacza, do fabuły autor wplótł dodatkowe historie. Są to zarówno mniej znaczące wątki kryminalne, jak i historie rodzinne – samego Mortki, ale też i innych bohaterów. To wszystko sprawia, że powieść jest wielopłaszczyznowa i jeszcze bardziej prawdziwa.

Warte zauważenia jest również zakończenie powieści. Nie twierdzę, że jest ono idealnie po mojej myśli (sama nie umiem określić, czy mi się ono podoba czy nie…), ale doceniam, że jest ono inne, nie najprostsze. Nie jest to sielankowy happy end, moralnie jasny. Bardzo jestem ciekawa czy jego konsekwencje będą widoczne w kolejnych częściach.

Hegemonia skandynawskich kryminałów została złamana już jakiś czas temu, polskich autorów biorących się za ten gatunek jest coraz więcej. Raz wychodzi to lepiej, raz gorzej. Z wielką radością Wojciecha Chmielarza dodaję do tych, którym wyszło lepiej.

Język: 4
Emocje: 4
Pomysł: 5
Akcja: 5

http://tak-sobie-czytam.blogspot.com/

Komentarze facebook

komentarzy:

Dizajnuch

Pierwsze wrażenie było słabe…
Ja wiem, że nie ocenia się książki po okładce, ale tutaj miałem wrażenie, że trzymam w ręku jakąś reedycję peerelowskich komiksów z kapitanem Żbikiem. Zupełnie nie trafia do mnie taka stylistyka i szczerze Wam powiem, że za cholerę nie sięgnąłbym po nią w księgarni. A nawet jeśli już jakimś cudem trafiłaby do moich rąk, to skutecznie odstraszyłaby mnie zajawka:

Warszawa, środek mroźnej zimy. W spalonym domu leży ciało zamordowanego biznesmena, a jego ciężko poparzona żona walczy o życie w szpitalu. Komisarz Jakub Mortka ma nadzieję, że to gangsterskie porachunki albo przypadkowe zaprószenie ognia. Niestety wkrótce wie już, że trafił na seryjnego podpalacza, który krąży po mieście z koktajlami Mołotowa.

Ja wiem, że nabijanie się z czyjegoś nazwiska (nawet, jeśli to postać fikcyjna) to szczyt prymitywu, ale Mortka?? Komisarz Mortka?? No z żadnej strony nie brzmi to poważnie i nie zachęca do wydania kilkudziesięciu złociszy, a dodatkowo ja w dalszym ciągu gustuję w fantastyce i raczej polazłbym na inne regały wybrać coś bardziej w moich klimatach.

…za to potem „Podpalacz” zaczął iskrzyć.
Dzięki Bodziu, że są takie projekty, jak 5na1, bo ominęłaby mnie naprawdę solidnie i dobrze napisana powieść kryminalna. Czyta się to bardzo szybko, łatwo i lekko, ale nie miałem absolutnie wrażenia, że sama książka jest tak łatwa i lekka. Mamy tu wszystko to, czego od kryminału oczekujemy – kilka trupów, śledztwo z zagadkami i fałszywymi tropami, dobrze i wiarygodnie zarysowane postacie pierwszo- i drugoplanowe, wątki poboczne, które jednak nie przesłaniają nam głównej osi fabularnej oraz nie tak bardzo oczywiste zakończenie, które ciężko uznać za happy end.

Co w powieści jest świetne, to osadzenie całości tak bardzo w polskich realiach, że aż boli. Główny bohater – komisarz Mortka z dochodzeniówki, stróż prawa często narażający swoje zdrowie i życie zarabia marne grosze, przez co jego żona pracująca w prawniczej korporacji nim gardzi, i w efekcie, chociaż obydwoje się kochają, dochodzi do rozwodu, bo po prostu nie są w stanie ze sobą żyć. Jak to w Polsce bywa, dzieci (dwóch synów) pozostają pod opieką matki, a ojciec ma na nich płacić alimenty. Od czego zresztą absolutnie się nie uchyla (fakt, czasem zapomni przytłoczony pracą) i oddaje z tego tytułu połowę swojej i tak niedużej pensji. Skutkuje to tym, że nie jest w stanie wynająć samodzielnego mieszkania i zmuszony jest mieszkać razem z parą wiecznie imprezujących studentów, a perspektyw na poprawę sytuacji brak. Welcome to Poland.

„Podpalacz” ukazuje świat gliniarzy zmęczonych policyjnymi realiami, gdzie króluje papierologia i biurokracja, a odpowiednio wypełnione tabelki z wynikami są ważniejsze od ludzi. Świat, w którym topią oni frustracje w alkoholu albo po powrocie z pracy wyładowują się na żonie, co obydwoje ukrywają przed światem i innymi gliniarzami – on powołując się na przyjaźń, ona przykrywając się długimi rękawami. Ale pomimo tego siedzą w tej robocie i chorej często sytuacji, bo nie bardzo mają możliwość ją zmienić. A nawet jeśli, to chyba brak im do zmiany chęci, czy odwagi. Albo tak, jak Mortka, po prostu nie potrafią inaczej, bo ta niewdzięczna praca jest całym ich życiem.

To wszystko sprawia, że bohaterowie nie są czarno-biali. Widzimy ich w wielu odcieniach szarości, raz bardziej, raz mniej intensywnych. Nawet jeśli jednoznacznie potępiamy czyjeś zachowanie, to ciężko nam potępić jakąś postać w całości. I dzięki takiemu zabiegowi książka niesamowicie zyskuje, bo przestaje być tylko i wyłącznie kryminałem, a zaczyna być powieścią obyczajową o naszym polskim, współczesnym piekiełku.

Autor zachował jednak doskonale proporcje i ciągle mamy wspólnie z Mortką sprawę do rozwiązania, a nie zaczynamy grzęznąć w rozważaniach o ciężkim życiu. Powyższe dzieje się niejako na uboczu głównego wątku, czyli prowadzonego przez warszawskich policjantów śledztwa w sprawie podpalenia domu, w wyniku czego zmarł jego właściciel, a jego żona celebrytka wylądowała w szpitalu w stanie ciężkim. Okazuje się, że to nie pierwszy pożar, który wybuchł w takich okolicznościach, co jednoznacznie sugeruje podpalenie. Jaki cel ma podpalacz? Dlaczego wybiera akurat te, a nie inne domy? A może zależało mu na konkretnej osobie, a pozostałe podpalenia miały tylko odwrócić uwagę?

Śledztwo początkowo toczy się niespiesznie, tropy wiodą w kilku różnych kierunkach, zahaczając o półświatek i bossów mafii, ale też poważanych i majętnych biznesmenów. Całość nabiera ogromnego rozpędu, kiedy przez działania piromana w ogniu ginie dwójka małych dzieci, a opinia publiczna naciska na jak najszybsze rozwiązanie sprawy. Co mi się tutaj bardzo podobało – w odróżnieniu od poprzednio recenzowanej „Ekspozycji”, sprawa nie rozwiązuje się sama, albo dzięki social mediom. Mortka powoli i żmudnie, wykorzystując techniki śledcze, analizując dowody i poszlaki posuwa się do przodu i w efekcie doprowadza do wyjaśnienia zagadki.

Zakończenie „Podpalacza” zaskakuje, chociaż gdzieś mi coś tu śmierdziało, i to niekoniecznie spalenizną. Jest niejednoznaczne moralnie i jeszcze bardziej każe nam odejść od oceniania kogokolwiek w kategoriach zero-jedynkowych. Wywołuje też rozważania nad sensem kary oraz tym, czym tak naprawdę jest sprawiedliwość. Ja osobiście nie potrafię kategorycznie potępić Mortki za to, co zrobił, aby winni ponieśli konsekwencje swoich czynów. Może dlatego, że sam mam dwóch synów i pewnie zrobiłbym dokładnie to samo.

Podsumowując – bardzo się cieszę, że dzięki blogerskiemu projektowi 5na1 takie książki trafiają w moje ręce. Wojciech Chmielarz stworzył historię bardzo spójną i wciągającą, a osadzenie całości w naszych polskich realiach bardzo ją ubogaca i powoduje, że jest to pozycja, po którą naprawdę warto sięgnąć.

Język: 4,5
Emocje: 4
Pomysł: 3,5
Akcja: 4,5

http://dizajnuch.pl/

Komentarze facebook

komentarzy: