Przyznam szczerze, że przez pierwszych kilkadziesiąt stron byłem na Autora szczerze wściekły. Mnie, staremu krakusowi, który zna Kraków od strony ciemnych, śmierdzących piwem i stęchlizną knajp, zasikanych bram ulicznych, ludzi, którzy garnitur ubierają tylko do ślubu i na pogrzeb, Bednarek postanowił wcisnąć historię białych kołnierzyków. Mam absolutny opór przed takimi zmianami w moim mieście, chociaż wiem, że to się dzieje. Klimatyczne knajpy zamieniają się w metroseksualne kawiarnie, a wiecznie nawaleni prawdziwi pseudoartyści w zmanierowanych hipsterów zakładających trampki do swoich prążkowanych garniturków. Zabijcie mnie, ale nie przyjmuję takiej rzeczywistości. Główny bohater idealnie pasował mi natomiast do realiów, jeśli nie Nowego Jorku, to przynajmniej „Warszafki”. Ale skoro jesteśmy w Krakowie to jedźmy dalej.

Książka opowiada o losach młodego wilka krakowskiej adwokatury, który od początku przedstawiony nam jest jako seryjny morderca. Dzięki swojemu sprytowi udaje mu się wrobić kumpla we wszystkie zbrodnie, których sam dokonał. Wiedzie zatem wolne, stosunkowo beztroskie – nie licząc demonów w jego własnej głowie – życie jako prawnik w znanej kancelarii. Pewnego dnia otrzymuje zadanie obrony znanego specjalisty transplantologa, który oskarżony jest o serię morderstw ze szczególnym okrucieństwem…

Mniej więcej od tego momentu w książce zaczyna dziać się magia. Demony przeszłości zaczynają tańczyć, a chory mózg młodego adwokata, zaczyna zasysać czytelnika jak wielka, lepka ośmiornica. Nie sposób się oswobodzić przed końcem książki. To co się dzieje w głowie tego człowieka jest równie chore, co pociągające. Nawet brutalne wydarzenia, opisane w miarę postępu fabuły, stanowią tylko tło, do jego wewnętrznej walki. Jeśli kiedykolwiek chciałeś(aś) wejść do umysłu prawdziwego zwyrodnialca, to ta książka jest dla Ciebie idealna.  Jest to jedna z tych pozycji, w obliczu której, zawsze zadaję sobie pytanie: Co Autor musi mieć w głowie, aby wymyślić taką fabułę i co by było, gdyby zamiast opisywać swoje myśli, realizowałby je w rzeczywistości.

W jednej z funkcjonujących w internecie, recenzji tej książki, ktoś napisał, że nie chciałby Autora mieć za sąsiada. Ja, wręcz przeciwnie. Myślę, że znaleźlibyśmy sporo wspólnych tematów 🙂

Książka dla ludzi o mocnych nerwach, ale zdecydowanie godna polecenia!

Komentarze facebook

komentarzy: