Projekt 5na1

Pięć osób. Jedna książka

Prezentuję Wam kolejny wpis z cyklu projekt 5na1, czyli recenzje jednej książki przez pięć różnych blogowych osobowości. Ponieważ poprzedni artykuł Wam się spodobał, postanowiliśmy wyniki naszej zabawy publikować cyklicznie co miesiąc. Artykuły będą pojawiać się zawsze piątego dnia każdego miesiąca. Tymczasem zapraszam do lektury!

Kliknij na osobę, aby rozwinąć treść

PanCzyta

Nie jestem z tych, którzy czytają te same książki więcej niż jeden raz. Te których nie pamiętam, wydają mi się niewarte przeczytania ponownie, natomiast te, które mocno siedzą we mnie, pamiętam na tyle dobrze, że nie widzę potrzeby do nich wracać. Wyjątek stanowi kilka tytułów. Zdarzyło mi się kilka razy przeczytać „Ojca chrzestnego”, dwa razy czytałem „Króla szczurów” i regularnie wracam do wybranych pozycji Stephena Kinga. King jest przewrotny, psotny, robi wiele nawiązań i w miarę poznawania jego bibliografii, uprzednio przeczytane pozycje zyskują często nowy wymiar. Wszystkie powyższe książki, oraz te które w większości obserwujecie na moim blogu można jakoś ze sobą powiązać – czasem to wiązanie jest wykonane grubą nicią, ale jednak się da. Groza, psychopaci, detektywi, brudne szuje i wszystko to co z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu lubię mieć blisko siebie w ramach oswajania własnych lęków. Można powiedzieć: Mrok.

W ramach naszego projektu została zaproponowana książka „Chłopiec z latawcem”. Książka, która wyciągnęła mnie z mroku, chociaż samą jego świadomość i okrucieństwo pogłębiła jak żadna inna.

Przyznać się muszę, że w przypadku tej pozycji popełniłem dwa kardynalne błędy. Po pierwsze zabrałem się za nią za późno, a po drugie – na co już wpływu nie miałem – nie jest to w mojej ocenie pozycja na pełną wakacyjnego optymizmu, czerwcową aurę. Z tego też powodu, przeczytam ją jeszcze raz, w okolicach października, na spokojnie. Będę pieścił każde jej zdanie bo jest tego warta.

Ta książka, wyrywając się z kanonu moich literackich poczynań, okazała się doskonała pod każdym względem. Perfekcyjny, zmienny język, czarujące opisy, całe tło polityczno-kulturowe, opis transformacji bliskiego wschodu, fenomenalna fabuła, która sugeruje traktować tę powieść jako relację z faktycznych zdarzeń – musi tak być, gdyż nie umiem wyobrazić sobie, że można coś takiego zwyczajnie wymyślić od a do z. Najważniejsze jednak jest to, że „Chłopiec z latawcem” jest labiryntem relacji międzyludzkich. Relacji pięknych, okropnych, łatwych i skomplikowanych. Relacji takich, jak tytułowy latawiec, który można kontrolować tylko w ograniczony sposób. Latawiec, który w jednej sekundzie może upaść na ziemię jeśli wykonamy zły ruch. A jeśli już upadnie, to do końca życia nie będziemy mieli pewności, czy katastrofa była wynikiem naszej błędnej decyzji, czy zwyczajnie pomógł temu zły podmuch wiatru. Nigdy nie pozbędziemy się poczucia winy, nie będąc jednoznacznie przekonanymi czy powinniśmy się w ogóle obwiniać. Nigdy nie będziemy wiedzieć, czy uda się naprawić błąd i czy powinniśmy w ogóle próbować?

Bardzo skomplikowana tematyka, bardzo rozbudowany wątek grzechu zaniechania, bardzo piękna historia, którą polecam każdemu. To jedna z tych książek, które każdy powinien znać. I proszę zwrócić uwagę, że to jest debiut literacki tego autora.

„Chłopiec z latawcem” pokonał mnie całkowicie i cokolwiek bym nie napisał to będzie zbyt mało i zbyt miałko. Jestem kompletnie obity emocjonalnie, dlatego odpuściłem sobie streszczanie fabuły tej książki. Jestem pewny, że moi koledzy i koleżanki z projektu 5na1 zrobią to doskonale za mnie.

Język: 5
Emocje: 5
Pomysł: 4.5
Akcja: 4.5

http://www.panczyta.pl
http://www.facebook.com/poczytaj.dalej

Komentarze facebook

komentarzy:

Socjopatka

Kiedy dowiedziałam się, że będziemy recenzować tę książkę, uradowałam się. Cieszy się ona bardzo dobrymi opiniami i tak naprawdę trudno znaleźć recenzję, która byłaby jej nieprzychylna.

Lubię literaturę piękną, która porusza trudną tematykę, dlatego wiedziałam, że to może być piękne literackie spotkanie.

Chłopiec z latawcem

Akcja książki rozpoczyna się w Afganistanie, w latach 70-tych. Opisuje ona przyjaźń między dwoma chłopcami. Amir to syn zamożnego Pasztuna z Kabulu, natomiast Hasan to jego służący, ale i przyjaciel do gier i zabaw.
Pytanie, które nasuwa się już na początku czytania książki, to czy ta przyjaźń na pewno jest prawdziwa? Wątpliwości można mieć już na samym początku czytania, a ich apogeum sięga momentu kiedy Amir jest świadkiem gwałtu na Hasanie przez ich kolegów.

I od momentu tego zdarzenia znienawidziłam Amira. Znienawidziłam tak mocno, że do końca czytania tej książki, nie zmieniło się to.
Wiecie jak trudno czyta się powieść, w której nie możecie zdzierżyć głównego bohatera? Bardzo opornie.

Dręczące wyrzuty sumienia

Dalsza część książki opisuje zmagania Amira z wyrzutami sumienia, jakie dręczą go po tamtym zdarzeniu. Chciałoby się mu powiedzieć: „Bardzo dobrze, masz za swoje!”.

Dwadzieścia lat później kiedy Amir mieszka już w USA pojawia się okazja, aby mógł odkupić stare winy, które dręczyły go przez całe życie. Czy zdobędzie się na odwagę, aby uratować siebie i nie tylko? Tego dowiecie się z książki.

Bardziej ludzcy niż się wydaje

Po przeczytaniu tej książki mam wrażenie, że nie jestem osobą zbyt wyrozumiałą. Za to mam silnie zakorzenione pewne wartości i poczucie sprawiedliwości przede wszystkim. W tej książce pokazana jest sytuacja, w której tych wartości zabrakło dwunastoletniemu dziecku.
Czy to jednak go usprawiedliwia?
Jak już mówiłam, ja nie jestem wyrozumiała dla znieczulicy (nawet w wykonaniu 12-letniego dziecka), dlatego książka mocno mnie wkurzyła i zaburzyła moją równowagę wewnętrzną.

Nie można jednak odebrać jej pięknie opisanej zdrady, odpowiedzialności i próby odkupienia win. W fabułę idealnie wplecione zostały wyrzuty sumienia, smutek i ludzki zawód.

Nie można odmówić tej książce także emocji. Ta powieść momentami jest naprawdę wzruszająca i kilka razy musiałam otrzeć łzy.

W tle pojawia się brutalny Afganistan, dzięki czemu podczas czytania tej książki na pewno każdy Europejczyk odetchnął z ulgą, że nie urodził się w tym miejscu.

Podsumowując: książkę polecam.
Opisuje prawdziwe uczucia, emocje – po prostu życie, takim jakie jest. Nie jest głaskaniem po głowie, gdzie wszystko dobrze się kończy. Nie połechta Cię, nie pocieszy. Prędzej przytknie do ziemi i powie: Obudź się, właśnie tak wygląda życie.

Pomysł: 4
Język: 4
Akcja: 3
Emocje: 4

 

http://www.socjopatka.pl

Komentarze facebook

komentarzy:

Ruda

Khaled Hosseini – amerykański pisarz afgańskiego pochodzenia. Jeden z niewielu autorów, którzy potrafią napisać powieść w realiach Afganistanu.

„Chłopiec z latawcem” to jego debiutancka powieść. Opowiada o losach Amira – afgańskiego chłopca, który zdradził swojego najlepszego przyjaciela, a jednocześnie służącego Hasana i zmusił go do opuszczenia rodzinnego domu przez swoje tchórzostwo. Sytuacja w Afganistanie zmienia się, przez co Amir wraz z ojcem – Babą muszą opuścić rodzinny kraj i wyemigrować do Stanów Zjednoczonych. Jednak nawet po dwudziestu pięciu latach nie zapomina o sytuacji, która miała miejsce podczas zawodów latawców – gwałcie na Hasanie. Czuje się wciąż winny, że nie stanął w jego obronie. Pozostaje jedyna szansa na odkupienie win – Amir musi wracać do niebezpiecznego Afganistanu, rządzonego przez talibów, aby uratować chłopca imieniem Sohrab.

Jest to książka napisana wspaniałym językiem i oddająca klimat tamtych wydarzeń. Autor naprawdę postarał się, w szczególności, że to jego debiutancka powieść. Ale może po kolei.

Hosseini w zależności od tego, co opisuje i w jakich realiach jest osadzona dana część powieści używa różnych technik pisania. Raz są to długie i obszerne zdania oraz dialogi, innym razem zaś krótkie i urywane. Afgańczyk jest naprawdę w tym dobry. Trzeba przyznać, że właśnie to, jak jest pisany dany fragment oddaje najbardziej emocje.

Nie jest to książka dla ludzi o słabych nerwach. Ale też nie jest wyciskaczem łez. Jest to smutna historia chłopca, który w dorosłym życiu stara się naprawić krzywdy wyrządzone bardzo dawno temu. Emocje sięgają zenitu, w szczególności przy czytaniu opisów Kabulu rządzonego przez talibów, czy przy opisie gwałtu na służącym głównego bohatera.

Nie wiem, skąd wziął się pomysł na akurat taką historię w głowie Hosseiniego. Niektóre wydarzenia można połączyć z tym, że sam autor wraz z rodzicami wyemigrował najpierw do Francji, potem do USA. Tak samo doszukujemy się podobieństwa w opisie matki Amira i matki autora – obydwie były nauczycielkami. Także bardzo spodobał mi się pomysł osadzenia części powieści w Kabulu i – ogólnie – w Afganistanie, a także pokazanie tradycji, którą pielęgnują Afgańczycy.

„Chłopiec z latawcem” nie znudzi czytelnika. Jest stosunkowo krótką książką, jak na opowieść w niej zawartą. Hosseini mógł opisać wiele niepotrzebnych wydarzeń, ale tego nie zrobił, co mu się chwali. Powieść jest wciągająca i akcja toczy się wartko. Nie ma w niej cienia nudy czy przydługich opisów. Czyta się ją szybko i cudownie.

Ogółem: nie znalazłam w tej książce żadnych minusów. Powieść, którą poleciłąbym każdemu, choć być może nie dzieciom, ponieważ żeby ją zrozumieć tak naprawdę, trzeba być nieco starszą młodzieżą i orientować się w wydarzeniach ze świata, które miały miejsce.

Język: 4,5
Emocje: 5
Pomysł: 4,5
Akcja: 4,5

 

http://instragram.com/rude_jestwredne
http://facebook.com/annakostorzlifestyle

Komentarze facebook

komentarzy:

Tak sobie czytam

To jedna z najbardziej niesamowitych książek, jakie dane mi było czytać. To również jedna z takich książek, o których nie lubię pisać swojej opinii. Nie lubię, bo wiem, że cokolwiek bym tu nie napisała, nie odda to mądrości i istoty powieści. Wręcz przeciwnie, obawiam się, że moimi małymi słowami nie będę w stanie zachęcić Was do sięgnięcia po tę książkę.

W powieści pokazane jest wiele okrucieństwa, ale autor, czasem w małych okruchach, daje nam dostrzec dobro. Uwielbiam takie książki, które same w sobie są właściwie jedną, wielką emocją. Nie, nie jedną – całym wachlarzem emocji. Te emocje to radość i beztroska, którą czujemy biegnąc z chłopcami i latawcem. To smutek i bezsilność, kiedy Hassana spotyka zło. To współczucie przemieszane ze złością, kiedy stoimy razem z Amirem patrząc na krzywdę Hassana. Wzruszenie, strach, niepewność, niezrozumienie, nadzieja, troska, miłość, zazdrość, tęsknota… I tak na przemian, przez całą powieść. Kiedy już wydawało mi się, że najbardziej wzruszający moment powieści mam za sobą, znienacka dostawałam obuchem w łeb i kolejne emocje wylewały się ze stron powieści. Dawno już nie czytałam książki, w której przewracanie kolejnej strony tak mnie bolało i napawało strachem, a wraz ze zbliżającym się końcem powieści, błagałam w myślach o szczęśliwe zakończenie.

Nie znam dobrze świata afgańskiego, ale autor oddał to co w nim istotne w doskonały sposób. Fabuła powieści podzielona jest na trzy części i obejmuje kilka ostatnich dekad – rozpoczyna się dzieciństwem Amira i Hassana, w czasach świetności Afganistanu. Druga część to lata emigracji Amira i jego ojca, kiedy to zmuszeni sytuacją w Afganistanie, przenoszą się do Stanów Zjednoczonych. Ostatnia część to powrót dorosłego już Amira do ogarniętego wojną Afganistanu. To wszystko zostało w cudowny sposób namalowane słowami przez autora. Czytając część pierwszą, czułam spokój jaki panował w latach siedemdziesiątych w Afganistanie. Widziałam zielone trawy, czułam zapach kwiatów pomarańczy. Tym bardziej, w tych niemal sielskich okolicznościach, historia Hassana i Amira wywarła na mnie tak duże wrażenie. W tym spokojnym świecie, Hassana, chłopca na wskroś dobrego, niezdolnego do wyrządzenia komukolwiek krzywdy, spotyka zło. A on uparcie pozostaje dobry i po latach mówi swojemu synowi, że „krzywdzić nie można nawet złych. Bo oni nie wiedzą, jak być dobrymi. I że czasem zły może zrobić się dobry”.

Części druga i trzecia nie są już kolorowe. Trawa straciła zieleń, kwiaty pomarańczy uschły. W Afganistanie upada monarchia, rozpoczyna się radziecka interwencja. Amir z ojcem emigrują do Kalifornii. W ostatniej części Amir, po niemalże dwudziestu latach, wraca na krótko do Afganistanu. Ta podróż w czasie przez całą fabułę to nie tylko skrócona lekcja historii Afganistanu, ale też przybliżenie nam kultury i wartości ważnych dla Afgańczyków. Czasami to o czym czytałam było dla mnie jedynie ciekawostką kulturową, ale czasem… czasem uświadamiałam sobie, jakie mam cholerne szczęście, że tam nie mieszkam… Po takich książkach dziękuję Bogu, że żyję tu gdzie żyję. Że urodziłam się w Polsce, która ze wszystkimi jej ułomnościami jest jednak pięknym miejscem na ziemi.

Przepiękne, a zarazem tragiczne, są postacie obu chłopców – Hassan, choć pohańbiony to idealnie czysty; Amir, choć dopuścił się podłego postępku wobec przyjaciela, to dźwigający przez całe życie ogromny ciężar na sumieniu, którego mimo upływu lat, pozbyć się nie potrafi. Zadziwia mnie, jak autor doskonale ‘wykorzystał’ postacie dwóch małych chłopców, by pokazać jak ważne w naszym życiu jest sumienie, jak trudne może być uporanie się z poczuciem winy, jak zdeterminowany potrafi być człowiek, by zwrócić na siebie uwagę własnego ojca. I o tym właśnie jest ta książka. O winie, przebaczeniu (również tym najtrudniejszym – samemu sobie), o istocie relacji ojca z synem.
I choć jest to powieść wieloaspektowa, to każdy jej wątek dotyka relacji międzyludzkich – między ojcem a synem, między przyjaciółmi, między dwoma klasami jednego społeczeństwa, między mężem a żoną. Ludzie w ogóle, są ważną częścią tej powieści. Każdy pojawiający się bohater jest wyrazisty, jest bardzo jakiś, jest zbudowany od początku do końca.

Urzeka mnie okładka książki – prosta, ale jakże wymowna. Jeśli książki nie czytaliście, zrozumiem, że Wam nie musi wydać się specjalnie interesująca. Mnie też się taka nie wydawała, a naprawdę sporo się na nią napatrzyłam przed lekturą. Zachwyciła mnie dopiero niedawno, kiedy poznałam już losy Amira i Hassana.

Całkowicie wsiąknęłam w tę powieść. Momentami czytałam ją w biegu, wśród jazgotu na lotnisku, podczas turbulencji w samolocie. Myślałam, że to nie pozwoli mi właściwie skupić się na książce, bo już po przeczytanym początku „Chłopiec z latawcem” wydał mi się powieścią, jaką należy czytać w samotności, w ciszy. I tak właśnie jest – dobrze jest czytać ją w ciszy i w samotności. Tyle tylko, że jednocześnie jest to powieść tak hipnotyzująca, że zgiełk na lotnisku nie wiedzieć kiedy stawał się ciszą, a setki ludzi wokół mnie przestawały istnieć. Zatracałam się całkowicie w świecie Amira.

Piękna to powieść, mądra. Jedna z lepszych jakie przeczytałam w tym roku.

 

Język: 5
Emocje: 5
Pomysł: 5
Akcja: 5

http://tak-sobie-czytam.blogspot.com/

Komentarze facebook

komentarzy:

Dizajnuch

Tytułem wstępu…
Dawno już, a może i nigdy, nie miałem tak, że nie wiedziałem co mam o książce myśleć i jak ją sobie w głowie ułożyć, a Wam tutaj przedstawić. Bo „Chłopiec z latawcem” to niewątpliwie kawał dobrej literatury, ale… mam wrażenie, że nie do końca jestem odpowiednim odbiorcą. Po przeczytaniu czułem się trochę jakbym poszedł do renomowanej gwiazdkowej restauracji serwującej ryby i owoce morza, a po zjedzeniu obiadu stwierdził, że ja właściwie to nie lubię ryb i niby smakowało, ale lepiej bym ten czas spędził, gdybym poszedł zjeść steka. Stąd też mój dylemat, bo to JEST BARDZO DOBRA POWIEŚĆ, ale nie do końca mi się podobała. Dlatego postaram się być tak bardzo obiektywny, jak w tej sytuacji potrafię, ale niekoniecznie mi się to musi udać.

Trochę o fabule…
Całość jest opowieścią Amira, będącego jednocześnie narratorem, jak i głównym bohaterem powieści. Poznajemy go jako młodego chłopca i towarzyszymy mu przez kolejne lata, aż do wieku dojrzałego. Historię w książce można podzielić na kilka części, które mają dosyć wyraźne ramy czasowe lub fabularne.
Część pierwsza to prawie że bajkowa opowieść o Afganistanie lat 70 XXw i beztroskim dzieciństwie. Poznajemy w niej Amira i Hassana, dwóch chłopców żyjących właściwie pod jednym dachem, wykarmionych przez jedną mamkę, co czyni ich niemal braćmi, ale jednak należących do zupełnie różnych światów. Amir jest Pasztunem, synem człowieka bogatego i bardzo poważanego w lokalnej społeczności, który jednak trzyma syna na dystans mniej lub bardziej świadomie obwiniając go za śmierć ukochanej żony, która zmarła przy porodzie. Chłopiec jest delikatny, wrażliwy i pragnie zostać pisarzem, co rozczarowuje jego silnego (także fizycznie) i bardzo charyzmatycznego ojca.

Hassan jest Hazarem, synem Alego, który jest służącym ojca Amira. Obaj należą do grupy etnicznej prześladowanej i dyskryminowanej w Afganistanie, a jakby tego było mało, przez swoje fizyczne skazy – Ali ma chromą nogę, jego syn zajęczą wargę – stają się obiektem drwin i okrutnych żartów. Łączy ich jeszcze jedno – są bezgranicznie oddani swoim panom.

Kwestie pochodzenia czy klas społecznych są w powieści bardzo ważne i często stanowią oś pewnych wydarzeń. My, Europejczycy nie do końca jesteśmy w stanie nawet zrozumieć, jak w krajach muzułmańskich przynależność do danej grupy etnicznej determinuje całe życie człowieka. W tej części książki bardzo mocno te różnice i takie podejście widać, co pomaga zrozumieć kontekst całej opowiadanej historii. Równie ważne dla fabuły są relacje chłopców ze swoimi ojcami oraz sobą nawzajem. Amir z całych sił pragnie, aby ojciec go zaakceptował i okazał mu miłość, ale równie mocny nacisk autor kładzie na ukazanie, jak wielkim uczuciem i oddaniem pała do niego Hassan.
Młody Pasztun pragnie z całych sił zdobyć miłość i akceptację ojca, a stać się to ma pewnego zimowego dnia, podczas corocznych zawodów w puszczaniu latawców, która to rozrywka bywa czasami brutalna i krwawa, ale przynosi wielkie uznanie zwycięzcom. Obaj chłopcy wspólnie triumfują, ale ich wygrana blednie w obliczu tragicznego wydarzenia – w chwili próby Amir odwraca się od Hassana i pozostawia go na pastwę prześladowców, a ci bardzo brutalnie go gwałcą. Całe to wydarzenie zmienia diametralnie relacje pomiędzy chłopcami, a z czasem też pomiędzy ich ojcami, bo Amir nie potrafi się pogodzić z własnym tchórzostwem i w efekcie kłamstwami doprowadza do rozstania ich rodzin.
Wydarzenia te zbiegają się w czasie z prawdziwą i niezwykle tragiczną historią samego Afganistaniu – niedługo później w kraju dochodzi do obalenia monarchii, wybucha wojna, najpierw z Rosjanami, potem z Talibami, która właściwie trwa po dziś dzień. I tutaj mamy bardzo krótką, ale niezwykle sugestywnie napisaną część drugą – ojciec i syn uciekają z ogarniętego wojną Kabulu najpierw do Afganistanu, a potem dalej, do Stanów Zjednoczonych i ostatecznie osiedlają się w San Francisco. Ten fragment powieści obfituje w bardzo brutalne sceny, jakich niestety pełno jest na wojnie, dodatkowo są one tym tragiczniejsze, że przecież widziane i opowiadane z perspektywy dziecka.

Rozdziały o tym, jak uchodźcy z ogarniętego wojną kraju próbują sobie ułożyć życie w obcym kraju miejscami przypomina barwną opowieść trochę w stylu Bollywood. Perypetie Amira i jego ojca na obczyźnie, gdzie panują zupełnie inne zwyczaje, gdzie jest zupełnie inny system wartości i gdzie wszystko jest nowe i nieznane czasami aż lekko trącą kiczem. Jest to jednak taki kicz, który wywołuje na naszych ustach nie uśmieszek pogardy, ale sympatii. Scena ślubu i wesela jest napisana w taki sposób, że wręcz widzimy tę feerię barw i czujemy szczęście bohaterów. Mam wrażenie, że nawet śmierć ojca Amira w powieści ma mniejszy ciężar gatunkowy, niż wydarzenia podczas święta latawców. Ale to absolutnie nie jest gorszy fragment całej powieści, bo wydaje mi się, że autor zafundował nam po prostu chwilę oddechu przed późniejszym nokautującym strzałem w zęby.
Ta mniejsza lub większa sielanka przerwana zostaje wiadomością od starego przyjaciela rodziny Rahima Chana, po której Amir wyrusza do Afganistanu rządzonego przez Talibów aby odpokutować za grzechy z przeszłości. Ta część jest najbardziej brutalna, a jednocześnie chyba najbardziej optymistyczna. Widać tutaj wyraźnie, że nawet w kraju, gdzie panuje wojna i głód, gdzie rządzą degeneraci, dla których życie ludzkie jest nic nie warte, istnieje miejsce na dobro, współczucie i zrozumienie. Ale też w tej akurat części powieści znalazłem najbardziej nieprawdopodobny zabieg fabularny, który dosyć mocno mi zazgrzytał. Autor chyba zbyt dosłownie zrozumiał ideę strzelby Czechowa i zastosował zabieg jednocześnie zupełnie nieprawdopodobny i do bólu przewidywalny, który miał udramatycznić i urealnić zwrot akcji, ale efekt nie do końca wyszedł taki, jak to było zamierzone właśnie przez straszliwe naciągnięcie. Nie zdradzam o co chodzi, bo mogę Wam ten twist zepsuć, kiedy po lekturę sięgniecie (jeśli oczywiście nie domyślicie się sami).

Trochę o samej książce…
W całej powieści widać, że autor ma do perfekcji opanowaną kontrolę nad słowem. W zależności o tego, jaki jest jego cel potrafi oddać całą feerię uczuć i odczuć zarówno głównych bohaterów, jak postaci drugoplanowych. Potrafi ich też niezwykle barwie opisać, wręcz czasami namalować zdarzenia radosne i beztroskie. Z drugiej strony, jeśli zachodzi taka konieczność, używa słów prostych nie bawiąc się w rozbudowane metafory. Pomimo tego, że książka jest niezwykle ciężka z uwagi na tematykę, to czyta się ja bardzo dobrze i nawet te rozbudowane opisy scen nie nużą ani trochę.

Dawno nie czytałem tak plastycznej książki, po której obrazy same powstają w głowie. Jest to o tyle cenne, że przecież mowa jest o kraju dla większości z nas znanym jedynie z urywków gazet czy wiadomości telewizyjnych. Bardzo często Afganistan jest nie tylko tłem do wydarzeń, ale wręcz równorzędnym bohaterem grającym swoją tragiczną historią na naszych emocjach, jednocześnie dopełniając fabuły.

No właśnie, fabuła… Dochodzimy tutaj do momentu, w którym zdradzę Wam, dlaczego nie do końca jestem dobrym odbiorcą tej książki. Mam bowiem nieodparte wrażenie, że oglądamy jeden z Hollywódzkich filmów o tragicznych losach grupy ludzi, którzy tak naprawdę zgotowali sobie tragedię na własne życzenie, a wystarczyłoby jedno słowo i byłoby tak pięknie. Z obowiązkowym happy endem na koniec.

Fakt – żadna z postaci nie miała najmniejszego wpływu na to, co spotkało cały Afganistan i ich przy okazji burzliwych zakrętów historii. Ale jakoś ciężko jest mi uwierzyć w główną oś całej historii, która rozegrała się w kulminacyjnej scenie części pierwszej. I tutaj znowu kłaniają się różnice pomiędzy naszą, zachodnią kulturą a kulturą kraju muzułmańskiego. Ciężko jest mi zrozumieć, że „nang i namos” czyli honor i duma mogą w realnym życiu doprowadzić do takiej aż tragedii. Może jestem skurwielem bez honoru, ale dla mnie to głupie. I dlatego choć cała książka jest bardzo dobra, to jednak przez cały czas coś mi tu mocno zawadza i nie pozwala dać się ponieść emocjom.

No właśnie, emocje… Zanim zabiorę się za czytanie książki lubię poczytać opinie o niej. Szperam po recenzjach na blogach czy większych, bardziej „oficjalnych” portalach. I wszędzie wszyscy piszą, że nie da się jej przeczytać bez paczki chusteczek, że porusza sumienie do głębi, że nie daje się zapomnieć, że każdy powinien ją przeczytać. Coś w tym jest, bo to naprawdę lektura miejscami wstrząsająca i głęboka, ale jednak we mnie nie wzbudziła aż takich emocji. Jej system wartości, na którym osadzono całą oś fabularną jest dla mnie kompletnie niezrozumiały i totalnie mi obcy. A przez to nieszczery, dlatego nie mógł wywołać szczerego poruszenia.

Na koniec…
Czy to dobra książka? Bez dwóch zdań.
Czy warto po nią sięgnąć? Zdecydowanie.
Czy wzbudzi w Tobie silne emocje? Prawdopodobnie tak.
Ja osobiście cieszę się, że dzięki projektowi #5na1 taka książka w moje ręce trafiła, bo sam bym pewnie po nią nie sięgnął. Absolutnie nie uważam czasu spędzonego na jej lekturze za stracony, ani książki za mało wartościową – wręcz przeciwnie. Tak naprawdę sam nie wiem, czego mi w niej zabrakło i bardzo możliwe, że to nie książce czegoś brakuje, tylko bardziej mnie, jako jej czytelnikowi.

Język: 5/5
Emocje: obiektywnie 4,5/5, u mnie 3/5
Pomysł: 4/5
Akcja: 4,5/5

http://dizajnuch.pl/

Komentarze facebook

komentarzy: