Wyobraźcie sobie taką sytuacje: Macie w miarę poukładane życie, dobrą kondycję, pracę, perspektywy na przyszłość. W Waszej skrzynce pocztowej lądują reklamy, rachunki, zaproszenia na badania zdrowotne. Reklamy wyrzucacie, rachunki płacicie, wezwania do badań olewacie. Ot, żywot przeciętnego człowieka. Pewnego dnia jednak pod Waszymi oknami zatrzymuje się ambulans i panowie w białych kitlach twierdzą, że mają Was odwieść do szpitala na badania. Wy odmawiacie, gdyż żadne z Was nie czuje takiej potrzeby. Panowie usłużnie akceptują Waszą decyzję, ale zlecenie to zlecenie. Postanawiają zatem poczekać aż zmienicie zdanie. I tak mija dzień za dniem, a ambulans pod oknami stoi. W końcu, Wasza ciotka, racząc Was obiadem, namawia Was, żeby jednak pojechać i mieć temat z głowy. Niechętnie pakujecie się do karetki, aby w szpitalu dowiedzieć się, że nie jesteście człowiekiem a królikiem doświadczalnym. Mało tego, ponoć cierpicie na Katar. Śmiertelny Katar. A to jest dopiero pierwszy zwiastun absurdu, który czeka Was z każdym kolejnym zdaniem.

Krótka książka, mały format, ale bogata w niedorzeczności i metafory treść. Autor zwraca się do czytelnika per Ty. Całość przywodzi na myśl Proces Kafki i Ferdydurke Gombrowicza, gdzie człowiek sprowadzony jest do pozycji, roli, kompletnie pomijając indywidualność emocji czy charakteru. To pozycja dla wymagających, lubiących się gubić w mglistych wizjach autorów. Surogat to część eksperymentu literackiego, który mocno angażuje samego czytelnika. Kolejne pozycje w ramach eksperymentu są już na rynku.

Ja osobiście jestem mocno poturbowany przez tą niepozorną książeczkę. Nie mam bladego pojęcia co autor miał na myśli, i czy w ogóle miał na myśli, czy tylko sarkastycznie pogrywał sobie ze mną od pierwszej do ostatniej strony. A literacko? Cudnie 🙂 Okładka? Rewelacja!

Komentarze facebook

komentarzy: