Projekt 5na1

Pięć osób. Jedna książka

Prezentuję Wam kolejny wpis z cyklu projekt 5na1, czyli recenzje jednej książki przez pięć różnych blogowych osobowości. Tym razem bierzemy w obroty Inną duszę Łukasza Orbitowskiego. Miłej lektury 🙂

Kliknij na osobę, aby rozwinąć treść

Długo czekałem na tą książkę. Długie czekanie wygenerowałem w sobie sam, gdyż Inna dusza, już jakiś czas jest na rynku i przecież mogłem przeczytać ją już dawno. Coś jednak kazało mi poczekać. Nie planowałem również, angażowania jej do projektu 5na1, ale coś podpowiadało mi, że tak będzie dobrze.

Książka Orbitowskiego jest jedną z kilku z serii na f/aktach. Jej szkieletem stały się prawdziwe wydarzenia, które autor osnuł fikcją literacką. Nie jest to zresztą taktyka zbyt odkrywcza, bo przypuszczam, że większość książek kiełkuje z prawdziwych wydarzeń, tutaj jednak czuje się ten realizm z każdym zdaniem.
Nie będę udawał kogoś innego i od razu uczciwie napiszę, że jestem wielkim fanem Łukasza Orbitowskiego i każde jego słowo przyjmuję z uznaniem. Ale obiektywnie trzeba przyznać, że ten facet ma unikalny dar obserwacji i ogromną wręcz wrażliwość. Co ciekawe, pisarz posługuje się stosunkowo oschłym językiem, ale to akurat, moim zdaniem, tylko podkreśla wyżej wymienione cechy.

Historia osadzona jest w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku i trwa do roku 2005. To czas, który i ja doskonale pamiętam, i w którym byłem mniej więcej w wieku bohaterów, co jeszcze bardziej pozwoliło mi emocjonalnie odczuwać opisane wydarzenia. Blokowiska, meblościanki, boazeria, pierwsze gry, pierwsze towary luksusowe, rodzice na dorobku, dzieciaki z kluczami na szyi i sporo wolnego czasu na głupoty. Ciekawym zabiegiem jest prowadzenie narracji w czasie teraźniejszym przez wszystkie te lata.

Trójka kumpli z osiedla. Krzysiek opowiada nam historię. Jednym z kolegów Krzyśka jest Jędrek, chłopak uległej mamy i apodyktycznego ojca. Wszystko jednak w granicach standardu. Jędrek uczy się na cukiernika. Jędrek jest w tym całkiem niezły. Jędrek zabija. Jędrek nie ma powodu, ani motywu, ale zabija. Chciało by się rzec, zabija bo może. Orbitowski nie analizuje tego, ale zwyczajnie opisuje wydarzenia, pozwalając czytelnikowi wyciągać własne wnioski.

Inna dusza okazała się książką ekstremalnie emocjonalną dla mnie. Autor kompletnie mnie sponiewierał tą historią. Poczynając od fabuły, a na stylu kończąc jestem bezkrytycznie zachwycony i jak do tej pory to najlepsza książka, jaką przeczytałem w 2016 roku. Skoro tak mocno emocje zagrały – a wiecie, że bardzo to sobie cenię w książkach – to nie byłbym sobą, gdybym nie odniósł się w jakiś sposób do własnego życia. Pamiętam, gdy w roku 1994, a był to rok gdy chodziłem do pierwszej klasy liceum, kupując drożdżówkę w sklepiku opodal szkoły i korzystając z chwili gdy sklepikarka udała się po coś na zaplecze, zwinąłem jabłko. Nie musiałem, było mnie stać. Nie próbowałem zaimponować bo byłem sam. Było to kompletnie bez sensu i bez powodu. Pod wpływem chwili, w tamtym czasie obudziła się we mnie inna dusza. I to być może pokazuje, że każdy tą inną duszę w sobie ma. U jednych się aktywuje, u innych nie. Ja cieszę się, że aktywność mojej ograniczyła się do zwędzenia jabłka.

Książkę pt. Inna dusza, Łukasza Orbitowskiego, gorąco wszystkim polecam. Nie jest to lektura łatwa, ale genialna i bardzo wartościowa, a zakochać się można już pierwszym akapicie:

Jędrek siedzi przy stole naprzeciwko ojca. Trzyma dłonie na kolanach i patrzy w telewizor wyświetlający Prawników z miasta aniołów. Nad nimi wisi lawendowa Matka Boska z bezbronnym wężem zaplątanym w stopy. Meblościankę wypełniają kieliszki, karafki, szklanki w koszyczkach i książki oprawione w płótno. Ojciec pyta, czy Jędrek czuje się przygotowany, ale nim uzyskuje odpowiedź, z kuchni wyłania się matka. Niesie patelnię z jajecznicą. Wraca jeszcze po chleb, już posmarowany masłem, i słoik z powidłami, których nikt nie ruszy. Rozkłada jajecznicę i kromki na trzech talerzach, każdemu po równo. Ojciec gasi telewizor.

Mam wrażenie, że co by nie napisać o tej książce, to będzie za mało. Mam nadzieję, że wszystkie nasze recenzje dadzą jakiś ogólny pogląd na tą interesującą powieść.

Język: 5
Emocje: 5
Pomysł: 5
Akcja: 4.5

http://www.panczyta.pl
http://www.facebook.com/poczytaj.dalej

„Inna dusza” to książka, którą chciałam przeczytać już od jakiegoś czasu. Dlaczego? Ponieważ jest częścią serii na F/Aktach, którą tworzą powieści fabularne, ale skonstruowane na podstawie prawdziwych zdarzeń kryminalnych. Jeżeli coś zakrawa w jakikolwiek sposób o fakty, ja już jestem tym zainteresowana. Co już nie dziwi tych, którzy zdążyli mnie poznać. Prawdziwa dusza socjologa. 😉
Społeczno-obyczajowa powieść

Zacznijmy od fabuły, która jest mocno charakterystyczna ze względu na społeczno-obyczajowy opis. Dokładny opis lat dziewięćdziesiątych. Wiele czytamy tak naprawdę między wierszami np. programy telewizyjne, które oglądają bohaterzy, produkty, jakie w sklepie kupują, rzeczy, jakich używają czy mentalność ludzka charakteryzująca tamte czasy. Przykłady można mnożyć i na każdym etapie powieści autor przypomina nam, że cały czas jesteśmy o te kilkadziesiąt lat do tyłu.
I uwielbiam autora za to! Nie dał mi zapomnieć o moim dzieciństwie i w inteligentny sposób pobudził dawne wspomnienia.

Akcja książki dzieje się w Bydgoszczy, gdzie zło przybiera różnorakie postacie. Główny wątek dotyczy zabójstwa, a tytuł Inna dusza nie jest przypadkowy:
Ja za głupi jestem na takie rzeczy. Nie mówię, że w ogóle jestem głupi, tylko do myślenia o takich sprawach się nie nadaję. Takich duchów, co chodzą po cmentarzach, na pewno nie ma. Ktoś by sfilmował, no nie? Ale chyba są inne duchy. wiesz, takie co żyją w człowieku obok tych naszych dusz, zwyczajnych. I czegoś tam sobie chcą. niektóre są ciche, inne głośne. Wrzeszczą, hałasują. To jest nie do wytrzymania. Znaczy, tak mi się wydaje, że z takim duchem w środku strasznie ciężko żyć, zwłaszcza jak on chce czegoś, na co ty nie masz ochoty.

Portret mordercy, jak i zresztą innych osób, które stanowią tło i są historiami pobocznymi, idealnie wpisuje się w tę definicję. Bo Bydgoszcz okazje się być obskurnym, smutnym, nudnym miastem, w którym każdy żyje po swojemu i szuka swojej drogi, ale także zajęcia – nie zawsze w odpowiedni sposób.

Relacje rodzinne z Bydgoszczą w tle
Innym wątkiem, który szczególnie przypadł mi do gustu, był wątek relacji ojca alkoholika z synem. Przepięknie opisany wachlarz emocji, jakie targają osobą uzależnioną i współuzależnioną. Wieczne obietnice, niedotrzymywanie słowa, bezgraniczna miłość, współczucie, ukrywanie swojego problemu, zamiatanie tego samego problemu pod dywan, zmiany, nowe cele, kłamstwa, szukanie winowajcy. W jednej relacji możecie znaleźć wszystkie emocje, jakie są znane człowiekowi. Po prostu majstersztyk.
Jednak, żeby nie było tak kolorowo. Na początku źle czytało mi się tę książkę. Nie mogłam przekonać się do sposobu narracji i do języka. W połowie jednak, byłam już tak pochłonięta powieścią, że zapomniałam o wszystkim co początkowo mi przeszkadzało. Wkręciłam się w ten świat, w historię i w społeczność przede wszystkim.
Za co daję jeszcze plus tej książce? Za opisy przemyśleń.

Myślę o zbliżającej się dorosłości i o tym, czy zdołam się uwolnić, o miejscach, które mógłbym odwiedzić, i o pracy, którą dane będzie mi podjąć. Cieszy perspektywa posiadania własnych pieniędzy. Niedługo skończę elektryka, może coś zarobię. Albo pójdę do technikum. Potem co? Zachodzę w głowę, jak to jest mieć życie.
Nie mówcie, że wy nie mieliście takich wątpliwości i przemyśleń, kiedy świat dopiero zaczynał wam się jakoś klarować?

Inna dusza
Polecam tę książkę. Nie jest to może typowa recenzja, z jakich mnie znacie, ale i książka jest nietypowa i mocno mi bliska. Chciałam wam nakreślić, przede wszystkim, ważne dla mnie szczegóły tej powieści, czyli poruszone społeczne problemy. Jest ich w książce dużo więcej. Jest dobrze opisany system przyjaźni, życie sąsiedzkie, a także relacje nie tylko w bliższej, ale i dalszej rodzinie.

Mnie książka nie zawiodła. Chociaż samo zakończenie… a niech i takie będzie!
PS Zapomniałabym o najważniejszym o czym chciałam wam powiedzieć. Tytuły rozdziałów były fragmentami polskich piosenek z lat dziewięćdziesiątych. Poznałam od razu, a z każdym kolejnym rozdziałem utwierdzałam się w przekonaniu, że to efekt zamierzony. Nie byłam jednak zadowolona, kiedy na końcu książki znalazł się spis tych piosenek i wyjaśnienie. Kto miał wiedzieć, ten i tak by już na początku się zorientował, a kto nie skumał… cóż, ta informacja nie wiele zapewne w jego życiu zmieniła.

Emocje: 5
Język: 4
Pomysł: 4.5
Akcja: 4.5

http://www.socjopatka.pl

„Inna dusza” to druga z kolei książka z serii Na F/Aktach. Trzeba przyznać, że pomysł stworzenia serii książek, gdzie fabuła jest luźna, ale częściowo oparta na autentycznych wydarzeniach kryminalnych jest nowością w Polsce.

Łukasz Orbitowski przede wszystkim piszący głównie fantastykę i literaturę grozy miał nie lada wyzwanie podejmując się napisania drugiej części projektu Na F/Aktach. Ale tym razem nie zawiódł.

Poznajemy historię Krzyśka, Jędrka i Darka. Przede wszystkim tego pierwszego, ponieważ część fabuły jest pisana w narracji pierwszoosobowej. Kolejną częścią jest życie Jędrka, ale widziane z perspektywy osoby trzeciej, a o Darku nie wiemy prawie nic, jeśli ten bohater nie występuje razem z Krzyśkiem lub Jędrkiem. Poznamy życie każdego z nich z osobna. Główny bohater (Krzysiek) ma ojca alkoholika i matkę w depresji, Jędrek pochodzi z porządnej rodziny, a Darek ma siostrę młodszą od siebie, matkę nauczycielkę i ojca, który wie wszystko i zna się na wszystkim (przynajmniej takie odniosłam wrażenie).
Pomysł umiejscowienia autentycznych faktów, które wstrząsnęły naszym krajem w książce, która tak właściwie jest jedynie fikcją literacką, można przypisać wydawnictwu. Ale to, jakie przestępstwo i jak wplecione w powieść zależało już jedynie od samego autora. Zbrodnia, którą wybrał Orbitowski pasuje idealnie do jego charakteru oraz tego, w jakim klimacie książka została napisana.

Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że język powieściopisarza jest wręcz naturalistyczny. Połowa lat dziewięćdziesiątych, brudne bloki i rozpadająca się Bydgoszcz. Miasto, o którym prawie się nie mówi. Surowy język Orbitowskiego idealnie wpasował się w klimat tamtych czasów. Dodatkowo sam fakt stworzenia portretu psychologicznego Krzyśka jest zjednoczony z językiem, którego używał autor. Krótkie, zwięzłe zdania, bez żadnych filozofii. Trochę kolokwializmów, ale bez przesady. Poprawna polszczyzna, ale taka, która po prostu brzmi brudno. Cały klimat książki utrzymany w takim języku nie traci na wartości.

Główna akcja powieści dzieje się od roku ’95 do roku ’99, kiedy to pierwszy raz spotykają się trzej kumple, a kończy się na aresztowaniu… no właśnie! kogo? mordercy. Nie mogę Wam zdradzić tej tajemnicy, kim on był, w każdym razie przy tej książce nie można się nudzić. Każdy rok jest starannie opisany, nie ma bezsensownych opisów kwiatków i ładnie wyglądających drzew. Przy opisach Bydgoszczy widzi się to, czego teraz nie można zobaczyć. Przeskakujemy z bohatera na bohatera, widzimy dwa różne spojrzenia na tą samą sytuację. To nie może być nudne!

Jeśli chodzi o emocje, to podczas czytania książki można się zdenerwować, rozpłakać, uśmiać, współczuć, rozczulać, odczuwać obrzydzenie. Cały wachlarz różnego rodzaju emocji emanuje aurą z tej lektury. Orbitowski jest najwyraźniej mistrzem w podtrzymywaniu napięcia. I mimo tego, że ani nie zdradza nam za dużo, ani nie mówi za mało, możemy się spokojnie domyślać kto, co, po co i dlaczego. Właśnie czegoś takiego brakowało mi u Bondy.

Pomysł: 4
Język: 4.5
Akcja: 4
Emocje: 5

http://instragram.com/rude_jestwredne
http://facebook.com/annakostorzlifestyle

Jędrek, Darek, Dagmara. Jacek, Dawid, Dominika. Fikcja i rzeczywistość, splecione ze sobą nierozerwalnie.
W tej książce jest wiele płaszczyzn, które mnie zachwyciły – język, bohaterowie, dbałość o szczegóły, realizm miejsc. Ale od początku.

Jakim gatunkiem literackim jest „Inna dusza”?
I tu mamy pierwszą nieoczywistość, w którą obfituje ta książka. Zapewne jest to literatura współczesna, która do opowiedzenia historii wykorzystuje rzeczywiste zdarzenia. Ale reportażem zdecydowanie nie jest. Jest tu sporo psychologii, można więc powiedzieć, że to powieść psychologiczno – obyczajowa, ale Orbitowski nie bawi się w psychologa i nie próbuje wytłumaczyć nam dlaczego stało się to, co się stało.

A co się stało?
Stało się morderstwo, i to nie jedno, a dwa (choć gdyby wliczyć kotki, to i jeszcze więcej…). Dokonał ich Jacek B. (ochrzczony przez Orbitowskiego Jędrkiem B.) w momentach, w których wychodziła z niego inna dusza. Inna dusza – tyle właśnie musi nam posłużyć za wyjaśnienie motywów zabójcy – innego od Orbitowskiego nie dostaniemy. Można by rzec, że autor wziął gotową historię, nieco ją obrobił, dodał warstwę fikcyjną, przedstawił bohaterów i książka gotowa. Ale – jak to zrobił! Z niesamowitym wyczuciem chwili o jakiej mówi, idealnie dobranym językiem, zgrabnym stylem.

A więc język i styl
Prosty, oszczędny. Zdania krótkie, czasem jakby wręcz urywane. Jest w nich dokładnie tyle, ile musi być. Ani jednego zbędnego przymiotnika, ani jednego słowa za dużo. To się udziela. Jak myślę o tej książce, to w głowie układam też takie zdania. Krótkie. Wprost. Bez owijania w bawełnę.
„Słońce jeszcze nie wstało. Mama cieszy się, że mamy co jeść. Nie każdy tutaj, na Jasnej, może to o sobie powiedzieć”
„Tatusiowi pogorszyło się. Zwalił się na wyro dobrze po piątej i teraz śpi twarzą do dołu. Na czubku jego głowy pojawił się łysy placek (…) Przewracam go na bok i nakrywam kołdrą. Podnoszę kurtkę z podłogi w przedpokoju i daję na wieszak”
Krótko. Wprost. Bez upiększania. Tak samo jest o bohaterach.

Jędrek, Krzysiek, tatusiowie…
…czyli bohaterowie. Postacie nieidealne, postacie idealne. Nieidealne w tym, jacy są. Idealnie przedstawione. Wszyscy, co do jedno bohatera, przedstawieni są tak, jak postacie w książkach powinny być przedstawione. Są tak wyraziści, że dawno takich nie spotkałam. Wkurzają, wzbudzają litość. Słyszymy ich słowa, słyszymy ich myśli. Jesteśmy z nimi w kuchni, idziemy Jasną, na Fordon, podtrzymujemy pijanego ojca, podglądamy Dagmarę przez dziurkę od klucza. To bycie z bohaterami jest niesamowite. Całkowite. Dopełnia to tło lat 90., które pamiętam, choć jako gówniara, ale swoje skojarzenia mam.

W tle
„Meblościankę wypełniają kieliszki, karafki, szklanki w koszyczkach i książki oprawione w płótno”
„Przeklina Macierewicza i Korwin-Mikkego, którzy cztery lata temu zaczęli ten niedorzeczny cyrk z lustracją. Spotkała ich zasłużona kara: wylecieli z polityki i nigdy nie wrócą, a jeśli wrócą, będzie to oznaczało koniec Polski” (sic!)
W tle Urszula, Kasia Kowalska, „Dumka na dwa serca”. To co w tle, jest tu niesamowicie ważne. Bez tego obraz tamtych wydarzeń nie byłby pełen. Tworzy klimat, oddaje rzeczywistość, w jakiej żył Jędrek. Z pewnością autor nie przedstawia pełnego przekroju społeczeństwa z lat 90. XX wieku (trudno to zrobić w postaciach trzech nastolatków i ich ojców), ale wycinek, który zawarł w bohaterach, przedstawił idealnie. Każdy szczegół lat 90. jest dopieszczony, trafiony, zgodny z rzeczywistością. Zafascynowana byłam tym, jak autor zadbał o każdy szczegół, jak perfekcyjnie przedstawił tamte czasy. Nie umknęła mu meblościanka, ani Kasia Kowalska, nie umknęła guma Turbo. Byłam tam całkowicie.

Powieść nieoczywista, niejednoznaczna, inna. Taka, w której tło hipnotyzuje niekiedy bardziej niż historia na pierwszym planie. Jest szaro, jest mroczno. Na każdej kolejnej stronie nie jawią się kolory, ani żadna wesoła opowieść. Zresztą, wcale tego nie oczekujemy. Urzeka dbałość o szczegóły. Powala surowość stylu, emocje wychodzące z prostych słów. I historia. Ta nierzeczywista, choć rzeczywista, historia.

„Ja sobie myślę, że w każdym drzemie coś takiego, tylko w jednym się budzi, a w drugim nie budzi, i tyle (…) Inna dusza się budzi. A może diabeł. Chętka, by zabić, i już”

PS. Tyle się napisałam, a mam wrażenie, że tego co najważniejsze w tej książce, nie zdołałam Wam powiedzieć…
PS 2. Czy bardzo źle o mnie świadczy, że jednym z wydarzeń, które poruszyły mnie najbardziej jest morderstwo kotków?

Język: 5
Emocje: 5
Pomysł: 4
Akcja: 4

http://tak-sobie-czytam.blogspot.com/

Może zdążyliście się już zorientować, może nie, ale ja do kultury podchodzę bardziej jak do rozrywki, niż głębszej refleksji czy roztrząsania każdego zdania, minuty filmu pod kątem znaczeń, nawiązań, przesłania albo drugiego dnia. Życie dostarcza mi samo tylu tematów do głębszych przemyśleń, że nie muszę sobie ich jeszcze dokładać. Co wcale nie przeszkadza temu, żebym czasem sięgnął po coś, co absolutnie nie jest stricte rozrywkowe i na pewno nie jest lekkie, łatwe czy przyjemne. Reaguję wtedy na dwa sposoby. Albo wzruszam ramionami i stwierdzam, że jestem za tępy, żeby zrozumieć zamysł twórcy i żałuję zmarnowanego czasu (tak było po obejrzeniu np. oscarowych „Gangów Nowego Jorku” czy „Aviatora”), albo z wielkim opadem szczęki podziwiam geniusz autora i długo nie mogę wyrzucić z głowy myśli o tym, czego właśnie byłem świadkiem (tak było np. po „Requiem for a dream”).

W przypadku powieści Orbitowskiego zostałem bliżej tego drugiego stanu. Z twórczości autora wpadła mi w oko, a raczej w ucho, jedna jedyna rzecz – mianowicie rewelacyjne słuchowisko „Wywiad z Borutą” powstałe w ramach projektu Legendy Polskie. Podobnie jak do tej pory nie zetknąłem się z innymi powieściami wydanymi w Serii Na/Faktach. Kilka słów o tejże – zamysł był taki, aby wydawać powieści, które zainspirowane są prawdziwymi wydarzeniami, ale traktują je w sposób całkowicie dowolny, więc w efekcie powstaje dzieło niebanalne i umykające jednoznacznej klasyfikacji gatunkowej. Nie stopniujmy napięcia – tutaj udało się to znakomicie, chociaż na pierwszy rzut oka nie miało prawa. Dlaczego?

Fabuła… To nie fabuła jest tutaj najważniejsza. Nie jest też jakoś szczególnie odkrywcza, czy oryginalna: historia nastolatka – Jędrka, który z zimną krwią morduje dwie osoby (zostaje złapany dopiero po drugim morderstwie, pierwsze uchodzi mu na sucho), dostaje dożywocie, koniec, fanfary, niech żyje nasz wymiar sprawiedliwości i organa ściagania. Poznajemy ją opowiadaną przez jego przyjaciela Krzysztofa „w czasie rzeczywistym”. Można było z tego zrobić powieść kryminalną, która prawdopodobnie zginęłaby w odmęcie powieści obecnych teraz na rynku. Polska literatura kryminalna przeżywa renesans i to mogłoby się udać, ale raczej nie powstałoby nic tak oryginalnego, jak powstało. Ot, kolejny oficer śledczy, prokurator, profiler czy inna gwiazda kryminalistyki rozwiązująca mniej lub bardziej skomplikowaną i mniej lub bardziej dobrze napisaną zagadkę. Było już, prawda? Dlatego nie będę opowiadał fabuły i skupię się na czymś zupełnie innym – na języku i bohaterach.

Orbitowski nie skusił się na łatwe rozwiązania, dzięki czemu stworzył coś, co umyka zaszufladkowaniu i co bardzo ciężko zdefiniować. Historia kryminalna jest jedynie tłem, pretekstem do tego, żeby pokazać świat bydgoskiego blokowiska, jego mieszkańców, ich codzienności, przeżyć i przemyśleń zanurzonych w rzeczywistości lat ’90 ubiegłego wieku. Być może właśnie osadzenie akcji w takim klimacie dodatkowo wpływa na moje postrzeganie całości, bo byłem mniej więcej w wieku głównych bohaterów i wiele rzeczy jest mi po prostu znanych – pierwsze gry komputerowe czy dr Alban na przykład. Klimat meblościanki, pierwszych dżinsów, kolorowych gum do żucia i muzyki z kaseciaków. Mogłaby to być nostalgiczna powieść o młodzieńczych czasach, ale autor całość poprowadził w zupełnie inną stronę i zupełnie inną drogą.

Bo to właśnie klimat – mroczny, ponury, duszny wręcz powoduje, że ta książka zapada w pamięć i w niej długo pozostaje. Obraz życia na bydgoskim Fordonie został odmalowany niezwykle plastycznie, ale mam wrażenie, że kolory służą tutaj i wyłącznie temu, żeby pokazać bezmiar wszechobecnej szarości. Mamy wrażenie, że miasto jest wręcz nieprzyjazne ludziom, mieszkają w nim alkoholicy, zboczeńcy (motyw pedofila Szalonego Fido często się przewija), złodzieje i kombinatorzy. Zwiedzamy z bohaterami zniszczone bloki, podejrzane bramy czy zaułki, zapuszczamy się na rowerach w rejony, których próżno szukać na liście miejskich atrakcji.

Warstwa słowna to niewątpliwy atut całej powieści, choć na początku czytało mi się bardzo trudno – język jest bardzo szorstki, totalnie pozbawiony jakiegokolwiek poczucia humoru czy ozdobników, wręcz bezuczuciowy. A opis scen zbrodni przypomina suchą relację sądowego patologa przesłuchiwanego w sądzie – jest zimny, nieczuły i niezaangażowany. Tym bardziej przeraża, bo mam wrażenie, że naładowanie tego momentu krzyczącymi emocjami pozwala jakoś łatwiej zaakceptować i „przełknąć” moment morderstwa. Łatwiej zrozumieć zbrodnię w afekcie niż po prostu relacjonowanie tego, co się właśnie dzieje.

Ale najbardziej zostaje w głowie to, jak poprowadzono główne postaci. Literatura i filmy traktujące o socjopatach nauczyły nas, że w życiu każdej z tych osób zdarzyło się coś, co zmienia normalnego człowieka w potwora. Tutaj tego nie ma – brak jest jednoznacznego wyjaśnienia, dlaczego chłopiec z w miarę dobrego domu popełnia makabryczne zbrodnie. Widzimy jego życie, które jest takie, jak setek chłopaków w jego wieku. Orbitowski niezwykle barwnie (ale znowu, mam wrażenie, że te „barwy” są dokłądnie przemyślane i wywołują w nas cała gamę uczuć, ale nie ma w nich grama radości) przedstawia dom rodzinny zarówno Jędrka, jak i Krzysztofa. Drugi plan nie jest tylko tłem, ale żyje i ma bardzo duży wpływ na plan pierwszy. Ot, w sposób niezwykle sugestywny, miejscami dokumentalny wręcz poznajemy kilka lat z życia najnormalniejszych dzieciaków z blokowisk pod słońcem. Nie mamy tutaj typowych motywów – Jędrek nie morduje z chęci zemsty, dla korzyści materialnych czy z powodu np. zdrady. Nie doznał od swoich ofiar ani żadnej wielkiej krzywdy, ani sam nie ma powodów ich krzywdzić. Tak właściwie nawet on sam nie wie, dlaczego to robi – czuje taką potrzebę, co doskonale oddaje poniższy cytat:
Nie wiem. Ja sobie myślę, że w każdym drzemie coś takiego, tylko w jednym się budzi, a w drugim nie budzi, i tyle – mówi. – Inna dusza się budzi. A może diabeł. Chętka, by zabić, i już.

Przerażające jest, kiedy sobie uświadomimy coś jeszcze – tuż obok nas może mieszkać niejeden taki Jędrek, w którym zagnieździła się inna dusza. I pewnego dnia może on popełnić makabryczną zbrodnię, na którą nic nie wskazywało i na którą nie jesteśmy zupełnie przygotowani.

A teraz największe zaskoczenie, bo… książka mi się nie podobała. Jest doskonała, jest jedną z najlepszych, jakie przeczytałem, ale mimo to nie mogę powiedzieć, że mi się podoba. Dlaczego? Wyobraźcie sobie, że oglądacie obraz, na którym malarz pokazuje np. scenę tortur. Całość jest tak sugestywna, że wręcz czujecie zapach krwi, potu i strachu. Czujecie zimno ciągnące ze ścian lochu i smród pochodni rozświetlających lepką ciemność kazamatów. Targają Wami silne emocje, które są bardzo nieprzyjemne, a mimo to nie możecie oderwać wzroku od płótna, bo jakaś niesamowita i chorobliwa siła Wam na to nie pozwala i każe odkrywać wzrokiem coraz to więcej makabrycznych szczegółów. Z jednej strony podziwiacie ogromny kunszt autora i WIECIE, że oglądacie właśnie dzieło wybitne, a z drugiej jest Wam tak z tym źle, że aż czujecie fizyczny dyskomfort.
Takie mniej więcej emocje wywołała we mnie „Inna dusza” Orbitowskiego podczas czytania. Wiem, że to powieść wybitna. Ale nie mogę jej Wam z czystym sumieniem polecić. Dlatego tym razem wybaczcie, ale nie podam punktowej oceny poszczególnych elementów. Nie bardzo jestem w stanie zwalczyć ten mój wewnętrzny dualizm.

http://dizajnuch.pl/

Zobacz inne wpisy z cyklu