Podobno pomysł na Buick 8 – podobno, bo nijak nie mogę odszukać tej informacji, którą teraz mam w głowie, a o której jestem pewny, że ją kiedyś czytałem, więc jeśli to tylko wytwór mojej wyobraźni (ale jakże to by było typowe dla Kinga), to nie miejcie mi tego za złe – zrodził się w banalnie prosty sposób. Otóż (ponoć), Stephen King tankując swój samochód na jednej ze stacji benzynowych, obserwował jak obok zatrzymuje się amerykański klasyk, po czym jego osobliwy właściciel udaje się do toalety. Pojawiła się wówczas myśl, co by się stało gdyby ten facet nie wrócił.

Wyobrażam sobie zatem, następującą rozmowę ojca z synem (w telewizji są akurat reklamy i zapowiedź nowej/starej ekranizacji Śpiącej królewny):

[Stephen King] Patrz, znów odgrzewają tą bajkę.
[Owen King] Taaa… A gdyby tak nie tylko ona zasnęła, ale wszystkie kobiety na świecie?
[Stephen] Ciekawa koncepcja. Tylko co one miałyby robić w tym śnie?
[Owen] Tatooooo! Przecież sam pisałeś, że są światy inne niż ten…

Tak mniej więcej, wyobrażam sobie koncepcyjny początek tej powieści. Wyobrażam sobie również, że za Śpiące królewny, weźmie się niebawem cały zastęp nadgorliwych fanów (fanatyków) twórczości Kinga i zacznie jej skrupulatną analizę w poszukiwaniu, który to King, który fragment napisał, bądź wymyślił. Przenicują oni również fabułę, aby wyłapać wszelkie nieścisłości i niepotrzebne według nich elementy, a wszystko to skrupulatnie opiszą na swoich blogach lub w komentarzach w mediach społecznościowych. Niech i tak będzie. Ja natomiast analitykiem nie jestem, więc tego typu tekstów będziecie musieli poszukać gdzie indziej.

Moim skromnym zdaniem Kingowie w duecie wykonali świetną pracę (i nawet jeśli ktoś ma podejrzenia, że to duet czysto techniczny, nie roztrząsajcie tego proszę 🙂 Liczy się efekt końcowy!). Książka jest naprawdę fascynująca i kompletna. Nawet gdybym chciał, to nie mam się do czego przyczepić. Pomysł nowatorski, wykonanie fantastyczne, a radość z czytanie niesamowita. Panowie King nie położyli nawet zakończenia, co Stephenowi zdarzało się dość często. Fabuła powieści jest według mnie spójna i praktycznie pozbawiona luk. Co ciekawe, w przeciwieństwie do wielu książek Kinga, ta była dość mocno konsultowana pod względem merytorycznym, więc nie można zarzucić, że opisana historia zaczęła się i skończyła wyłącznie w głowach autorów. Z początku myślałem, że to zasługa Owena, ale potem naszła mnie refleksja, że już w trylogii kryminalnej, Stephen musiał wyjść z własnego, hermetycznego świata i zasięgnąć języka.

Śpiące królewny są swoistym koktajlem Mołotowa dobrych praktyk nazwiska King. W książce znajdziemy – jak zwykle, chociaż tutaj zaskakująco okrojone – wątki obyczajowe, szczyptę koncepcji z Buick 8 czy Mrocznej Wieży, odrobinę – ale tyle ile trzeba – klimatu Bastionu, oraz całkiem sporą dawkę energii znaną choćby z końcówki Sklepiku z marzeniami. Oczywiście nie zabrakło również drugiego dna – roboczo nazwałem je emocjonalno-socjologicznym – które jest bardzo mocno refleksyjne. Nawet sobie nie wyobrażacie jak trudno było napisać poprzednie dwa zdania, nie zdradzając ani krzty fabuły – na czym wyjątkowo mi zależy.

Czy tak książka ma szanse stać się kultową? Nie wiem… Według mojego psa, kultowy jest smakołyk, który został wrzucony pod kanapę na kilka tygodni, trochę się zestarzał, obrósł kurzem, przyjął odwiedziny kilu tysięcy roztoczy i dopiero po nabraniu takiej mocy urzędowej, ujrzał ponownie światło dzienne, aby w kultowej koronie zostać pożartym. Być może tak właśnie będzie z tą powieścią. Być może następne pokolenie uzna ją za kultową. To co sam dziś mogę powiedzieć, to to, że mimo moich bardzo wysokich oczekiwań, Śpiące królewny spełniły je z nawiązką.

Myślę, że każdy fan Kinga (Kingów) będzie zadowolony i w poczuciu spełnienia będzie oczekiwał kolejnej – oby równie dobrej – powieści tego duetu. Uważam również, że jest to też niezła pozycja na rozpoczęcie przygody z Kingiem. Jest pozbawiona tej, trudnej dla niektórych do zniesienia, specyfiki starszych jego dzieł.

Osobiście bardzo polecam zaczytać się w tej książce!