Nocny patrol – Siergiej Łukjanienko

Projekt 6na1

Sześć osób. Jedna książka

Mało znany, niedoceniany rosyjski pisarz Siergiej Łukjanienko. Jeśli ktoś lubi fantastykę w bardzo dobrym wydaniu, koniecznie powinien z tym Panem się zapoznać.

Kliknij na osobę, aby rozwinąć treść

Nie jestem rusofobem, to nie tak – zwyczajnie mentalność naszych wschodnich sąsiadów jakoś mi nie leży. Miałem okazję być w środowisku Rosjan bardzo długo i w różnych sytuacjach i szanuje ich, ale nie ufam. Sam nie wiem czemu – taki ledwo uchwytny, ale niemożliwy do przeoczenia przebłysk intuicji, ot co.

W opozycji do własnych przekonań, stoi moje uwielbienie dla rosyjskiej literatury – od klasycznej po fantastykę. I akurat po fantastykę rosyjską sięgnąłem tym razem.

Nocny patrol jest pierwszą z czterech części “Patroli” spod pióra Siergieja Łukjanienki i muszę przyznać, że bardzo mi się spodobała. Może nie tak jak Brudnopis, którym szczerze się zachwyciłem, ale jednak uważam, że to kawał dobrego czytania. Całość mimo dość czarnej tematyki jest opisana we właściwy rosyjskim pisarzom miękki i emocjonalny sposób. Nie ma wyrazistych opisów tego co brzydkie, nie ma brutalności – chociaż momentami autor potrafi ‘przykręcić śrubę’. Całość, mam wrażenie, jest tylko tłem do wewnętrznych rozważań autora na temat dobra i zła oraz ich funkcji w istnieniu świata. Łukjanienko stara się jak skaner 3d obejść dobro i zło z każdej strony i przedstawić relatywizm ich postrzegania z każdego punktu widzenia. Autor chyba też zbyt optymistycznie założył, że uda mu się każdy aspekt ogarnąć w jednej książce, bo widać że pytania się mnożą, odpowiedzi coraz mniej a ciekawość puchnie. Stąd też zapewne kolejne części serii, po które ochoczo i w kolejności od razu sięgam…

Nocny patrol mogę polecić każdemu.. Młodemu, staremu, miłośnikowi fantasy, ale i też romansów czy obyczajówek. Pomimo istnienia Zmroku, jako kolejnego poziomu rzeczywistości, w którym funkcjonują trochę inne prawa, trochę inne istoty, trochę sił i magii to całość jest bardzo ludzka i podszyta ludzkimi emocjami, rozterkami, wyborami, radościami i smutkami… Wszak wszystkie siły Zmroku, bez względu na to po której stronie stoją, służą tak naprawdę nam, zwykłym ludziom.

Jak pewnie niektórzy z Was już wiedzą, fantastyka, SF, fantasy to niekoniecznie moje rejony literackie. Ale jak to w naszym projekcie #6na1 bywa, czasem i po takie gatunki sięgamy. U niektórych wywołuje to większą radość, a u innych – jak u mnie – poczucie, że w sumie to dobrze, że znów wyjdę nieco poza moją literacką strefę komfortu i poszerzę zakres poznawanej literatury.

Pamiętacie, że kiedyś Jacek zafundował nam czytanie w projekcie „Praw i powinności” Kariny Pjankowej? (jak nie pamiętacie, to zapraszam do naszych opinii!). Kilkanaście miesięcy później mierzymy się z „Nocnym Patrolem” Siergieja Łukjanienki. Znów Jacek, znów fantastyka i znów rosyjska literatura! I wiecie co? Znów było dobrze! (i znów mnie to zaskoczyło…)

„Nocny Patrol” to pierwszy z sześciu tomów cyklu „Patrole”.
Na świecie od lat panuje rozejm zawarty przez siły Światła i Ciemności. Nocny Patrol to organizacja tworzona przez Jasnych, pilnujących na świecie sił Ciemności. Po drugiej stronie porządku stoi Dzienny Patrol, działający w podobny sposób – Ciemni, agenci Dziennego Patrolu strzegą działań sił Światła. Do gry trafia Anton Gorodecki – świeżo upieczony mag i to z nim właśnie poznajemy prawa rządzące światem Światła i Ciemności.

To, co zdziwiło mnie najbardziej, to fakt, że ta fantastyka jest taka bardzo ludzka. Niby magowie i czarodzieje, ale tacy z uczuciami. Niby czary, ale nie brak tu emocji. Zaskoczyły mnie wątki miłosne – nie mało tu takich historii.
W gruncie rzeczy, to nie wiem nawet, czy „Nocny Patrol” należy nazywać fantastyką. Owszem, na tym całość bazuje i można by to nazwać baśniowym urbanfantasy, ale biorąc pod uwagę to, co powiedziałam przed chwilą, to odnajdziemy tu elementy powieści obyczajowej, może nawet i romansu, a już na pewno thrillera i kryminału. W tym wszystkim nie brak humoru – całość tworzy naprawdę udaną powieść!

Przez całą lekturę nie mogłam odpędzić od siebie myśli, że to taki „Harry Potter” dla dorosłych. No, może nie tylko dla dorosłych, ale dla starszych dzieci i dorosłych. Też są czarodzieje, też dzieją się cuda. A kiedy pojawiła się sowa, to wiedziałam już, że takich skojarzeń się nie pozbędę.

Zaskoczona, że znów spodobało mi się coś pod szyldem fantastyki, z przyjemnością tę lekturę Wam polecam. A ja, kto wie, może za jakiś czas sięgnę po kolejne tomy cyklu „Patrole”.

Wampiry, wilkołaki, czarodzieje – swego czasu rynek wydawniczy drżał pod naporem książek których główne role przypadały postaciom nie z tego świata. Każda z tych powieści opierała się na podobnym schemacie – nieustającej walki dobra ze złem i chęci udowodnienia, że zło niekoniecznie jest złe, a dobro dobre.

Wyobraź sobie, że Twój sąsiad jest rządnym krwi wampirem, fryzjerka widząc pełnię przybiera postać wilkołaka, a Twój partner zgłębił tajniki posługiwania się czarną magią. Wyobraź sobie, że sam masz moc…

W niektórych książkach jest zbyt wiele prawdy. W innych zbyt mało kłamstwa.

Istnienie alternatywnego świata jest niezaprzeczalne, to właśnie tam żyją Inni – pobratymcy Draculi, zmiennokształtni, magowie. Egzystują wśród zwykłych śmiertelników od których na pierwszy rzut oka niczym się nie różnią, jednak – jak wiadomo – pozory potrafią mylić. Za pomocą swoich magicznych zdolności przenikają do świata Zmroku – odkrywającego to, co niewidoczne, kształtującego dalszy los.

Wieki temu siły Światła i Ciemności zawarły porozumienie tworząc Traktat, na mocy którego przedstawiciele stojący po dwóch stronach barykady powołali do życia zespoły pilnujące porządku – Nocny Patrol monitorujący działania sił Ciemności oraz Dzienny Patrol obserwujący podejmowane kroki przez siły Światła. Równowaga nie może zostać zachwiana, a o to bardzo prosto – wystarczy złamać warunki rozejmu.

Młody adept Nocnego Patrolu – Anton Gorodecki zostaje rzucony na głęboką wodę. Jego zadaniem jest schwytanie wampira, który poluje bez licencji. Anton nie wie jednak jak ważną rolę odegra w ostatecznej potyczce między siłami Światła i Ciemności.

Generalnie, powiedzieć można i trzeba wszystko. Należy tylko prawidłowo wybrać czas, inaczej prawda staje się gorsza od kłamstwa.
Koniec lat dziewięćdziesiątych. Moskwa. To właśnie na jej ulicach rozgrywa się akcja powieści „Nocny Patrol”. Siergiej Łukjanienko stworzył intrygujące uniwersum oparte na nieprzewidywalnej fabule, której drobiazgowość sprawia, że elementy układanki wskakują na swoje miejsce, wydarzenia łączą się ze sobą, mają swoją przyczynę i skutek. Podzielona na trzy pozornie osobne historie powieść początkowo wydaje się skomplikowana i chaotyczna, jednak z biegiem czasu spomiędzy stron wyłania się niezwykły, spójny obraz – nawet pomimo poczucia miejscowego przegadania. Autor z nienaganną precyzją utkał sieć intrygi, której nici można dostrzec niemal w każdym podjętym wątku.

Dodatkowym atutem powieści staje się plastyczny, sugestywny, pozbawiony zbędnych ozdobników język. Autentyczne opisy uwypuklają nostalgiczny, melancholijny czasem duszny i mroczny klimat. Rosjanin zagląda w ciemne czeluści ludzkiej natury, sięga do emocji, dawkuje napięcie, aby zaraz zaskoczyć czytelnika fabularnym twistem.Pomiędzy dynamiczną akcją autor przemyca problematykę moralności, frustracji, konsekwencji czynów, pokazuje jak łatwo zatracić się w otchłani własnych błędów i nieprzemyślanych decyzji.
Pochylając się nad portretem psychologicznym bohaterów można dostrzec oryginalnie nakreśloną, barwną i niejednolitą kreację – każda nadana cecha jest osobliwa, wyróżnia się. Postacie mają swój czas, rozdają własne karty, ich zachowaniem nie rządzi przypadek.
Wychodząc poza ramy rzeczywistości Siergiej Łukjanienko nakreślił niebanalny i fascynujący świat zamykając w nim elementy horroru, wyrazistość urbanfantasy, finezyjną nutę romansu i charakterystyczne postacie. Dopracowana pod każdym względem fabuła frapuje pozostając z czytelnikiem na dłużej. „Nocny patrol” to solidna lektura, którą warto poznać.

Nigdy nie byłam fanem fantastyki.
Czy to stwierdzenie jest złe? Rzucicie mnie na pożarcie rekinom? Nie tym razem. Nocny Patrol Siergieja Łukjanienki to całkiem dobre czytadło.

Dyskusja nad wyborem książki po moim Świecie według Garpa była dość burzliwa. Nikt nie chciał brać się za lekturę typu Irving, a co chyba jeszcze ważniejsze – każdy chciał szybką i łatwą czytankę na Święta. Padło na Nocny Patrol.

Poznajemy Antona – Jasnego Innego, który objawia niewielkie moce magiczne. Anton jest głównym komputerowcem w Nocnym Patrolu – komórce, która dba o porządek między Jasnymi i Ciemnymi. Antoszka jednak nie jest tylko jednym z wielu pracujących Jasnych w Nocnym Patrolu. Przez zbieg okoliczności nasz bohater zostaje wplątany w większą intrygę i zbawianie świata. Anton musi także stawić czoło Dziennemu Patrolowi, czyli jednostce Ciemnych. Jak sobie z tym jednak poradzi?

Łukjanienko to jeden z mistrzów rosyjskiej fantastyki, a jego książki to bestsellery. Czego można chcieć więcej?
Osobiście bronię się przed fantastyką rękami i nogami. Światy wampirów, wilkołaków i magów nie są dla mnie, ale coś mnie jednak podkusiło, żeby tę książkę skończyć. Co więc jest takiego fajnego w Nocnym Patrolu?

Przede wszystkim – fabuła i akcja. Jest ciekawa, wciągająca i gna do przodu! Nie ma tutaj miejsca na nudę, jest jedynie miejsce na coraz to nowsze zwroty akcji, wydarzenia… i wiele niejasności. A są one tym bardziej wciągające, im mocniej zagłębiamy się w fabułę.
Język Łukjanienki nie jest jednak jego mocną stroną. Owszem – pisze jak najbardziej zrozumiale, ale niestety sam język w książce jest nijaki. Nie wiem, czy to wina przekładu (być może), ale jeśli rosyjski jest na co dzień tak ubogi, to nawet nie chciałabym się go uczyć. W lekturze brakowało mi finezji, jakiejś różnorodności, zastałam tam jedynie powtarzające się wyrazy i bardzo proste zdania.

Pewnie w tej chwili się zastanawiacie, dlaczego nazwałam tę powieść dobrym czytadłem, skoro właściwie nie wzbudza we mnie emocji? Ten świat jest mi na tyle obojętny, że szczerze mówiąc nie jestem w stanie wzbudzić choć krzty emocji w sobie. Jedynie całkiem ciekawa fabuła – jak już wyżej wspominałam – jakkolwiek ratuje tę książkę.

Czy poleciłabym ją innym? Na rozluźnienie – owszem. Aha, no i fanom światów fantastycznych, jak i pewnie literatury rosyjskiej. Osobiście jednak po następną część nie sięgnę, nawet jeśli miałaby być dużo ciekawsza.

Łukjanienko zaprasza nas do świata pełnego szarości. Bo nie istnieje podział na czerń i biel, na zło i dobro. Świat jest skąpany bieli z odrobiną czerni albo czerni z jasnymi refleksami bieli – jak kto woli. Grafitowy świat. Alternatywny świat. Świat, w którym zawieszenie broni miedzy siłami zła i dobra monitorowane jest przez Patrole. Nocny Patrol pilnuje, aby zło, mimo pozornego pokoju, nie próbowało niepostrzeżenie przejąć kontroli nad ludźmi. Szeregi patrolu zasilają Inni – magowie, czarownicy, wilkołaki i inne stworzenia, które tylko z pozoru przypominają zwykłych ludzi. Potrafią przenikać ze świata rzeczywistego do świata równoległego – do Zmroku, dysponują magicznymi mocami, wyczuwają aurę zła, śmierci, są wrażliwi na emocje i potrafią je kontrolować, modyfikować, ingerować w ludzką świadomość, pamięć i zachowanie.

Główny bohater – Anton, mag niskiej ragi – zmienia stanowisko analityka na pracownika operacyjnego – pracującego w terenie. To właśnie on, bardzo przeciętny “patrolowiec” inicjuje lawinę wydarzeń, która może mieć globalny zasięg nie tylko w świecie Zmroku, ale przede wszystkim w świecie rzeczywistym.

Nocny patrol to trzy historie. Pierwsza wprawiła mnie w stan zachwytu i osłabienia napięcia w mięśniach szczękowych. Genialna kreacja postaci, dylematy moralne ubrane w mało patetyczne, ale wyraziste zdania, literackie efekty specjalne w postaci wiarygodnych opisów, stymulująca wyobraźnię charakterystyka miejsc i nierealnych wydarzeń. A przede wszystkim umiejętne wtłoczenie w świat współczesny stworzeń, które zaszufladkowano do baśni, legend i świata magicznego (fantastycznego), jak chociażby: gadająca sowa, wampir polujący nieopodal moskiewskiego metra czy sąsiad, który okazuje się wampirem właśnie. Pierwsza historia była także najciekawsza pod względem fabuły – tajemniczy wir, który zagraża bezpieczeństwu tysiąca osób, chłopczyk, który cudem unika spotkania bliskiego stopnia z wampirem i Anton, przeciętny pracownik, który jako jedyny jest w stanie uratować świat przed zagładą.

Druga opowieść nosi znamiona kryminału. Po świecie grasuje gość, który nie zasila szeregów ani Nocnego, ani Dziennego Patrolu. Sam wymierza sprawiedliwość i likwiduje ludzi z aurą zła. Odpowiedzialność za tajemnicze zgony spada na Antona. Dzienny Patrol oskarża Antona o naruszenie Traktatu Pokoju i wszystko wskazuje na to, że rozejm miedzy siłami zła i dobra wisi na włosku. Kim okaże się tajemniczy zabójca – siewca sprawiedliwości? Dobre, ale nie tak zachwycające jak poprzednie opowiadanie, które ścina z nóg swoim zakończeniem.

Trzecie, najsłabsze opowiadanie to takie moralne, egzystencjalne z lekka nawet filozoficzne ględzenie przy wódce. Nie lubię ani ględzenia, ani wódki, dlatego ta część podobała mi się najmniej.

Reasumując: bardzo ciekawa i niezwykle spójna wizja świata równoległego, w którym panuje swoisty constans między dobrem a złem. Czemu “swoisty”? Bo równowaga niekoniecznie oznacza tę samą masę na obydwu szalkach wagi… Opieszałość w niesieniu pomocy, bierność, bezruch – to także zło. Dobro ma wiele odcieni. I analogicznie – zło niczym kameleon zmienia swój kolor w miarę potrzeb.
Dobre to! Polecam =)

Jak zapewne szanowne Państwo nie zauważyło, w minionym miesiącu pod tytułem grudniu, nie pojawił się u mnie wpis z recenzją książki w ramach akcji #6na1, w sześciu blogerów czyta i recenzuje jedną i tę samą książkę, dając tym samym Wam, czytelnikom, możliwość spojrzenia z sześciu różnych punktów widzenia. Nie pojawił się on jednakowoż nie dlatego, że zapadliśmy w sen zimowy, tylko ja osobiście dostałem dyspensę na ten jeden miesiąc, gdyż zarobiony byłem bardzo i ledwie wyrabiałem się na zakrętach. Może to i lepiej, bo trafiła nam się książka głupia i brzydka jak kupa, spuśćmy na nią zasłonę milczenia, bo szkoda papieru. Za to dzisiaj, oo, dzisiaj to mamy perełkę, którą – nie chwaląc się – ja zaproponowałem, i chwaląc Kosmę, bo to za jego namową. Dzisiaj Siergiej Łukjanienko i pierwsza część jego cyklu Patrole, czyli “Nocny patrol”.

Kto mnie podczytuje już jakiś czas ten wie, że kocham fantastykę od zawsze. Na długo przed tym, jak stało się to modne, czyli zanim zrobiono grę na podstawie “Wiedźmina” czy nakręcono serial na podstawie “Gry o tron”. Te wszystkie miecze, czary, smoki, lasery i statki kosmiczne sprawiają mi niesamowitą frajdę, chociaż cyferka w PESELu wskazywać powinna jakieś rzeczy ambitniejsze. Ano właśnie – a kto powiedział, że literatura sf i fantasy jest mało ambitna? Dlaczego opowieść o walce jakiegoś Dobra z jakimś Złem ma być z założenia opowiastką dla dzieci, a nie solidnym kawałkiem literatury na wysokim poziomie? Czy ktoś zarzuca Tolkienowi, że właściwie napisał bajkę, tyle że zajebiście długą?
Tyle że tego przykładowego Tolkiena każdy kojarzy, a założę się, że niewielu zna cokolwiek z literatury rosyjskiej w ogóle, a fantastyki w szczególności. A szkoda.
Bo już abstrahując od Tołstoja czy Bułhakowa (swoją drogą, jeśli on napisał “Mistrza i Małgorzatę” na trzeźwo, to szacun, a jeśli nie, to chcę dostać to samo), czyli literatury naprawdę wysokich lotów, ziemia rosyjska może się pochwalić twórcami świetnej literatury sf i fantasy, choć na pewno nie są oni tak znani u nas, jak niejaki George Raymond Richard Martin czy John Ronald Reuel Tolkien. Wśród nazwisk wartych zapamiętania, jak m.in. Gromyko (ta od Wiedźmy), Glukhovsky (ten od Metra 2033) czy absolutny klasyk na miarę naszego Lema – Kirył Bułyczow, niewątpliwe jasnym blaskiem świeci Siergiej Łukjanienko właśnie, a jego cykl Patrole to chyba najbardziej znane szerzej na świecie rosyjskie powieści sf.

Nakręcono też na ich podstawie dwa filmy, które zestawione z największymi hamerykanskimi blockbusterami wcale nie mają się czego wstydzić, a robione były za ułamek ich budżetu. Poniżej możecie zobaczyć trailer jednego z nich – poczekajcie sobie do 1:52, weźcie pod uwagę, że to był 2004 rok i pozbierajcie szczenę z podłogi, bo nikt do stworzenia tego efektu nawet nie włączył komputera.

Ale wróćmy do książki.

Co my tu mamy?
Ano mamy właśnie walkę Dobra ze Złem, ale na sposób rosyjski i zaraz wyjaśnię, co ja przez to rozumiem. Wraz z bohaterami znajdujemy się we współczesnej Moskwie, gdzie pod płaszczykiem normalnego, znanego nam codziennego życia trwa cicha walka pomiędzy siłami światła i ciemności. To jednak nie jest znana nam np. z Blade’a czy Avengers krwawa jatka pełna demolki i niszczenia mienia publicznego oraz prywatnego. Nie, tutaj wszystko odbywa się po cichu, dyskretnie oraz według ściśle określonych reguł. To przecież Rosja – tu na wszystko jest przepis i paragraf. Dwie wielkie, antagonistyczne siły kiedyś doszły wspólnie do wniosku, że bez sensu tak się naparzać w świetle dnia tracąc cenne zasoby i lepiej zawrzeć rozejm, podpisać Wielki Traktat, spisać co której stronie wolno, a czego nie i w miarę spokojnie koegzystować sobie pomiędzy zwyczajnymi ludźmi.

Bo musicie wiedzieć, że świat nie wygląda tak, jak nam się wydaje, że wygląda. Na tym normalnym świecie, wśród nas, naprawdę żyją wampiry, wilkołaki, zmiennokształtni, wiedźmy i czarodzieje. Nazywa się ich Innymi, bo poza swoją ludzką naturą, mają też inną, która ujawnia się w Zmroku, czyli na innym poziomie naszej rzeczywistości. I to właśnie na nim toczy się walka. Ale ta walka nie ma na celu zdobycia władzy nam światem, jak w większości amerykańskich komiksów na przykład (swoją drogą – po co komu władza nad światem?). Tutaj chodzi o utrzymanie tej kruchej równowagi, tego status quo, dzięki któremu wszystko pozostaje takie, jakim jest, bez przechylania nadmiernie szali na którąkolwiek ze stron. Wampiry nie mogą ot tak sobie latać po mieście i wysysać krwi z kogo popadnie, a wilkołaki wyją do księżyca wg ściśle określonych reguł. Ocalona dusza jednego kosztuje straconą duszę innego. Nie ma nic za darmo, nic się nie dzieje bez przyczyny, ale i nie bez wywołania konsekwencji. Praw i przepisów należy bezwzględnie przestrzegać.

I dlatego obie strony tego odwiecznego konfliktu utworzyły komórki specjalne dbające o to, żeby ta druga strona dotrzymywała zapisów Traktatu i aby żadna z nich nie zdobyła nad drugą przewagi. Nocny Patrol pilnuje sił ciemności i składa się z tych dobrych, natomiast im samym na ręce patrzy Patrol Dzienny, bo z dobrocią też można przesadzić.

Innym można się urodzić, i wtedy nie bardzo mamy wpływ na to, po której stronie tej magicznej granicy się znajdujemy – doskonale oddaje to cytat mówiący o sąsiadach głównego bohatera, Antona Gorodeckiego:
“przykra sytuacja mieć za rodziców wampiry”

Innym można się również stać, jeśli ktoś ma do tego odpowiednie predyspozycje i potrafi wejść w ten drugi, magiczny świat. Emocje towarzyszące pierwszemu wejściu w Zmrok warunkują to, czy ktoś zdecyduje się stanąć po Ciemnej, czy Jasnej stronie. Oczywiście nic nie dzieje się samo i bardzo często odpowiednie siły wpływają na to, jak delikwent przejdzie swoją inicjację, żeby zasilił odpowiednią stronę. Można tez stać się Innym trochę z przymusu, kiedy np. ugryzie nas wampir – wtedy oczywiście nie mamy wyboru i zasilamy szeregi Ciemnych. Na szczęście wampiry musza przestrzegać przepisów i zasad, więc polowania na ludzi są silnie regulowane. Nie bójcie się zatem, raczej nic Wam nie grozi. Raczej, bo przecież bez sensu by było trzymać cały Nocny Patrol, jakby się czasem nie trafił taki zbuntowany wampir, którego trzeba przywołać do porządku, prawda?

Z takiego pomysłu amerykanie zrobiliby przypakowanych facetów ganiających w przyciasnych rajtkach z półnagimi laskami niemożliwie wręcz zjebanymi anatomicznie, bo o talii wielkości mojego nadgarstka u boku. Ale to nie Ameryka. To Rosja. I dlatego wspomniany już wcześniej Anton Gorodecki to nie superhiroł z nieograniczonymi mocami, tylko zwykły taki przeciętny Jasny Inny o zwykłych takich przeciętnych magicznych zdolnościach odwalający ciężką robotę dla Nocnego Patrolu. Trochę krnąbrny, trochę pyskaty, trochę buntujący się przeciwko zwierzchnikom, trochę popijający ruską wódkę, bo trochę lubi. Ale wplątuje się w wydarzenia, które trochę mu ten poukładany świat wywracają do góry nogami i trochę zmieniają do niego podejście. Oraz trochę komplikują mu życie zmuszając do ratowania świata.

“Nocny Patrol” składa się z trzech opowiadań, w których poznajemy z różnych punktów widzenia cały ten pozornie prosty, a jednak skomplikowany przepisami i Traktatem świat Jasnych i Ciemnych. Nie będę streszczał Wam fabuły – nie ma się tutaj za bardzo do czego przyczepić i całość jest prowadzona bardzo zgrabnie, każde kolejne opowiadanie czerpie z poprzedniego coś, co ma wpływ na losy bohaterów i wszystko na koniec splata się razem tworząc większą, wcale nie tak oczywistą, całość. Jest jednak coś, co wysuwa mi się tutaj na pierwszy plan i trochę odsuwa fabułę na dalszy.

To wizja całego uniwersum, które tak naprawdę z banalnej i eksploatowanej na wszelkie możliwe sposoby opowieści o walce Dobra ze Złem tworzy nową jakość, która ściśle wiąże się z tym, co napisałem na początku i co podkreśliłem już kilka razy – TO JEST ROSJA.
Tutaj tak naprawdę rzeczywistość jest w kolorach szarości, a ten odwieczny, i pozornie klarowny podział na dwie Strony konfliktu jest bardzo rozmyty i niejasny. Do tego na straży ustalonego porządku stoją przepisy, które tak naprawdę w wielu przypadkach są równie szare i nieprecyzyjne. Celowo przez cała recenzję używam słowa “przepisy”, a nie “reguły”, co może i bardziej pasowałoby do powieści o magii, gdyby nie to, że w książce Łukjanienko wyssał z magii całą… magię. Nie ma tutaj tej bajkowości, jaką znamy z książek o Harrym Potterze, brak tego namaszczenia, z jakim o niej mówi Tolkien. Magia to magia i tyle. Siła taka, u jednych większa, u drugich słabsza, którą trzeba jakoś uregulować przepisami. Bo w Rosji na wszystko jest przepis i paragraf, które odpowiednie służby i tak traktują, jak im akurat wygodniej. Napijmy się, żeby o tym nie myśleć.

Widać też bardzo wyraźnie ideę starą, ale ciągle w Rosji żywą, czyli komunizm. Komunizm, który w swoich fundamentach miał założenie, że to nie jednostka jest ważna, ale ogół społeczeństwa, i to jemu właśnie, jego szeroko pojmowanemu większemu dobru ta jednostka ma służyć i dla niego się poświęcić. Co się oczywiście nikomu jakoś szczególnie nie podoba, ale już akurat od tego są odpowiedni ludzie. A poza tym to się nie ma podobać, tak ma być i już. A w ogóle to się napijmy.

Mamy też typowe dla Rosjan stereotypy, jest trochę homofobii, jest sporo uprzedzeń klasowo-rasowych. Widzimy społeczeństwo hermetyczne, niechętne zmianom i mało tolerancyjne. Napijmy się, bo nic tak nie łączy ludzi, jak solidny stakańczyk.
Całość, ta walka człowieka z systemem, jest doskonale na kartach powieści widoczna i bardzo dobrym językiem opisana. Widoczne są też rozterki z tym związane – co jest większym dobrem, a co mniejszym złem? Czy można zabić w imię tego dobra i czy wtedy nie stajemy się tymi złymi? Kto ma rację? Cholera, ciężko się nad tym myśli na trzeźwo…

Podsumujmy
“Nocny Patrol” to doskonała książka z nurtu… No właśnie, ciężko to jednoznacznie określić. Mamy typowe elementy klasycznego fantasy, czyli magię, czarodziejów, wiedźmy czy wampiry. Ale całość rozgrywa się w wielomilionowej Moskwie, więc jakby nie było podchodzi idealnie pod urban fantasy. A może właśnie nie powinno jej się klasyfikować, bo wszelkim standardom się wymyka? Bo mam przemożne wrażenie, że wybrzmiewają w niej również echa wspomnianych na początku klasyków, ten charakterystyczny romantyczny rys rosyjskiej udręczonej duszy.

Myślę, że jeśli chodzi o dobrą literaturę sf i fantasy, to cykl Patrole jest pozycją obowiązkową na półce, czy w czytniku. Ci szukający tylko rozrywki znajdą wartką akcję, dobrze zarysowane postacie i wciągającą fabułę. Sięgający głębiej odkryją dzieło zadające pytania o naturę Dobra i Zła, poruszające kwestie etyczne i moralne. A wszystko to w mrocznym klimacie jednej z największych metropolii na ziemi.
Ja polecam gorąco i już sobie ostrzę ząbki na kolejne części.