Mari Jungstedt – Umierający Dandys

Uczciwie powiem, że nie czytałem żadnej innej książki z serii o komisarzu Knutasie, więc może moja opinia nie być zadowalająca dla fanów cyklu.

Fabuła jest bardzo ciekawa, do samego końca nie wiadomo kim jest człowiek, który wodzi za nos zarówno policję w Gotlandzie jak i Sztokholmie. Umiarkowane napięcie obecnej jest podczas całej historii. To wszystko jest na duży plus, tak samo jak obrazowe opisy miejsc, budynków, dzieł sztuki i innych fizycznych ‚podmiotów’.

Zastrzeżenia mam do sfery bohaterów. Książkę czyta się jak relację z prowadzonego śledztwa, co autorka wykonała bardzo rzetelnie. Mnie osobiście drażniło ustawienie priorytetu na miejsca, a nie na ludzi. Ja już tak mam.. zdecydowanie wolę analizę i opis bohaterów niż to w jakiej scenerii się znajdują (aczkolwiek, nie sposób odnieść wrażenia, że opisywane miejsca są wyjątkowo urokliwe i sam nabrałem ochoty, aby zwiedzić kiedyś tamte rejony). Nie mogę więc powiedzieć, że narodził się nawet najmniejszy związek emocjonalny z jakimkolwiek bohaterem. Tych dobrych nie polubiłem, ci źli z kolei mnie nie obeszli. Być może w poprzednich książkach w serii autorka poświęciła więcej miejsca na budowanie kluczowych bohaterów, ale przecież oni ewoluują z każdą częścią i wraz z upływem czasu zmieniają się, więc gdyby autorka zwracała na to uwagę, to pewnie by poświęciła odrobinę więcej miejsca na to, aby ich nakreślić ich aktualny ‚stan’. Gdyby mnie ktoś teraz spytał kim jest Knutas, to moja odpowiedź byłaby mniej więcej taka: Nie znam typa.. wiek średni, policjant, żonaty, skuteczny… tyle..

Ot, pewnie taki styl ma Pani Jungstedt i wierzę, że fanom skandynawskich, solidnych kryminałów ta pozycja będzie się bardzo podobać.

P.S. Przypadkowe podobieństwo nazwiska komisarza do potocznego w naszym języku zwrotu obraźliwego, czyni czytanie tej książki wyjątkowo ciekawym doświadczeniem, bo to nie komedia a człowiek mimowolnie uśmiecha się raz za razem 😉

Ocena końcowa:
3.3
  • Pomysł
  • Język
  • Akcja
  • Emocje