Stephen King – Christine

Ciekawe, że historie Kinga zawsze krążą wokół zwyczajności… Zauważcie, że nawet bohaterowie posiadający jakieś ‚dodatkowe’ moce, najczęściej zmagają się z czymś kompletnie zwyczajnym i ludzkim. Zamiast imputować w bohatera jakieś wyjątkowo rzadkie i skomplikowane zaburzenie, King posługuje się a to ciekawością, a to obsesją miłości, a to z kolei pociągiem do alkoholu albo zazdrością. Można by powiedzieć: Dzień jak co dzień, a każdy swój krzyż wlecze… Inna sprawa, że ‚Król’ lubi naciągnąć te powszechne i bagatelizowane często przypadłości do granic możliwości. I to właśnie chyba jest takie fascynujące, bo każdy człowiek znajdzie w sobie owo ‚To’ i przypuszczalnie zastanowi się czy już ma zadatki na bohatera Kingowych opowieści czy jeszcze nie przekroczył tej granicy.

Kolejna rzecz: Osobiście lubię, gdy autor jest jak rolnik, a jego opowieści jak woda, która pozwala zasianym ziarnom rozkwitać. Koniec końców, zawsze mam wybór i mogę to co wyrośnie wyrwać albo zachować, ale zanim to się stanie zawsze pojawia się chwila wahania przy czynnościach co do których – wydawało by się – mój pogląd jest niezmieniony od lat i nigdy miał nie ulec zmianie. Przykładowo: lubię chodzić po mieszkaniu po ciemku – nie boję się, znam każdy kąt, wiem gdzie co jest i jeśli w nocy idę po szklankę wody to raczej nie zapalam świateł. Jeśli po skończonej lekturze, wychodząc jak zwykle w stronę kuchni poczuję to wahanie czy tym razem jednak nie sięgnąć włącznika światła to znaczy, że autor trafił w sedno i ziarenko wykiełkowało. King sieje bezbłędnie i zawsze coś z tego ziarenka udaje mu się wyhodować.

Co się tyczy samej książki… Jeśli ktoś cenił sobie serial ‚Cudowne lata’ to będzie zachwycony. Przełom lat 70 i 80 w USA, wielkie fury, tanie paliwo, soczyste burgery, kina samochodowe, głośny rock&roll. Cała opowieść jest prowadzona dokładnie w takim stylu, a bohaterowie żyją prawie jak bliźniacy Kevina i Paula – może trochę starsi, ale ostatnie sezony ‚Cudownych lat’ to już mniej więcej ten wiek. Chłopaki mają podobne poczucie humoru i porównywalne, powszechne problemy. Oczywiście wszystko trafia szlag, gdy jeden z nich zakochuje się bez pamięci.

Książkę skończyłem w nocy i złożyło się tak, że musiałem jeszcze wyruszyć do całodobowej apteki i prawdę mówiąc miałem opory przed uruchomienie silnika samochodu – tym bardziej, że moja ‚fura’ też posiada imię – żeńskie…

Polecam wszystkim fanom Kinga – których nie muszę przekonywać – i pozostałym dlatego, że to kawał dobrej historii o zwykłych ludziach, przyjaźni, miłości, walce.. i o tym co się dzieje jeśli człowiek jest przesiąknięty złością… a także o tym jak obsesyjne oddanie się czemuś lub komuś wpływa na samego opętanego oraz (może przede wszystkim) jego otoczenie.

Ocena końcowa:
4.5
  • Pomysł
  • Język
  • Akcja
  • Emocje