Tess Gerritsen – Klub Mefista

W końcu musiało do tego dojść 😉 Czyta się jak zwykle wspaniale, ale historia do mnie nie trafiła. Osobiście uważam, że jest moooocno naciągana. Jak wiecie lubię to co niewytłumaczalne, legendy i mity oraz mętną i przemilczaną powszechnie historię religii… Zamysł autorki uważam za dobry, ale odniosłem wrażenie, że sama Tess jakoś nie najlepiejsię czuła pisząc tą historię i dołączając do grona sceptyków wytworzyła wg mnie opowieść mało wiarygodną. King na ten przykład zawsze bardzo wierzy w to co sobie wymyśli. Aż się słyszy autorytatywne: „Gdyby takie siły istniały, były by właśnie takie. Koniec. Kropka. Baf”. Tutaj – u Tess – tego zabrakło. Bohaterowie jacyś tacy uparci, nijacy, nieprzekonywujący. Końcówka miała pewnie pozostawić niedosyt – nie pozostawiła…

Mimo moich dość krytycznych słów, powieść oceniam jako dobrą i wartą przeczytania mimo wszystko – choćby ze względu na całokształt serii. A i powiedzieć trzeba, że w kategorii rozrywki spełniła swoje zadanie. Ba! Nawet udało się autorce mnie rozbawić, a myślałem, że z humorem u niej słabo. Proszę bardzo, oto to zdanie:

„To taką dupę przygruchał sobie Frank, lalunię z wielką grzywą? Damski odpowiednik golden retrievera?”

Ocena końcowa:
3.6
  • Pomysł
  • Język
  • Akcja
  • Emocje