Tess Gerritsen – Mumia

Śpiewał ongiś Cugowski: „A po nocy przychodzi dzień”… Ta część serii Rizzoli&Isles jest prawdziwym objawieniem po słabszym moim zdaniem „Klubie Mefista”. Pierwszy raz zaczytałem się tak, że nie zaznaczyłem sobie żadnego cytatu – i to nie dlatego, że nie znalazłem odpowiednio interesujących. Historia zwyczajnie pochłonęła mnie jak bagno oraz zmumifikowała w sposób naturalny i bezwzględny.

Powieść jest utkana faktami, których nie powstydziłby się sam Simon Beckett. Na rzecz tego Tess mniej uwagi poświęciła osobistym epizodom bohaterów, więc wreszcie ani Isles ani Rizzoli nie zrobiły jakiegoś głupstewka, co było tak charakterystyczne w poprzednich częściach. Fabuła została dograna i ograna perfekcyjnie. Do samego końca ciężko się połapać w sieci intryg i kłamstw, a gdy już wszystko jest jasne dostajemy strzał w ramię i obracamy się w swoich domysłach o 180 stopni, boleśnie pozostawiając dotychczasowe za sobą.

Jak dla mnie to absolutny numer jeden w tej serii, a osobom które nie chcą się wiązać serią mogę powiedzieć, że akurat ta pozycja nie jest aż tak sztywno powiązana z poprzednimi, żeby nie można było jej przeczytać samodzielnie. Sugeruję jednak i polecam wziąć się za bary z tymi powieściami od początku. Warto!

Ocena końcowa:
4.7
  • Pomysł
  • Język
  • Akcja
  • Emocje