Stephen King – Pan Mercedes

Pozycja kontrowersyjna o tyle, że to chyba pierwszy w miarę klasyczny kryminał tego Pana. W związku z tym szokującym wydarzeniem część czytelników jest zachwycona, część obojętna, a część z nich poczuła się zgwałcona, zbulwersowana i niepogodzona z faktem, że ‚Król’ bezczelnie mógł odstąpić od swojej dotychczasowej konwencji. Ja płynnie przeszedł z grupy obojętnych do zachwyconych i już spieszę z tłumaczeniem dlaczego.

Po pierwsze primo – każda powieść Kinga jest oparta na bazie obyczajowej – nawet te najbardziej fantastyczne. King jest absolutnym mistrzem obserwacji otoczenia, ludzi, zachowań, emocji i szeroko pojętej ‚zwyczajności’, w skład której wchodzą postaci o charakterystyce naszych sąsiadów czy znajomych okraszeni potocznymi i często wstydliwymi ułomnościami jak łupież, artretyzm, nietrzymanie moczy, depresja, grzechy i grzeszki itp. Znamy to? Znamy! Prawie zza każdej ściany… To czyni, że ja, ułomny jak każdy człowiek, czuję się w tych historiach dobrze i na równi z istniejącymi w nich osobami.

Po drugie primo – emocje. Staram się sobie przypomnieć czy ktokolwiek wcześniej potrafił w ciągu paru pierwszych stron wywołać u mnie związek emocjonalny z bohaterami. Odpowiedź brzmi: NIE. W ‚Marcedesie’ pierwszych parę zdań powoduje, że mam ochotę podejść tej dwójki ludzi, powiedzieć ‚cześć’ i pogawędzić trochę w kolejce (co skończyłoby się źle – kto czytał ten wie). Natomiast to, z jaką wnikliwością i pietyzmem autor przeprowadził psychoanalizę szaleńca jest moim zdaniem czymś absolutnie fenomenalnym.

Po trzecie primo – dodatki. Tutaj wyłania się prawdziwa finezja. O ile każdy kucharz ma podobną bazę na rosół, o tyle sposób i dodatki powodują że jeden leczy, a drugi wręcz przeciwnie. Ponoć to się nazywa ‚talent’. Więc Stefan taką bazę przygotwaną na emocjach posypuje tajemniczymi składnikami – czasem strachem, czasem telepatią, czasem duchami, czasem psychozą, a często czymś na pozór kompletnie irracjonalnym – tak do końca nie wiadomo czym, ale zawsze jest tego perfekcyjna dawka.

Widziałem na forach, w grupach i po znajomych jak wszyscy rzucili się na tą książkę i trochę na opak postanowiłem poczekać. Pomyślałem, że mam jeszcze sporo zaległości w pozycjach z długą brodą historii i okrzykniętych jako klasyczne. Niebieski parasol wisiał nade mną i wisiał. W końcu go pochwyciłem, zawiał wiatr i przez wszystkie strony poszybowałem w nieznaną przestrzeń, wykreowaną przez autora. W tej książce – jak dla mnie – wszystko jest dokładnie tam gdzie powinno być i w odpowiednich proporcjach. To był jeden z lepszych kryminałów jakie kiedykolwiek miałem w ręce. I nie zgodzę się z poglądem, że King zmienił gatunek – to jest ciągle bardzo ‚jego’ pisarstwo – tym razem po prostu eksperymentował z innymi przyprawami.

W mojej ocenie to bardzo dobra powieść.

Ocena końcowa:
4.6
  • Pomysł
  • Język
  • Akcja
  • Emocje