John Lutz – Psychopata

Przyznam, że to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora i już po pierwszych kilkudziesięciu stronach zadawałem sobie pytanie jakim cudem nie natrafiłem na jego książki wcześniej. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to już 8 tom o przygodach Quinna i tym samym solidnie zaburzyłem kolejność, ale było warto. Wydaje mi się, że teraz z czystym sumieniem mogę zabrać się za poprzednie tomy, od pierwszego poczynając.

Trzeba od razu powiedzieć, że nie jest to klasyczny kryminał. Mordercę poznajemy dość wcześnie i towarzyszymy mu aż do ostatnich stron. Taki zabieg zastosował całkiem niedawno Stephen King w swoim „Znalezione nie kradzione”.

Bardzo, ale to bardzo podobał mi się sposób prowadzenia akcji. Dość powszechny, bo dwutorowy – zwierzyna z jednej strony, myśliwy z drugiej. Problem tylko w tym, że w pewnym momencie role się zacierają. W tej książce każdy poluje na każdego, a reguły tego mrocznego tańca dyktuje wyjątkowo perfidny sukinsyn. Morderca to facet jakich wielu, facet jakiego spotkasz na każdym rogu ulicy. Morderca jest typem o zupełnie przeciętnej powierzchowności i wybitnej inteligencji oraz drobiazgowości. Jak na psychopatę przystało, człowiek ten ma plan i schemat, według którego wybiera ofiary, a następnie z nieukrywaną namiętnością zadaje im potworny ból. Pociąg do zbrodni i dyktowania warunków staje się dla niego z dnia na dzień coraz mocniejszy, co sprytnie wykorzystuje Quinn i jego ekipa, aby wywołać wilka z lasu. Problem tylko w tym, że całe to krwiste tango, może mieć dla najbliższych Quinna bardzo przykre konsekwencje…

Może to głupio zabrzmi, ale gdyby ktoś szukał wskazówek jak postępować jak psychopata, to znajdzie w tej książce pełno skutecznych wskazówek. Wątek mordercy jest bardzo rozbudowany, wręcz analityczny – dla mnie rewelacja. Co do służb pościgowych to mam jedną zasadniczą refleksję. Wiem, że to Quinn wiedzie prym w zespole i rządzi ludźmi, ale – w przeciwieństwie do większości tego typu bohaterów – nie gwiazdorzy. Całokształt ich działań to bardzo fajny przykład gry zespołowej bezgranicznie ufających sobie ludzi.

Całość oceniam bardzo dobrze: Historia jest ciekawa, akcja bardzo dynamiczna i wciągająca, a język autora bardzo płynny, aczkolwiek konkretny.

Jedyna rzecz jaka czasem powodowała uśmiech na mojej twarzy to łatwość z jaką wszystkie plany tytułowego psychopaty się realizowały. Być może kobiety w Nowym Jorku takie są, ale w naszym kraju raczej by mu się tak łatwo nie ‚poszczęściło’ – mam nadzieję 😉

Ogólnie bardzo dobra lektura. Polecam

Ocena końcowa:
4
  • Pomysł
  • Język
  • Akcja
  • Emocje
%d bloggers like this: