Scott Sigler – Infekcja

Tym razem krócej…

Trzeba przyznać, że książka jest bardzo dynamiczna. Historia opisuje z jednej strony gonitwę z czasem służb specjalnych, które zaniepokojone dziwnymi samobójstwami, poprzedzonymi okrutnymi aktami przemocy, starają się dociec co się właściwie dzieje. Niestety ciała odnalezione przez funkcjonariuszy nie są w stanie dotrwać do czasu rzetelnej sekcji – koniecznej ze względu na tajemnicze narośla na ich skórach – gdyż rozkładają się w zastraszającym tempie.

Z drugiej strony mamy możliwość obserwacji zachowania osoby zainfekowanej ‚tym czymś’, co doprowadza do szaleństwa samego żywiciela. Autor ukazuje nam bardzo brutalny, wręcz niesmaczny obraz tej walki.

Moja ocena jest taka – ta opowieść jest według mnie podrasowanym do rangi powieści scenariuszem na film. Obraz góruję nad treścią. Nie potrafię znaleźć puenty tej książki. Ok, jest momentami dużo dramatyzmu, ale autor nie wyzwolił we mnie właściwie żadnych emocji poza chwilowym wykrzywieniem twarzy podczas raczenia mnie swoimi bardzo obrazowymi opisami.

Nie uważam, że książka jest zła – przeciwnie, chętnie sięgnę po kontynuację, gdyż sam pomysł jest ciekawy i intrygujący, całość względnie trzyma się ‚kupy’, ale nie jest to literatura, która niesie za sobą jakieś głębsze treści. Autor się starał, ale wg mnie nie bardzo to wyszło. Mimo to, książka wciąga, czyta się ją szybko, a autor ma dość lekkie pióro.

Jeśli chodzi o to czy polecam, czy nie to zapożyczę cytat poczciwego Wiremann’a z powieści Kinga Ręka Mistrza: „Może si, może no” 😉

Ocena końcowa:
3.9
  • Pomysł
  • Język
  • Akcja
  • Emocje