Stephen King – Znalezione nie kradzione

Podoba się? Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Tak! Tak, lubię takiego Kinga… Nawet bardzo. Po kilku opasłych jak świnie klasycznych tomiszczach Króla, gdzie rozwinięcie akcji zajmowało tyle co przeciętny współczesny bestseller, „Znalezione nie kradzione” wydaje mi się pozycją idealnie wyważoną. Oczywiście King nie potrafił sobie odmówić krzty tak charakterystycznej dla niego niewytłumaczalności. I fajnie – to była wisienka na torcie i zaproszenie do oczekiwania na kolejne historie cyklu.

Sama powieść jest bardzo zgrabnym kryminałem, w konwencji „Pan Mercedes”, czemu nie ma się co dziwić, bo to kolejna część serii. W przeciwieństwie jednak do innych pisarzy, którzy w swoich seriach starają się w każdej części – mimo wspólnych wątków – wysmażyć jakąś nową i oryginalną historię, King posiadł wiedzę uniwersalną i tym samym klucz do sukcesu.

„Znalezione nie kradzione” zaczyna się bowiem w tym samym miejscu i czasie co „Pan Mercedes”. I to jest u niego meritum marki Stephen King. Facet dobrze wie, że jedno centralne wydarzenie może być początkiem i częścią wspólną kilku, kilkunastu paralelnych historii – wszystkich równie interesujących. Zabieg ten pisarz stosował również wielokrotnie w swojej wcześniejszej twórczości – nawiązania, alternatywne wersje tych samych historii itp. Brawo King.

Podsumowując – bardzo mi się podobało. Książkę przeczytałem dosłownie na jednym wdechu. Polecam!

Ocena końcowa:
4.6
  • Pomysł
  • Język
  • Akcja
  • Emocje

Podoba się? Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •