Terry Pratchett, Stephen Baxter – Długa Ziemia

Cóż, mam dość mieszane uczucia. To moje pierwsze spotkanie z tymi autorami i balansuję gdzieś pomiędzy bardzo delikatnym znużeniem, a dość rozbudowaną ciekawością…

Książkę czytało się przyjemnie, mając przy okazji wrażenie, że Lobsang jest łudząco podobną osobowością do Sheldona Coopera z serialu „Teoria wielkiego podrywu” – no może jednak Sheldon ma w sobie jednak więcej tego wszystkiego co go cechuje.

Dla mnie problemem jednak była akcja. Całą historię odebrałem bardziej jako projekt badawczo-filozoficzny niż jakąś konkretną fabułę. Właściwie gdyby ktoś mnie poprosił o jakieś zwięzłą kategoryzację tej książki, to określiłbym ją mianem bardzo rozbudowanego wstępu. Wstępu do czego? No tego jeszcze nie wiem, ale kiedyś pewnie sięgnę po kolejną część. Póki co rozbudowane wstępy po 400,500 stron toleruję tylko u Kinga… i to też nie zawsze.

Ogólnie oceniam tą książkę pozytywnie, jako lekką, łatwą i przyjemną. Znalazłem też sporo błyskotliwych myśli, więc wielbiciele uniwersalnych cytatów będą raczej zadowoleni. Miłym akcentem było też ujęcie Uniwersytetu Jagiellońskiego jako podwykonawcy pewnego elementu sterowca.

Gdyby nie ostatnie 20 stron, chyba bym się nie skusił na kontynuację – teraz nie mam wyboru i przeczytam dalej, ale generalnie nie przepadam za takimi chwytami ze strony pisarzy 😉

A Wy co sądzicie?

Ocena końcowa:
3.9
  • Pomysł
  • Język
  • Akcja
  • Emocje