Pierce Brown – Red Rising Złota krew

Prawdę mówiąc podchodziłem do tej książki z dużym powątpiewaniem. Opis wydał mi się średnio interesujący, a jeszcze jak przeczytałem na jednym z portali, że ta książka kwalifikuje się do literatury młodzieżowej, to… cóż, sami wiecie 🙂

Red Rising – Złota krew to dość klasyczny przykład jak można się pomylić. Książka właściwie wciągnęła mnie od pierwszych stron. Zamysł książki nie jest specjalnie odkrywczy, ale autor skomplikował wiele rzeczy w taki sposób, że całość aż do ostatniego zdania trzymała mnie w napięciu.

O co zatem chodzi? Ano o to, że w zasiedlonym przez człowieka uniwersum, w dalekiej, dalekiej przyszłości, raz na jakiś czas odbywa się rekrutacja przyszłych władców. Władcy wybierani są spośród ludzi należących do najwyższej możliwej kasty – Złotych. Po zdaniu wstępnych egzaminów, rekruci w grupach, rzucani są na pole gry, które de facto jest dziesiątkami kilometrów ziemi, o różnym ukształtowaniu i klimacie. Gra trwa bardzo długo – o ile dobrze wyliczyłem to ok 2 lat. Czas ten, uczniowie poświęcają na walkę, naukę przetrwania, kształtowanie charakterów, zawiązywanie sojuszy, umiejętności polityczne i taktyczne oraz to wszystko, czym charakteryzować się powinien dobry władca… Wszystko to przypomina trochę formowanie się ludzkości począwszy od walki o ognień, poprzez wojny, państwa, ich ustroje, unie, konflikty itd. Smaczku dodaje fakt, że całość obserwowana jest przez ‘wierchuszkę’, która oczywiście załatwia przy okazji swoje interesy, knuje i bruździ jak cholera, wspierając lub przeszkadzając komu akurat jest wygodnie.

Po co to wszystko? W rzeczywistości Pierce Brown’a obowiązuje bardzo wyraźny podział kastowy – od niewolników mieszkających i pracujących pod ziemią, którzy nie mają świadomości nawet, że istnieje coś poza ich podziemnymi miastami, aż po tuzów, którzy mają wszystko i trzymają za pysk tych, którzy są niżej w hierarchii. Jakoś – nie mogę zdradzić jak – jeden z najniższych kastowo ludzi, trafia na arenę wydarzeń, które mają wyłonić nowych władców świata. Jak się w tym odnajdzie? Czy uda mu się przebrnąć przez całe szkolenie i zostać członkiem najwyższej kasty?
Nie ma co się oszukiwać – oczywiście, że mu się uda. Jednak to, w jaki sposób się to dzieje jest według mnie naprawdę bardzo interesujące.

Patrząc na całość, nie sposób też nie przyrównać tej książki do Igrzysk Śmierci. Nie odważę się na ocenę tych pozycji względem siebie, ale o ile w Igrzyskach dostajemy chwiejną emocjonalnie laskę biegającą z łukiem po arenie, o tyle w Red Rising cała fabuła jest znacznie bardziej skomplikowana i pociągająca. No i nie ma tych wiecznych dylematów sercowych głównego bohatera 🙂 Trzeba też przyznać, że całe tło polityczne, można odnieść do naszych czasów (podobne kontrasty jak między prezesem Banku Rezerw Federalnych, a szwaczką w chińskiej fabryce) – autor tylko bardzo je przerysował, co jest oczywiste.

Bardzo mi się podobało. Dość lekka, ale wciągająca lektura. Mam nadzieję, że szybko zrelacjonuję Wam drugą część trylogii 🙂

Ocena końcowa:
4.3
  • Pomysł
  • Język
  • Akcja
  • Emocje
%d bloggers like this: