Sebastian Fitzek – Pasażer 23

Ha! To się Autorowi udało zwodzić mnie, aż do samego końca.

Liniowe, długodystansowe statki turystyczne. Pływające miasta o o kilkutysięcznej ludności. Jest wszystko: kasyna, restauracje, kina, parki, baseny, sklepy… Jest wszystko poza stróżami prawa. Jest owszem jakaś namiastka, komórka ds. bezpieczeństwa, ale opłacana przez armatora. Czy może być lepsze miejsce na popełnienie samobójstwa? O ile w ogóle ktoś zauważy skaczącą w objęcia morza osobę, to wyhamowanie liniowca zajmuje kilka kilometrów. Dodatkowo właściciele floty zrobią wszystko, aby zatuszować nieszczęśliwy wypadek – toż to wielomilionowy biznes.

Tak właśnie stało się z rodziną Martina, która odbywała rejs, żeby jakoś umilić sobie życie podczas rzekomo ostatniej akcji policjanta. Żeby było śmieszniej, akcję tą Martin przeprowadzał w Warszawskim więzieniu. A na statku? Na statku jego zdesperowana małżonka wywaliła dziecko za burtę, a następnie skoczyła sama. Jak się okazuje, wcale, a wcale nie jest to z resztą rzadkością.

Od tego czasu minęły trzy lata. Lata podczas, których Martin brał każdą, wymagającą absolutnego braku wyobraźni i instynktu samozachowawczego robotę. Ot taki szalony straceniec. I nagle zwabiony wiadomością z pokładu Sułtana Mórz wraca na pokład. Wiadomość brzmi mniej więcej tak: Odnaleziono dziewczynkę, którą uznano za kolejną ofiarę rodzinnego samobójstwa. Dziewczynka jest w szoku, nie mówi ani słowa, ale miała ze sobą misia. Misia, który należał do Timmiego – syna Martina Szrwarza.

Ciekawe? To jest nic. Naprawdę ciekawie robi się w trakcie zagłębiania się w fabułę książki.

Nie wiem jak do tej pory udało mi się uchować bez znajomości twórczości Pana Sebastiana, ale facet ma niebywały dar do knucia bardzo ciekawych intryg. Wszystko jest dopracowane z niemiecką precyzją i jakością. Tam gdzie inni autorzy chodzą na skróty, Fitzek rzuca sobie kłody pod nogi i dzielnie je przeskakuje – z korzyścią dla czytelnika. Bardzo podobały mi się też miękki jak na Niemca styl pisania i empatyczne jak na prawnika podejście do pewnych kwestii. Również sam pomysł, żeby umiejscowić akcję na statku, a nie w kolejnym opuszczonym budynku, starym schronie, czy śmierdzącej piwnicy zasługuje na najwyższą pochwałę.

Zdecydowanie polecam, świetna książka!

Ocena końcowa:
4.3
  • Pomysł
  • Język
  • Akcja
  • Emocje
%d bloggers like this: