Projekt 6na1

Sześć osób. Jedna książka

Bajka? Czemu nie! Szczególnie, że to dość osobliwa bajka, napisana przez kogoś, kto z cukierkowym klimatem raczej ma stosunkowo mało wspólnego 🙂

Kliknij na osobę, aby rozwinąć treść

Kto czytuje Kinga, ten wie, że skubaniec lubi robić czytelnikom różne psikusy. Najczęściej są to albo daleko idące niedomówienia, albo wstawianie wątków bądź bohaterów w swoje różne, na pozór niezwiązane ze sobą historie. W cyklu Mroczna Wieża natomiast, nawiązań i relacji jest nieprawdopodobnie dużo. Dla uzmysłowienia sobie jak to wygląda wrzucam odpowiednią infografikę:

 

To właśnie w tomie zatytułowanym “Ziemie Jałowe”, po raz pierwszy zetknąłem się z wymyśloną na potrzeby powieści bajką “Charlie Ciuch Ciuch”.

W przeddzień premiery – skądinąd podobno wybitnie kiepskiej – ekranizacji Mrocznej Wieży, pojawia się na rynku wydawniczym wspomniana bajeczka. Na okładce możemy znaleźć informację, że jest to reedycja napisanej w latach czterdziestych ubiegłego stulecia kultowej bajki.

I to jest pierwsza bajka, bo historia jest nowa, autorem jest sam Stephen, a że występuje pod pseudonimem? Nic nowego, prawda?

W środku znajdziemy dziewiętnaście stron, okraszonych bardzo osobliwymi ilustracjami. Autor opowiada historię o przyjaźni, odrzuceniu, fizycznym wręcz bólu wynikającym z poczucia bycia niepotrzebnym, ale także o tym, że nowe nie zawsze znaczy lepsze, że odpowiednio pielęgnowane rzeczy z duszą, mogą nam służyć znacznie dłużej niż te nowe, lśniące, ale duszy pozbawione. Myślę, że każdy z nas ma kilka takich ‘klamotów sprzed lat’ 🙂

Jak jednak na mistrza grozy przystało, jest trochę przerażająco. Już sama piosenka, którą Charlie nuci jest co najmniej dwuznaczna:

Nie zadawaj głupich pytań, w głupie gry nie będę grać.
Jestem tylko ciuch-ciuch ciuchcią, inny się nie mogę stać.
Pragnę tylko pod błękitnym niebem pędzić, gdzie się da,
Być szczęśliwą ciuch-ciuch-ciuchcią aż do śmierci mojej dnia.

Ale to jeszcze nic. Wystarczy spojrzeć na ilustrację, aby pojawiło się uczucie co najmniej zmieszania. Obrazki są wykonane w amerykańskim stylu lat pięćdziesiątych. Idealnie dopełniają całość. Nasz poczciwy Charlie ma lekko złowrogie, przymrużone oczy i uśmiech wywołujący u czytelnika dość ambiwalentne odczucia 🙂 Do tego te pełne i zarumienione policzki, wskazujące coś na wzór szaleńczego zadowolenia, że oto właśnie wiezie gromadkę niewinnych dzieci wprost do piekła. Patrząc na miny dzieci z kolei, można wnioskować, że są bardziej niż świadome swojego przeznaczenia. Prawdę mówiąc uwielbiam te ilustracje 🙂

Ciężko mi ocenić, jak to wszystko odbierze dziecko, ale prawdę mówiąc nie wydaje mi się, aby umysł nieznający jeszcze różnicy między strasznym, a nie strasznym jakkolwiek negatywnie ocenił tą książeczkę. Dzieci raczej przyjmują rzeczy takimi jakie są, więc dopóki rodzic nie pokaże dziecku, że sam ma mieszane uczucia co do ‘aury’ tej bajki, to dziecko przyjmie ją jak każdą inną. Być może tylko, będąc dojrzałym, odkryje w sobie zamiłowanie do mniej lub bardziej niepokojących motywów w literaturze lub filmie. Mam wrażenie Stephen King właśnie na to liczy – ot taki kolejny psikus 🙂

Fakt, faktem książeczka jest bardzo ładnie wydana. Pozycja obowiązkowa dla fanów Kinga i ich dzieci.

Jak się okazuje, w naszym projekcie #6na1 jesteśmy bardzo wszechstronni. Niestraszne są nam kryminały, powieści na faktach, fantastyka czy poruszająca literatura piękna. Dziś udowadniamy, że niestraszne są nam też bajki dla dzieci. Tego jeszcze u nas nie było!

Wiecie, z tym naszym projektem to jest tak, że nigdy nie wiadomo, co przyjdzie nam czytać. Każdy z nas wybiera co miesiąc tytuł, który wszyscy czytamy. No a że gusta różne, to zawsze jest ryzyko, że lektura nam nie podejdzie i trzeba się będzie męczyć te kilkaset stron. Niesamowitą zaletą projektu jest to, że sięgam po książki, po które sama w życiu bym nie sięgnęła i okazuje się, że, o zgrozo, fantastyka czy książka blogera bawią mnie do łez! Kiedy więc padła propozycja przemaglowania bajeczki „Charlie Ciuch-Ciuch”, kalkulacja była prosta – jak każda książka może się spodobać, może się nie spodobać, ale nawet jakby była totalną wtopą, to przynajmniej będzie to krótka wtopa.

„Charlie Ciuch-Ciuch” wtopą nie jest, ale mam mocno mieszane uczucia odnośnie tej bajki. Już po skończeniu czytania (czyli po 10 minutach od rozpoczęcia czytania), dowiedziałam się, że autor, Beryl Evans, to tak naprawdę… Stephen King! I kiedy teraz tak o tym myślę, że postać Charliego jest naprawdę iście Kingowa, a wrażenie potęguje wygląd ciuchci. No ale po kolei.

Bajka jest poruszająca. Parowóz Charlie zostaje odsunięty na boczny tor i okazuje się być niepotrzebny, kiedy pojawia się nowoczesna lokomotywa. Więcej treści zdradzać Wam nie będę. Powiem tylko, że to niejako metafora odstawiania w kąt rzeczy nam znanych, ale już starych, kiedy pojawia się na horyzoncie nowe, nowocześniejsze, uważane za lepsze. Często przecież jest tak, że coś, co lata służyło nam całkiem dobrze, odstawiamy na bok, wyrzucamy, kiedy pojawia się nowe. To taki zachwyt nowym, nieznanym. To samo dotyczy ludzi. Starzenie się, przemijanie. Naturalna kolej rzeczy. Ale czy zawsze nowe oznacza lepsze? Dzieciaki czytające książeczkę dostrzegą, że łatwo jest ranić czyjeś uczucia zastępując stare nowym, odsuwając na bok dziadków, rodziców, rodzeństwo, a wybierając nowopoznanych kolegów,.
To również opowieść o pięknej przyjaźni. Bob nie zapomina o Charlie’m, nawet gdy ten przestaje być potrzebny dla świata.

Odnośnie samego przesłania książeczki – nie mam zastrzeżeń. Ale mam je względem postaci Charliego… Jego wizerunek na obrazkach mnie nieco przeraża. Ma złośliwe oczka, paskudne zęby, czasami dziwny grymas twarzy (o ile ciuchcia może mieć twarz…). Zastanawiam się, czy jeśli mnie odpycha postać Charliego, to czy przekona dzieci?
Nie jestem też pewna, czy zdanie „szarpała jak diabli za linkę gwizdka” jest odpowiednia dla kilkulatków…

Czy przesadzam? Sami sprawdźcie. Jeszcze trochę i ta recenzja będzie dłuższa niż cała ksiażeczka, więc lepiej zakończę w tym miejscu.

Charlie jest nietuzinkową i wyjątkową lokomotywą posiadającą ludzkie cechy. Potrafi mówić, śpiewać, uśmiechać się, smucić. Pewnego dnia, pracujący w przedsiębiorstwie kolejowym Mid-World, maszynista Bob odkrywa tajemnicę Charliego. Mężczyzna szybko zaprzyjaźnia się z parowozem, razem przeżywają wiele szczęśliwych dni i podróży. Niestety postęp technologiczny, rozprzestrzeniający się w zastraszającym tempie, dosięga Charliego, który zostaje zesłany na boczny tor. Jego miejsce zajmuje najnowszy cud techniki – Burlington Zephyr. Zapomniany Charlie niszczeje, zalewa się oleistymi łzami…

Książeczka jest piękną i wzruszającą opowieścią o sile przyjaźni, tej niezłomnej, szczerej, trwałej. Przyjaźni na dobre i złe, której nikt nie przezwycięży, nie zniszczy żadna przeszkoda, nie nadszarpnie ząb czasu. “Charlie Ciuch-Ciuch” w nieszablonowy sposób pokazuje, że warto walczyć o tę więź, pielęgnować ją. Uświadamia, żeby nigdy się nie poddawać, nawet w najbardziej beznadziejnym położeniu, wszak nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś poda nam pomocną dłoń, stanie obok, pomoże dokonać niemożliwego.

Postać Charliego jest ucieleśnieniem przemijania. Ta niepozorna lokomotywa uczy szacunku do rzeczy, które pomimo starości mogą okazać się wspaniałą podróżą w czasie, mogącą odsłonić historię ludzi, ich życia. Wspomnienia nie przemijają, one zapisują się na kartach powieści, fotografiach, pamiątkach. Książeczka staje się umoralniającym przeżyciem bazującym na mądrych, uniwersalnych radach i wartościach.

“Charlie Ciuch-Ciuch” obrazuje kruchość uczuć, to z jaką łatwością możemy kogoś odrzucić, zapomnieć o wszystkim tym, co nas łączyło. Nie zastanawiamy się co czuje druga osoba, odchodzimy, pozostawiając ją samą. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że poczucie odrzucenia jest bolesnym doświadczeniem, odczuwanym tak samo jak ból fizyczny.

Niewątpliwym atutem książki są ilustracje Neda Damerona – znakomicie oddają barwę i klimat opowiadanej historii. I choć ilustracje przedstawiają nieco mroczną lokomotywę, upiornie uśmiechającą się do czytelnika, a na twarzach dzieci, które przewozi, maluje się obraz przerażenia niźli szczęścia, tak stają się doskonałym uzupełnieniem całości.

„Charlie Ciuch-Ciuch” jest nie tylko smakowitym kąskiem dla sympatyków Stephena Kinga, ale i mądrą, przyjemną, wzruszającą , wręcz uroczą historią dla dzieci, podkreślającą prawdziwe znaczenie przyjaźni.

Czy ktokolwiek nie widział kiedyś bajki animowanej o Lokomotywie Charliem? Sama oglądałam ją jako dobranockę codziennie przed spaniem, a jego przygody były dla mnie tym, co chciałam przeżyć. Ale do sedna.

Charlie Ciuch Ciuch to książeczka dla dzieci, której głównymi bohaterami są właśnie Lokomotywa Charlie oraz maszynista Bob. Bob odkrywa, że Charlie nie jest zwykłą lokomotywą. Odkąd maszynista wie, że Lokomotywa żyje, zaprzyjaźniają się. Ale nadchodzi także złowrogi moment, w którym Charlie zostaje zamieniony na nowszy model. I tu zaczynają się schody.

Ciężko recenzuje się książeczkę dla dzieci. Gdzie tu jakaś akcja? Gdzie tu jakieś emocje? Dla dorosłego pewnie to tylko nic nie znaczące parę stron, ale pamiętajmy, że dzieci odbierają trochę inaczej te wszystkie wydarzenia.

Czy dzieci przeżywają emocje? Tak. W szczególności, kiedy ich najukochańszy bohater umiera lub zostaje wykluczony. Przecież wszyscy pamiętamy Mufasę, którego tratują konie. I daję głowę, że każdy, ale to każdy płakał przy tej scenie. Przy Charliem Ciuch Ciuch jest dokładnie to samo. Kiedy zostaje odstawiony na bocznice, czujemy smutek i ciężar, który Lokomotywie towarzyszy.

Bajki dla dzieci muszą być napisane prostym i zrozumiałym językiem. Brak zdań złożonych, dużo prostych i krótkich dialogów wzbogaca bajkę. Dla dzieci jest ona jak najbardziej zrozumiała.

Jeśli chodzi o wydanie bajki – ilustracje mnie trochę przeraziły. Dużo bardziej wolę wersję animowaną, gdzie Charlie przypomina pogodną lokomotywę, a nie złowieszczą bestię. Dla mnie to jest jedyny minus tego wydania.

Czy poleciłabym tę bajkę dzieciom? Oczywiście, że tak! Jeśli ktokolwiek nie zna jeszcze przygód Charliego Lokomotywy, to zapraszam do lektury – w gronie tych najmłodszych i trochę starszych też.

Pamiętacie, że w lipcu nie było naszej recenzji? Pewnie nie pamiętacie, ale ja Wam przypomnę – i dlatego, aby nie mieć zaległości, w sierpniu są dwie. Ale jakby nie było dość niezwykłości, to mam kolejną – na nasz warsztat w #6na1 trafiła książka dla dzieci. Tego jeszcze nie było, prawda? Wbrew pozorom jednak, o czym na koniec, nie jest to zwyczajna książka dla dzieci. Czytamy wspólnie i recenzujemy „Charlie Ciuch Ciuch” autorstwa Beryl Evans. Mówi Wam to coś? No mnie też nie.

Gdybym kiedykolwiek napisał książkę dla dzieci, to dokładnie taką, jak ta!

Taka oto uwaga widnieje na okładce tej niewielkiej książeczki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że powyższą rekomendację podpisał swoim nazwiskiem sam Stephen King – mistrz literatury raczej zupełnie nie dla dzieci. No i to nas zaintrygowało na tyle, żeby się odmłodzić i poczytać coś dla milusińskich.

O czym jest ta historyjka?
„Charlie Ciuch Ciuch” pojawiła się na naszym rynku nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. To reedycja oryginalnej książeczki dla dzieci z 1942 r. o przyjaźni parowozu Charlie i maszynisty Boba. Opracowanie graficzne wzorowano na oryginalnych ilustracjach Neda Damerona. Tłumaczenie przygotowała Maciejka Mazan. Wszystko wskazuje na to, że nie jest to taka sobie książeczka dla dzieci.
Charlie to wspaniały parowóz Big Boy 402, Bob zaś jest jego maszynistą, pracują razem w przedsiębiorstwie kolejowym Mid-World tworząc razem najszybszą i najlepszą drużynę od St. Louis do Topeki. Tylko kiedy Bob pociąga za linkę gwizdka, Charlie robi najgłośniejsze Uuuu-Huuu w okolicy! Ale to nie jest zwyczajny parowóz i jego maszynista – obydwaj są przyjaciółmi, takimi prawdziwymi przyjaciółmi, bo Charlie skrywa pewien sekret. Charlie jest żywy. Mówi, śpiewa, rozmawia z Bobem i dlatego tak doskonale im się współpracuje.

Ale pewnego dnia w przedsiębiorstwie kolejowym Mid-World pojawiła się nowoczesna maszyna Burlington Zephyr, piękna lokomotywa spalinowa – szybsza i nowocześniejsza od starego Charliego, który jako niepotrzebny i przestarzały wylądował na bocznym torze w najdalszym kącie stacji rozrządowej, gdzie rdzewiał w chwastach. A ponieważ Bob nie wyobrażał sobie jazdy inną lokomotywą, niż jego przyjaciel Charlie, to zamiast kierować pociągami, został zdegradowany do ich sprzątacza. Były maszynista często odwiedza swojego starego przyjaciela, byłą lokomotywę, ale obaj marnieją i się starzeją, nikomu niepotrzebni.

Na szczęście pewnego dnia wydarza się coś, co odwraca zły los i pozwala dwóm przyjaciołom na powrócić razem na tory odnajdując przy okazji na powrót szczęście, przyjaźń i sens istnienia.

To książeczka w sam raz dla dzieci – ciepła, serdeczna i wzruszająca opowieść o prawdziwej przyjaźni, takiej niezłomnej, na dobre i złe. Pokazuje, że przyjaźń jest wartością, o którą trzeba dbać i walczyć, bo wspólnie można stawić czoło i wyjść zwycięsko ze wszystkich przeciwności losu.

I tu właściwie recenzja mogłaby się skończyć.
Ale się nie kończy.

No fajnie, ale o co tu tak naprawdę chodzi?
Samo oglądanie tej książeczki może lekko dziwić – ilustracje jakby nie do końca ukazują nam parowóz śmiejący się z radości, a raczej wyszczerzony jak klaun w To. Dzieci wiezione w wagonach też niekoniecznie się śmieją, co bardziej krzyczą ze strachu, jakby wiezione w Christine.

Zastanawiałem się dosyć długo, czy rozwiązać dla Was tę zagadkę, czy tylko podrzucić kilka tropów. I doszedłem do wniosku, że czasy mamy jakieś takie leniwe, a ja o reputację muszę dbać, więc żebyście sobie nie pomyśleli, że mi na starość odwala palma, albo nie daj Bodziu dziecinnieję, to podam Wam wszystko na tacy.

Fani Stephena Kinga na pewno znają jego cykl „Mroczna Wieża” – cykl fantasy o rewolwerowcu Rolandzie, zajmujący z tego co pamiętam, siedem tomów. Otóż „Charlie Ciuch-Ciuch” pojawia się w trzecim tomie zatytułowanym „Ziemie jałowe” – czytał ją jeden z bohaterów, Jake Chambers. Jaka była ich rola w powieści to już przekonajcie się sami, kiedy sobie po pozycję Mistrza Grozy sięgniecie. Ale po co to całe zamieszanie?

Otóż po to, że na ekrany kin weszła właśnie adaptacja „Mrocznej Wieży” , a cała akcja jest sprytnym i bardzo pomysłowym chwytem marketingowym na reklamę filmu. Mało tego – na Comic-Con w San Diego zjawiła się nawet autorka książeczki, czyli Beryl Evans i rozdała limitowaną serię 150 egzemplarzy z autografami. Wszystko pięknie, tylko że była to aktorka, bo prawdziwym twórcą „Charlie Ciuch-Ciuch” jest oczywiście sam King.

Przyznacie sami, że niezła to intryga i na swój sposób gratka dla prawdziwych fanów twórczości Mistrza Grozy, prawda? Ciekawy jestem, jak to wyjdzie, bo raczej od dawna już nie miał on szczęścia do adaptacji filmowych.

Ocena?
Punktowej ponownie nie będzie – jakoś ostatnio mamy pozycje, które wymykają się w mojej głowie łatwemu wpasowaniu w skale punktowe. Czy to książka dla dzieci? Raczej tak, choć te ilustracje trochę przerażają. Czy dla dorosłych? Dla fanów powieści Kinga pewnie tak, dla pozostałych nie sądzę.

Ja bym jej raczej nie kupił. I taką ocenę pozostawię.

Nie wiem skąd się wzięło przekonanie i uwielbienie dla bajek, które straszą; po lekturze których dzieci (nawet te starsze) mają koszmary. Moim zdaniem dzieciństwo powinno być wypełnione słodkimi, pysznymi i optymistycznymi opowiastkami, zawsze z happy endem. Wszyscy co prawda wiemy, że życie jest niesprawiedliwe, że występują w nim potwory i straszliwe drapieżniki, ale na zdobycie tej okrutnej wiedzy jeszcze przyjdzie czas.

Gdy przypadkowo w moje ręce trafiła bajka “Charlie Ciuch-Ciuch”, zazgrzytałem zębami z aprobatą. Bo dla dziecka to właśnie taka milusia bajka, która widziana oczyma dorosłego jest tak podstępna, jak jej autor. I pełna zaskoczeń. Zaraz wyjaśnię dlaczego.

Charlie Ciuch-Ciuch okiem dziecka
Dla dzieci jest to przyjemna bajeczka z przesłaniem w klimacie “Tomka i przyjaciół”, znanej i bardzo lubianej kreskówki.
Samotny po śmierci żony maszynista Bob Brooks prowadzi lokomotywę, która pewnego dnia przemawia do niego ludzkim głosem. W bajkach od słów do przyjaźni nie jest daleko, więc kilka zdań później już widzimy parę przyjaciół beztrosko podróżujących po torach.
Sielanka niestety szybko się kończy, pojawia się na horyzoncie postęp w osobie Burlingtona Zephyra – lokomotywy dieslowskiej. We wspomnianym “Tomku i przyjaciołach” trwała odwieczna wojna pomiędzy parowozami i nowoczesnymi dieslami. Tu jest bardzo podobnie.

Maszynista Bob nie chce opuszczać swojego przyjaciela, skazanego na rdzawy smutny los na samotnym bocznym torze, walczy o pozostawienie kompana na aktywnych szlakach, ale nic z tego. Kolejowe koło historii toczy się nieubłaganie.

Czyżby pozostawały im już tylko wspólne wspomnienia na zapomnianej kolejowej bocznicy? Czy przemijanie wpisane w odwieczny porządek świata i tym razem pokryje kurzem i smutkiem przedstawiciela epoki węgla i pary?

Charlie Ciuch-Ciuch okiem rodzica
Pierwsze co przykuwa uwagę rodzica, to wyjątkowe ilustracje. Szeroki uśmiech Charliego Ciuch-Ciucha zawiera w sobie ukrytą groźbę, niesie ze sobą poczucie zagrożenia i pewność, że już za chwilę stanie się coś strasznego, że ktoś zginie.

Na prawie wszystkich ilustracjach uśmiech lokomotywy przywodzi na myśl dorosłemu czytelnikowi paszczę rekina, który dochodzi swojej zdobyczy. Jedynie ilustracje Charliego odstawionego na boczny tor przynoszą chwilową ulgę. Charlie ma zamknięte oczy i cierpi.

Umysł wyłapuje tę grozę, coś tu wyraźnie nie pasuje do słodkiej historyjki o parowozie, który mimo wieku, powróci na tory. Potwierdza to zresztą ostatnia ilustracja, gdzie Charlie pędzi po torach, a w wagonach, które ciągnie widzimy twarze krzyczących dzieci. Na żadnej z nich nie ma jednak uśmiechu, to przerażenie.

A wiesz dlaczego tak jest?

Stephen King dla dzieci
Bo książki nie napisała Beryl Evans tylko Stephen King. A ta piękna bajeczka jest składową trzeciego tomu cyklu “Mrocznej wieży” – czyli “Ziem jałowych”!

Stephen King posunął się nawet do małego żarciku, otóż na Comic Con w San Diego, w roku 2016, aktorka Allison Davies wcieliła się w rolę pisarki Beryl Evans, podpisując 150 książek “Charliego”.  O całej akcji promocyjnej możecie poczytać na stronie serwisu Stephenking.pl.

“Charlie Ciuch-Ciuch” jest oczywiście jak najbardziej skierowany do dzieci, co potwierdza przewrotnie sam autor w rekomendacji na okładce:

Gdybym kiedykolwiek napisał książkę dla dzieci, to dokładnie taką, jak ta!
Stephen King

Lecz swoje wiemy. To taka sprytna gra, w końcu z małych czytelników wyrosną kiedyś duże mole książkowe. Karmione od młodości prozą Kinga, jak myślicie czyje książki będą czytać w dorosłym życiu?

%d bloggers like this: