Andrew Michael Hurley – Pustki

W którymś momencie książki – nie potrafię odnaleźć dokładnego miejsca, aby przepisać cytat – jest napisane, że prawd może być wiele, a to w którą ludzie uwierzą, zależy od taktyka. Myśl ta doskonale pasuje mi do tej historii.

Trzeba jasno powiedzieć, że fabuła nie jest skomplikowana. Grupa wiernych, wraz z nowym proboszczem udaje się na rekolekcje wielkanocne nad angielskie wybrzeże. Wyprawa jest kontynuacją tradycji sprzed lat, której ówczesnym pasterzem był zmarły poprzednik duchownego. Czas, który wierni przeznaczyli na gorliwą modlitwę i zbliżenie się do Boga, obfituje w cały szereg tajemnic i przynosi więcej pytań niż odpowiedzi. Osobiście, gdybym miał się czegoś na poważnie uczepić, to pomysł na Deus ex machina – mocno wątpliwy, ale… spróbujmy nie traktować tej pozycji jak literaturę grozy, rekomendowaną przez Stephena Kinga.

Pierwsza rzecz, która celnie trafiła w mój gust to niesamowicie plastyczny język. Gdyby ta książka była dwa razy dłuższa i traktowała o uprawie grochu, czytałbym ją z równą przyjemnością. Opisy otoczenia wręcz obrazowe, co w połączeniu z dość osobliwym i niepokojącym miejscem akcji, dało więcej niż dobry efekt.

Często nachodziła mnie myśl, że jest tu za dużo czasu. Że to miejsce jest chore od czasu. Udręczone przez czas. Nie upływał tutaj tak, jak powinien. Nie miał dokąd uchodzić i nie poganiała go żadna nowoczesność. Gromadził się więc niczym czarna, gnijąca woda na moczarach (…) Moorings wyglądało jak miejsce wielokrotnie porzucone. Miejsce, które przegrało.

Duży plus daję również za bardzo ładnie zbudowany wątek bardzo emocjonalnej, braterskiej relacji głównego bohatera z jego niepełnosprawnym bratem. Nie sposób nie polubić tej dwójki, mimo że ten drugi nie powiedział ani słowa przez większość książki. Na uwagę zasługuje również kreacja ich matki, która zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych postaci jako dewocyjna i despotyczna osoba.

Wszystko to zostało wciśnięte gdzie pomiędzy narowiste morze, a cuchnące bagno. Pozostawione w zmurszałym, pełnym tajemnic domu, skąpanym w angielskim deszczu i mgle, i wystawione na pokaz miejscowym, którzy niekoniecznie lubią podejmować obcych ludzi. Brzmi nieźle?

Moim zdaniem to bardzo przyzwoita, oparta na wielu niedopowiedzeniach, historia. Być może nie jest to powieść grozy, a niepokoju. Być może dla niektórych czytelników okaże się zbyt monotonna, być może naiwna, ale wydaje mi się, że skupiając się na odpowiednich podtekstach można wynieść z niej naprawdę wiele, szczególnie że autor nie odmówił sobie kilku bardzo pobudzających do rozważań, filozoficznych dygresji.

Na koniec jedno słowo o budowaniu napięcia. Autor robi to konsekwentnie, ale nad wyraz subtelnie. Ja to przyjmuję z zadowoleniem. Zatem jeśli ktoś ma podobny gust i przechodząc akurat obok księgarni, dojrzy tą ascetyczną okładkę (swoją drogą fantastycznie spójna z treścią), to powinien przynajmniej się zastanowić nad jej zakupem.

 

Ocena końcowa:
4.5
  • Pomysł
  • Język
  • Akcja
  • Emocje