Projekt 6na1

Sześć osób. Jedna książka

Tym razem podążamy Śladami Jakub Małeckiego. Małecki to pisarz młodego pokolenia, który zaczynał od fantastyki. Popularność zdobył jednak, jako autor powieści obyczajowych, które charakteryzują się potężnym ładunkiem emocjonalnym. Zapraszam do przeczytania naszych opinii.

Kliknij na osobę, aby rozwinąć treść

Na początek trochę biologii.

Nici przędne pająków powstają w efekcie zakrzepnięcia na powietrzu wydzieliny kądziołków przędnych. Nić pajęcza jest elastyczna, nie rozpuszcza się w wodzie, jest kilkadziesiąt razy cieńsza od ludzkiego włosa i ma bardzo dobre własności mechaniczne. Może zwiększyć swoją długość o 40% bez rozerwania się. Charakteryzuje się dużą wytrzymałością mechaniczną, najwyższą wśród naturalnych włókien. Nici przędne większości pająków cechuje wytrzymałość dwukrotnie wyższa niż wytrzymałość stali o tym samym przekroju.

Dlaczego przywołałem pajęczą nić? Otóż, na każdym etapie Śladów Jakuba Małeckiego, to właśnie powidok pajęczej sieci towarzyszył mi najczęściej. Autor w sposób niebywale subtelny ukazuje trwałość połączeń międzyludzkich. Czytanie tej książki przypominało taniec na pajęczej sieci. Taniec na melodię Małeckiego.

Ślady to zbiór opowiadań, chociaż może bardziej właściwym określeniem byłoby historii. Głównie obyczajowych, aczkolwiek zdarzały się elementy fantastyki, które poprzetykane są mniej lub bardziej zauważalną nicią wzajemnych powiązań między ich bohaterami. Te historie są naprawdę przejmujące, ale ich wzajemne muskanie się relacjami to prawdziwe mistrzostwo.

Drugie skojarzenie dotyczy języka, jakim posługuje się Jakub Małecki. Dość długo nie mogłem dojść do wewnętrznego konsensusu jak obrazowo nazwać jego umiejętność mocnego przekazu przy zachowaniu tak skromnej formy. W końcu zaczęło mi dzwonić, że gdyby charakterystyczną dla dzieci prostotę (czasem przewrotną) odbierania i opisywania rzeczywistości połączyć z dojrzałością emocjonalną i doświadczeniem życiowym osób starszych to taki twór posługiwałby się właśnie takim językiem jak Autor. Nie wiem czy to jest trafne porównanie, nie wiem czy Was to przekonuje, ale nic bardziej adekwatnego nie przyszło mi do głowy.

Ślady to książka, w trakcie której empatyczny człowiek rozpada się na kawałki i składa na powrót. Być może kilkukrotnie, być może w lepszej konfiguracji. To jedna z tych lektur, która rzeczywiście coś wniosła w moje życie i pozostawiła subtelny, ale zauważalny.. ślad.

W mojej ocenie to dotychczas najlepsza pozycja w projekcie #6na1 i jedna z najlepszych książek, jakie miałem okazję czytać. Małecki jest doskonałym obserwatorem i niewątpliwie ma ogromny talent pisarski.

Na koniec słowo o tym, jak wpadłem we własne sidła. O Małeckim jest głośno, nie bez powodu. Okładki jego książek są widoczne w mediach społecznościowych i na stronach księgarń. Dość często spotykałem się z sytuacją, w której mocno promowane książki okazywały się mało wartościowe. Przypuszczalnie, gdyby nie nasz projekt, nie sięgnąłbym po twórczość Małeckiego. To byłby błąd, którego nie umiałbym sobie wybaczyć.

Są książki, o których bardzo nie lubię pisać, bo wiem, że nie jestem w stanie oddać tego, co w danej książce jest najpiękniejsze, najistotniejsze. Wiem, że im bardziej będę starała się ubrać w słowa geniusz książki, tym bardziej będzie on ginął w tych moich nieporadnych staraniach. Taką właśnie książką są „Ślady” Jakuba Małeckiego. Będzie więc krótko.

Z każdej historii przedstawionej w książce wyziera niepokój. Każda wzbudza emocje, choć w żadnym z opowiadań nie ma krzty ckliwości. W „Śladach” poruszają rzeczy najbardziej prozaiczne – śmierć żony po latach wspólnego życia, paraliż ukochanego, choroba. Zwyczajne elementy człowieczego losu, przedstawione prosto, autentycznie.

Język jest tu przepiękny. Prosty, niczym nieudziwniony. W połączeniu ze wspomnianym niepokojem, tworzy wrażenie pewnej oniryczności. Nie chce się tego czytać szybko. Może też dlatego, że z czasem domyślamy się, jaki jest koniec każdego kolejnego opowiadania.

Dość często książki okrzyknięte rewelacyjnymi, mi zwyczajnie się nie podobają i zachwytów nie podzielam. Dlatego też trochę się bałam książek Jakuba Małeckiego, „Ślady” odleżały swoje na półce. Już wiem, że niepotrzebnie i z kolejnymi książkami autora nie będę czekać tak długo.

O książkach takich, jak „Ślady” naprawdę nie trzeba dużo mówić. Je wystarczy czytać.

Każdego dnia coś się kończy; każdego dnia coś się zaczyna; każdy dzień wygląda inaczej; każdy dzień stawia przed nami nowe wyzwania. Podjęta decyzja kosztuje, powoduje splot często niekontrolowanych zdarzeń. Jak wiele zależy od naszych bliskich, jak ważne jest ich zdanie, jak ważni są oni? Niektórzy pojawiają się w naszym życiu tylko na krótką chwilę, aby odegrać swą rolę – nieważne czy dobrą czy złą. Wszystko to, co robimy, słowa które wypowiadamy są egzystencjalnym okruchem.

Śmierć zabrała Tadeusza podczas wojny, jednak jego cząstka wciąż żyje, maluje nowe wspomnienia, zakorzenia się w innych, trwa by narodzić się na nowo. Przed jego daleką krewną Bożeną otwierają się drzwi do świata modelingu. Kobieta stara się uciec przed samą sobą lecz każda próba kończy się fiaskiem. Jej ojciec, Ludwik, budząc się co rano nie wie kim jest. Pawełek, który tak naprawdę jest Eustachym, słucha opowieści dziadka. Chwaściora chcieli spalić za prawienie herezji. Oskar znalazł się w złym miejscu, o złym czasie – jego twarz została oblana kwasem, kwas zaś był przeznaczony dla jego ojca. Kolejne życiorysy, kolejne ślady. Co ich łączy?

Życie z powieścią nie ma nic wspólnego (…). Ono się nie układa w jedną całość. (…) Historie, które opowiadamy przy winie, (…) nie łączą się ze sobą ani nic z nich nie wynika. Życie jest bardziej jak zbiór opowiadań. Poszarpane, nieprzewidywalne.

Rodzimy się by umierać, umieramy by żyć w innych. Dziewiętnaście opowiadań, zbiór (nie)przypadkowych portretów osobowości. Każdy ma własną historię ściśle oscylującą wokół zagadnienia ludzkiej egzystencji; każdy ułamek życia łączy się z innym malując barwny, spójny i różnorodny obraz życiowego kalejdoskopu; każdy podejmuje wędrowniczą gonitwę w poszukiwaniu siebie i sensu tego, co przygotował los – dylematy, zmartwienia, radość, przemijanie, śmierć.

Wspomnienia są jak sterta klocków (…). Podnosi jedno i nie wie, z którego zestawu pochodzi; nie wie czy wydarzyło się wczoraj czy pięć lat temu. Wszystko zaczyna się zwalać na tę stertę, a on ją w miarę możliwości omija, żeby nie podnieść czegoś, co by go zmiażdżyło.

Opowiadania, które serwuje Jakub Małecki są nietuzinkowe, osobliwe, niejednoznaczne, ale w tym wszystkim autentyczne. Mnogość wątków przedstawiona w powieści jawi się jako nieco pesymistyczna mozaika ułożona z uczuć i doświadczeń. Czytelnik staje się obserwatorem, podejmuje własną interpretację, dostrzega – niezauważalne na pierwszy rzut oka – meritum  spajające wszystkie ślady. Małecki zwraca uwagę na to, co nas otacza, pokazuje ważność i ulotność chwili; momenty nad którymi warto się zatrzymać by podjąć refleksję; za pomocą słów rysuje ujmujące historie utkane z codzienności.

(…) wiedział, że życie to jednak nie jest powieść, żeby się zawsze układało w zrozumiałe i wytłumaczalne historie.

Autor „Śladów” posługuje się wyrazistym, klarownym, dobitnym i prostym językiem. Z wyrafinowaniem przekazuje czytelnikowi to, co ma do powiedzenia – niczego nie dodając, niczego nie ujmując.

„Ślady” są historią o nas samych, o naszych problemach, (nie)spełnionych marzeniach, porzuconych nadziejach. Jakub Małecki nie boi się obedrzeć człowieka z naiwnych złudzeń rodem z bajek o długim i szczęśliwym życiu, on nie przebiera w słowach, pokazuje rzeczywistość taką jaką jest, a ta często bywa niepewna, szara i posępna. Życie – choć piękne – jest zbyt krótkie, to od nas samych zależy jakie ślady po sobie zostawimy.

Słowo wstępu
Dosyć mocno chciałbym zaznaczyć coś, co się u mnie przewija co jakiś czas – ponieważ nie jestem stricte blogerem książkowym, to nie śledzę trendów na rynku, nie wiem, które nazwiska są hot i kto dostał Nike czy paszport Polsatu. Dodatkowo skrzywiony jestem swoim uwielbieniem dla wyżej wspomnianej fantastyki, więc w zasadzie tylko w tych rejonach orientuję się mniej lub bardziej na bieżąco i znam trochę autorów i ich twórczość. Rejony pozostałe mnie zazwyczaj nie interesują z przewagą na „wcale”, co okazuje się, że ma jedną zaletę – mianowicie do nowych autorów, jacy w projekcie się pojawiają podchodzę nieobciążony wymaganiami i oczekiwaniami.

Tutaj było dokładnie tak samo – Jakub Małecki był mi totalnie nieznany, nie czytałem jego wcześniejszego „Dygotu”, którym zdecydowana większość się zachwyca, i tym samym nie kusiło mnie nawet, aby „Ślady” jakoś do jego wcześniejszego dzieła odnosić. Ale powiem Wam, że jeśli trzyma co najmniej ten sam poziom, to chyba te braki w lekturze nadrobię.

Struktura
Cała książka składa się z opowiadań, urywków życia ich bohaterów, które się miedzy sobą przeplatają, ale dopiero po przeczytaniu wszystkich historii składają się na spójną całość. Właściwie nie ma tu jednego głównego bohatera, ale tutaj każda historia łączy się z poprzednią, bohaterzy poszczególnych opowieści pozostawiają po sobie coś, co wpływa na bohaterów opowieści kolejnych. Raz będzie to osoba jako tak, innym razem miejsce, czy związane z nim wspomnienie. Koncept na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie solidnie naciąganego i mocno przedumanego kiedy czyta się opisy z okładki, ale pryska natychmiast, kiedy zaczyna się książkę czytać.

Nie mamy tutaj zwrotów akcji, skomplikowanych intryg, zawiłej fabuły, ciężko też mówić o mnogości wątków czy postaci, bo choć każdy rozdział jest o kimś innym, prowadząc nas przez czasy wojny aż do współczesności, to nawet pomimo tego, że łącznie tworzą większą całość, osobno również tworzą pewne mniejsze całości, opowiedziane od A do Z i kompletne.

Historie opowiadane w Śladach” to zapis codzienności ludzi, jakich spotykamy na naszej życiowej drodze. Są to historie różne, tak jak i w życiu różnie bywa. Czasami są wypełnione cierpieniem, czasami szaleństwem, czasami goryczą, a czasami taką zwykłą szarością dnia codziennego. Jedni żyją w świetle fleszów, inni giną na wojnie od strzału w głowę, a jeszcze inni żyją, choć świat im się skończył po śmierci żony czy sparaliżowaniu. Tu nie ma happy endu, bo tak naprawdę w życiu też go nie ma. Czasami ciężko jest przejść wobec tych historii obojętnie, bo zawierają mniejsze lub większe dramaty ludzkie, ale trudno podczas lektury nie odnieść wrażenia, że właściwie nie czytamy niczego nowego, ani odkrywczego. Ot, rodzimy się, żyjemy i umieramy, pozostawiając po sobie tylko ślady – słowa, zdarzenia czy wspomnienia, które wpływają mniej lub bardziej na innych ludzi. Czy te tytułowe ślady jednak wystarczą?

We wszystkich tych opowiadaniach czytamy o takim właśnie przemijaniu i o śmierci, która jest nieodłączną towarzyszką życia. I tutaj, kiedy ona nadchodzi, to dla jednych jest to oczywiście koniec ich świata, ale pozostali żyją dalej, bo tak naprawdę chociaż nasze życie jest dla nas bardzo ważne, to takim samym, przeciętnym życiem z przeciętnymi problemami żyją setki tysięcy innych ludzi. Nawet jeśli nie jest to wioskowy, lokalny grajek tylko światowej sławy modelka, to w gruncie rzeczy jesteśmy tylko małą cząstką większej całości powielając te same błędy, dramaty, radości czy tragedie, co inni ludzie. Takie zwyczajne i przeciętne błędy, dramaty, radości czy tragedie.

Sam tak do końca nie wiem, czy sednem tej powieści jest życie w najróżniejszych jego odmianach, czy może bardziej równie różnorodna śmierć i nasze przemijanie. Oglądamy dziewiętnaście opowiadań, dziewiętnaście żyć, które w pewnym momencie się kończą – bywa, że raptownie, bywa, że spokojnie w samotności. Miałem też czytając poczucie, że każdemu z bohaterów czegoś brakuje do szczęścia i do przeżycia tego życia w pełni – bliskości, miłości, czasu czy zdrowia. Miałem wrażenie, że gdzieś tam przewija się cały czas motyw o tym, żeby żyć życiem tu i teraz, bo te chwile się już nie powtórzą, a potem może być za późno. Poruszają nas one mniej lub bardziej i mamy czasami wrażenie z jednej strony nieuchronności umierania, a z drugiej jakiegoś jego bezsensu. Tutaj to chyba bardzo zależy od konkretnego opowiadania i inaczej rozłożony jest w nich balans pomiędzy tymi dwoma rzeczami.

Język
Jest w tej książce coś, czego nie rozumiem. A mianowicie to, że mi się podobała.
Ale to takie podobanie trochę dziwne, bo mając w pamięci to, że kocham fantastykę, przeczytajcie sobie moją recenzję np. “Całe życie” Roberta Seethalera czy „Innej duszy” Łukasza Orbitowskiego – ostatnio dość często podobają mi się powieści, które na pierwszy rzut oka nie mają prawa mi się podobać. A jednak wynajduję w nich coś, co powoduje, że nie odkładam niedokończonej książki na półkę i daję się jej pochłonąć.
Czytasz powyższy opis fabuły, czy raczej zbioru fabuł i zastanawiasz się, co tutaj może być fajnego? Co takiego może być interesującego, żeby czytać o zwykłym życiu zwykłych ludzi?
To język.
To zawsze jest język, który potrafi nawet z historii pozornie banalnej czy sztampowej wydobyć coś, co nas właśnie do niej przykuje i nas pochłonie. „Ślady” to nie jest łatwa książka, to nie jest tak ukochana przez mnie literatura rozrywkowa, która ma tylko poprawić mój nastrój czy być odskocznią od codzienności. To wiele historii, często trudnych, choć pozornie zwyczajnych, które jednak prowokują do przemyśleń nad życiem, śmiercią, przemijaniem i sensem życia. Chociaż czyta się ją dosyć szybko i, co dziwne, lekko, to jednak sama w sobie absolutnie lekka nie jest – Małecki pomimo poruszania kwestii trudnych wcale nie stworzył dzieła „dusznego” i ciężkiego.

I to własnie jest zasługa języka, jakim została napisana. Małecki włada piórem po mistrzowsku, doskonale łącząc bardzo plastyczne opisy z językiem miejscami wręcz poetyckim, ciekawie zarysowując postacie i historie, które wciągają nawet pomimo tego, że przecież całość jest zbiorem opowiadań, a więc bardzo krótkich form literackich. Skupiając się na pozornie nieistotnych detalach, drobiazgach porzuconych w kącie czy krótkich zdarzeniach wciąga nas w życie swoich bohaterów i nie pozwala na porzucenie lektury przed jej zakończeniem. Prawdziwą maestrią jest, jak autor takie właśnie skrawki potem wiążą ze sobą kolejne historie, na pierwszy rzut oka nie mające ze sobą nic wspólnego.
Może to zaleci trochę banałem, ale miałem pewność, że własnie obcuję z literaturą przez duże „L”, a nie książką napisaną na kolanie, żeby kasa się zgadzała.

Podsumujmy
Powtórzę się po raz kolejny, ale cieszę się, że dzięki naszemu projektowi przeczytałem coś, od czego normalnie trzymałbym się z daleka. Bo trochę tak, jak bohaterowie „Śladów” – żyję życiem zwyczajnym i tak naprawdę od literatury oczekuję raczej rozrywki i odskoczni od tej zwyczajności. A tu po raz kolejny przekonuję się, że o tej szarej codzienności można stworzyć dzieło ciekawe, spójne i dające bardzo mocno do myślenia. Wydawać by się mogło, że na ten temat wszystko już było i nie da się napisać niczego nowego czy odkrywczego. A jednak.
Może to kwestia pewnej dojrzałości? Bo mam wrażenie, że do powieści Małeckiego trzeba dojrzeć, nie każdemu ona podejdzie, nie każdy zrozumie jej sens. Sprzyja temu również zabieg autora, który nie interpretuje tego, o czym czytamy, pozostawiając wyciąganie wniosków nam, czytelnikom.

Czy polecam? O tak, bardzo. Ale to specyficzna książka i nie wolno o tym zapomnieć.

Życie jest bardziej jak zbiór opowiadań. Poszarpane, nieprzewidywalne.

Właśnie takie jak Ślady.
Prostota. Minimum środków maksimum treści. Małecki nie ładuje w książkę ozdobników, „epitecików”, „metaforek” i innych stylistycznych środków przekazu. Nie wpycha na siłę i nie dociska buciorem (opcjonalnie: czerwonym trampkiem;D) ckliwych zdań, skąpanych we łzach i krzyku egzystencjalnym. Ma się wrażenie, że Małecki „se siada i se pisze”. I wychodzi mu to pięknie. I specyficznie. Na tyle „inaczej”, że czytelnik nie odczuwa wzbierającej erupcji entuzjazmu, nie chwyta chusteczek i głosem pełnym łez nie krzyczy „telmiłaj???”. A jednak „coś” w czytelniku się zmienia. Niedostrzegalne na pierwszy rzut oka rysy, albo inaczej – ślady, delikatne i subtelne. Nie na piasku, bo te giną wraz z pierwszą silniejszą falą zapomnienia, ale ślady wyryte w wyobraźni i wrażliwości ludzkiej.

Ślady to zbiór krótkich opowiadań połączonych bólem, smutkiem i żalem za utraconym życiem. Opowiadania zazębiają się, razem wydeptują ścieżkę do serca i umysłu czytelnika. Małecki pisze o śmierci, o odtrąceniu, miłości, samotności. Bez patetycznych wtrętów, bez suspensu, bez zwrotów akcji. Nieustannie kołacze mi w głowie myśl, że powieści Pana Małeckiego są takie jak on sam – pod grubą warstwą autentycznej skromności kryje się głębia i piękno.

Garść notatek moich, czyli osoby, która nie dygotała czytając Dygot i na takiż dygot nie nastawiała się sięgając (lekko z musu) po Ślady:
– Chwaścior, już sam przydomek kaleczy duszę i empatię.
– Melancholijna opowieść. Można zakopać teraźniejszość i przyszłość z jednym wydarzeniem z przeszłości.
– Jak to skomentować? Nawet Autor stosuje unik. Nie pisze o strzaskanym wnętrzu, tylko powolnej utracie samego siebie, tak jak Eugenia chowała kawałek siebie z każdym chowanym zwierzęciem.
– Jak można tak zmarnować życie?
– Rety, jak oni się kochali!

Ślady trafią absolutnie do każdego i poruszą jedną, trzy, piętnaście strun w człowieku. To, co uczynią z nami Ślady zależy od naszego wnętrza, od stanu emocjonalnego i wrażliwości. Może otworzą kufer wspomnień, może roztrzaskają nasze klapki na oczach, a może chwycą za rękę i rozkażą: „olej tamto, co było” albo „napraw to, póki możesz”.
Ewentualnie: „nie bój się kochać”.

Podoba się? Udostępnij:
  • 9
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    9
    Udostępnienia


Podoba się? Udostępnij:
  • 9
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    9
    Udostępnienia
  • 9
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
%d bloggers like this: