Wydawnictwo zadbało, aby wydanie debiutanckiej powieści C.J. Tudor stało się wydarzeniem jeszcze na długo przed oficjalną jej premierą. Pod względem marketingowym to prawdziwa bomba. Własny fanpage, duża ilość materiałów, reklamy i całkiem pokaźna liczba egzemplarzy recenzenckich sprawiła, że okładka z kredowym ludzikiem od dawna jest rozpoznawalna wśród potencjalnych czytelników.

W wielu recenzjach widać również porównania do “To” Stephena Kinga. Czy tak rzeczywiście jest?

Kredziarz - C.J. Tudor

Książka jest rzeczywiście ciekawa. Zaryzykuję stanowisko, że jak na debiut to jest więcej niż dobrze. Kredziarz to historia obyczajowo kryminalna o lekkim zabarwieniu grozowym. Paczka dzieciaków wiodących dość beztroskie życie w niewielkim miasteczku, posiadająca swoje zwyczaje, kody, powiedzonka i specyficzne relacje, niekoniecznie zrozumiałe dla osób spoza ich otoczenia stara się jak najfajniej spędzić letnie wakacje. Jednym ze sposobów ich komunikacji staje się rysowanie znaków kredą. Każdemu z członków paczki przydzielony zostaje odpowiedni kolor, stąd wiadomo kto pozostawił daną wiadomość. Gdy pojawiają się znaki namalowane kolorem, który pozostał nieprzydzielony, a podążające nimi dzieci natrafiają na ciało bez głowy, beztroskie dzieciństwo trochę się komplikuje.

Śmierć dziewczyny w lesie jest wydarzeniem centralnym w tej książce, muszę jednak zaznaczyć, że jest wiele wydarzeń pobocznych, które również nadają książce dynamiki i pogłębiają wrażenie tajemniczości. Całość jest napisana przyzwoitym i rytmicznym językiem, więc książkę czyta się przyjemnie i szybko. Smaczku dodaje fakt, że narracja jest prowadzona z dwóch perspektyw czasowych: W trakcie wydarzeń oraz wiele lat później, kiedy to historia rykoszetem odbija się na dorosłym już życiu bohaterów.

A co z tym odniesieniem do Kinga? W mojej ocenie poza faktem, że główną rolę grają tutaj dzieciaki zasuwające na rowerach oraz tym że – tak samo jak w TO – zakończenie jest najsłabszym elementem książki, nic nie przemawia za tym aby te dwie historie ze sobą porównać. To jednak trochę tak jakby ktoś porównywał Turbacz do Mount Blanc. Niby to i to góra, ale… nie do końca. Co by nie myśleć o zakończeniu TO, historia Kinga jest jednak lata świetlne przed Kredziarzem. Mimo wszystko uważam, że autorka bardzo dobrze się spisała jak na debiut i wróżę jej świetlaną przyszłość jeśli tylko będzie się pisarsko rozwijać.

Polecam przeczytać. Myślę, że nikt nie będzie się nudził, wręcz przeciwnie. Kredziarz to dobra historia z dreszczykiem z jednej strony i przypomnieniem młodzieńczych lat z drugiej. Pomimo kilku fabularnych niedociągnięć, mi się podobało 🙂

Moja ocena
  • 85%
    Pomysł - 85%
  • 75%
    Język - 75%
  • 75%
    Akcja - 75%
  • 70%
    Emocje - 70%
76%
%d bloggers like this: