Tak się składa, że żeby napisać coś więcej o tej książce to muszę uciec się do pewnego rodzaju ekshibicjonizmu. Otóż specyfika mojej pracy spowodowała taką organizację naszej rodziny, że to głównie ja zajmuję się dzieckiem i domem. Tak wyszło, ale z perspektywy czasu widzę, że to całkiem fajne, chociaż bardzo wyczerpujące życie. Niemniej jednak tych kilka lat bycia kurą domową, sprawiło że mój umysł i postrzegania świata przesunął się trochę w kobiecą stronę. Na obecnym etapie życia jestem, można powiedzieć, trochę mentalnym hermafrodytą. A piszę o tym dlatego, że prawdopodobnie gdyby moja codzienność składała się z wyjścia do pracy, powrotu do domu, wszamania gotowego obiadu i otwarcia piwka do meczu lub filmu, książka o której dziś Wam napiszę zupełnie by mnie nie zainteresowała.

Z główną bohaterką książki łączy mnie jeszcze jedno. Mogę przypuszczać, że jest jedynaczką z bogatym światem wewnętrznym i prowadzącą nieprzerwany dialog wewnętrzny. Dialog ten jest momentami tak absurdalny, że do końca książki właściwie nie byłem pewien, czy autorka całą tą historię bierze na poważnie, czy to jest jedna wielka ‘beka’. Tyle tylko, że gdzieś w głębi siebie wiem, że robię dokładnie to samo.

Cheryl jest samotną kobietą w średnim wieku. Pracuje w firmie zajmującej się szkoleniami oraz produkcją materiałów instruktażowych z zakresu samoobrony (dla opornych). Cheryl jest przewlekle zestresowana, Cheryl jest zgorzkniała, Cheryl jest pedantką, Cheryl jest doskonale bierna, Cheryl daje się wmanewrować w “przechowanie’ nastoletniej i zblazowanej córki szefów pod swoim dachem.

Teraz posłuchajcie mnie uważnie 🙂 To co tam się dzieje, zarówno emocjonalnie jak i fizycznie, jest nie do opisania. Ja się czułem jak w gabinecie krzywych luster. Absurd goni absurd, idiotyzm przegrywa z jeszcze większym idiotyzmem. To są wydarzenia, które teoretycznie nie mają prawa się zdarzyć, jednak idę “o stówę”, że życie jednak pisze tak pokręcone scenariusze.

Nie potrafię jednoznacznie się określić, czy książka ma wydźwięk pozytywny czy negatywny. Z pewnością jest to historia o poszukiwaniu samego siebie, o walce ze swoimi demonami i kompleksami. Autorka pokazuje też jak bardzo można nagiąć granice tzw. normalności. O ile obie strony są zgodne i akceptują warunki gry, to można naprawdę w ekstremalny sposób wentylować swoje emocje. Jeśli tylko to pomaga, to jest OK. Jest w końcu w tej książce przemycona historia o cieple, odpowiedzialności i opiekuńczości.

Tak jak pisałem na wstępie, to literatura dość kobieca. To, że odbieram ją tak, a nie inaczej wynika z wielu czynników. Na tyle obiektywnie, na ile potrafię to ocenić – to literacka, acz kontrowersyjna perła. Panom nie polecam, chyba że wrażliwym. Paniom powinna się spodobać, szczególnie tym niezbyt pruderyjnym 🙂