Czasem autor pisze tak dobrze, że aż czuję zazdrość. Uczucie to pogłębia się tym bardziej, im bardziej wiek autora zbliżony jest do mojego.

Innym razem autor pisze w taki sposób, że człowiek zastanawia się czy nie zlecił tego Ghost Writerowi. Potem jednak można dojść do wniosku, że – szczególnie jeśli to debiut – taki styl i forma dodaje tylko autentyczności i świadczy o tym, że autor jednak pracował samodzielnie.

Dzisiaj przybliżę Wam dwa zbiory opowiadań ludzi filmu. Wybitnego Toma Hanksa nikomu przedstawiać nie trzeba. Nic Pizzolatto jest znany głównie jako scenarzysta serialu “True Detective”.

Ponieważ jednak chciałem te antologie zestawić ze sobą, wyjątkowo posłużę się listą argumentów, opatrzonych krótkich wstępem.

W drodze nad morze żółte

Nic Pizzolatto


“W drodze nad morze żółte” jest moim drugim spotkaniem z panem Pizzolatto. Wcześniej zachwycałem się naturalistycznym kryminałem “Galveston”, który z miejsca skradł moje serce. Tym razem zafundował  nam emocjonalną podróż, podczas której na siedzeniu pasażera towarzyszy nam jeden z podstawowych ludzkich lęków. To jedenaście opowiadań podszytych emocjami związanymi z utratą kogoś, czegoś lub… siebie. W jednych opowiadaniach to już się stało, w innych dopiero nastąpi. Wszystkie są godne uwagi.

  • Słowa: Język, którym posługuje się Nic jest jednym z najbardziej subtelnych i obrazowych, z jakimi miałem do czynienia (cytaty poniżej). W tej pięknej i naturalnej formie potrafi również odwzorować prawdziwy ogrom wewnętrznych tragedii swoich bohaterów.
  • Podszepty: Autor wielu rzeczy nie mówi wprost, pobudzając ambitnego czytelnika do samodzielnej psychoanalizy swoich bohaterów. Ktoś kto szuka tylko rozrywki i tak ją znajdzie. Ci którzy lubią szukać drugiego dna będą zachwyceni.
  • Poziom: Wierzcie lub nie, ale to najrówniejszy zbiór jaki wpadł mi w ręce (a trochę ich na swoim koncie mam). Jak do tej pory dorównuje mu tylko Jakub Małecki i jego “Ślady”. Jeśli w “Drodze nad morze żółte” znalazłem opowiadanie poniżej poziomu ogółu, to wciąż jest to co najmniej dobry tekst.
  • Bohaterowie: Naturalni, ludzcy, empatyczni, wielowymiarowi. Sztuka tym bardziej trudna, że mamy do czynienia z krótką formą, która nie pozwala na rozwlekłą kreację postaci.
  • Świat: Są tacy, którzy nie lubią opisów natury. Ja trochę do nich należę, bo większość jest zwyczajnie pretensjonalna. Tym razem byłem zachwycony.
  • Spójność: Wszystkie teksty są nie tylko o czymś, ale też o czymś ważnym. Już w “Galveston” miałem wrażenie, że autor stara się ukazać to, jak bardzo destruktywne jest życie w ciągłym biegu, bez zatrzymywania się. Przy okazji tej lektury ugruntowałem się w przekonaniu, jak wiele można utracić nie zatrzymując się – chociaż (jak wiele rzeczy) nie jest to powiedziane wprost.
  • Konkluzja: Facet jest bezczelnie utalentowanym pisarzem i obserwatorem.

Kolekcja nietypowych zdarzeń

Tom Hanks


Jeśli przeczytaliście dość obszerną listę argumentów dotyczącą poprzedniej książki, to z antologią Toma Hanksa będzie znacznie prościej. Opowiadania Hanksa NIE mają tego wszystkiego, co zostało ujęte powyżej.

“Kolekcja nietypowych zdarzeń” to siedemnaście tekstów, historii, które wydawca opisuje jako napisane z dystansem i humorem. Opowiadania nie miały dla mnie żadnego wspólnego mianownika. Czytając czułem się trochę jak w sklepie 1001 drobiazgów. I chociaż udało mi się znaleźć dwie perełki, to część opowiadań była tak plastikowa, że nie dobrnąłem do końca i brałem się za kolejne. Poniżej zawrę kilka moich prywatnych przemyśleń – znów w formie listy:

  • Humor? Może i tak, ale nie mój. Wydaje mi się, że dość hermetyczny, hollywoodzki, branżowy. Być może koledzy i koleżanki po fachu mieli ubaw. Ja nie.
  • Realia: Odstrzelone od rzeczywistości, w której funkcjonować będzie większość czytelników. Dużo niepotrzebnych nazw produktów, miejsc, które znane są lepiej w Stanach Zjednoczonych, a dobrze tylko osobom pokroju Toma.
  • Emocje: To nie tak, że nie ma, ale ciężko mi było się zgrać. W mojej ocenie wszystkie opowiadania kończyły się albo o parę zdań za późno, albo odrobinę za wcześnie, aby pozostawić mnie w odpowiednim punkcie.
  • Bohaterowie: Tutaj miejscami było nieźle, ale dialogi jak w scenariuszu. W książce nie da się jednak nadrobić grą aktorską.

Nie mam nic przeciwko, aby Tom Hanks realizował się jako pisarz, ale ja tego nie kupuję i zostanę przy jego kreacjach aktorskich, których wysoki poziom nie podlega żadnej dyskusji.

Kilka cytatów

W drodze nad morze czerwone.


Nie przyglądaj się Morzu Żółtemu na mapie, nie zastanawiaj się nad jego głębią ani kształtem fal. Nie rozmyślaj o zaginionych rodzicach i dziewczynach. Niech cię nie kusi wyjaśnianie ich historii, bo w końcu zrozumiesz, że odpowiedź nie oznacza rozwiązania, a sama historia bywa czasem jedynie wymówką.
Jeśli musisz, możesz sobie wyobrazić miejsca, w których będzie się toczyć ta opowieść, jej nastrój i pogodę towarzyszącą wydarzeniom. Mów sobie, że znajdziesz świat, w którym poczujesz się mniej opuszczony i zależny od iluzji. Jeśli musisz.
Tylko wyjedź, zanim się rozmyślisz.

Jestem czarnym ptakiem, który przycupnął na księżycu, ideą, która żyje gdzieś pomiędzy plotką a fantazją, kształtem, który chciałoby się zobaczyć, wpatrując się w nocne niebo.
Jestem mitem, niezidentyfikowanym obiektem latającym, nosicielem burzy, a z tą rolą wiążą się właściwe jej rytuały, właściwa jej dyscyplina. Niżej, gdzieś w lesie lub w mieszkaniach po drugiej stronie rzeki, czekają ludzie uzbrojeni w teleskopy, gotowi wtłoczyć mnie w swoje fantazje. Otwieram okno i siadam na parapecie. Łagodna pieszczota wiatru. Palce zaciśnięte na uchwycie otwierającym spadochron.
Jestem duchem.
Banzai.

Przeszłość to życie, które dzieli się na fragmenty, ledwie zapamiętane sceny, znaczące tylko dla tego, że nie masz ich z czym porównać, życie, które sprowadza się w pewnym momencie do pary zielonych oczu, które być może widziałeś pewnej nocy, gdy zastanawiałeś się, co robisz tak późno w drodze i jak masz wrócić do domu, a one mrugnęły na ciebie z nieba. Lat, których nie potrafisz sobie przypomnieć, bo byłeś zbyt zajęty udawaniem melancholii, by ukryć prawdziwy smutek.

Ona sądziła, że Sam się nie odzywa, ponieważ myśli o tamtej, a on nie wyprowadzał jej z błędu. Im bardziej zamykał się w sobie, tym Joanne gorliwiej planowała ich wspólną przyszłość. Ponieważ jednak nie potrafił się na nic zdecydować, pozostawał niewzruszenie bierny.
Następnego lata wzięli ślub.