Opisując tę książkę nie ma potrzeby silić się na ekwilibrystykę. “Chcę wierzyć w waszą niewinność ” to solidna dawka prawdziwych historii, które nigdy nie kończyły się happy endem. Prawdę mówiąc nie miałem świadomości istnienia instytucji tłumacza sądowego. Oczywiście logicznie rozumując taka funkcja jest konieczna, ale wyobrażałem ją sobie jednak trochę inaczej. Nie wiem jak Autorka sypia dzisiaj, ale jeśli chociaż umiarkowanie dobrze, to jestem pełen podziwu dla jej siły psychicznej.

“Słowa to najmniejszy problem w pracy tłumacza – wydostają się z krtani, lecą przez chwilę, trafiają do adresata, potem spadają na ziemię i gniją. Ale obrazy zostają, wyświetlają się potem przez lata”

Jak wynika z książki, tłumacze sądowi nie są w żadnym wypadku przygotowywani na to co ich czeka. Oczywiście przechodzą szkolenia, mają wytyczne, wreszcie otrzymują uprawnienia, ale jeśli komukolwiek wydaje się, że ich praca ogranicza się do maszynowej transkrypcji tekstu i wypełnianiu formularzy to jest w wielkim błędzie.

“Na cmentarzu Świętego Pawła w Holbrooks pojawiły się następnego dnia kwiaty, zabawki i balony. Lokalna społeczność uczciła dzień urodzin Daniela. Na jednej z kartek widniał napis: Twoja matka popełniła samobójstwo, i to najlepszy prezent, jaki mogła ci dać na urodziny. Śpij spokojnie z aniołkami.

Magda Louis opisuje kilkanaście spraw, w których brała udział na Wyspach. Jak sądzę, to tylko ułamek jej kariery. Wszystkie sprawy dotyczą pośrednio lub bezpośrednio naszych rodaków. Mniej empatyczni czytelnicy otrzymają rzetelną relację z postępowań, dochodzeń i rozpraw. Dowiedzą się o funkcjonowaniu brytyjskiego prawa i jego absurdach. Ci, którzy empatii mają więcej, dostrzegą całe pokłady ludzkich tragedii, szarpania się z życiem na obczyźnie, wstyd, ale też jego brak. Oczywiście nie zabraknie dewiacji i zwyrodnialstwa. Ale Magda Louis pokazuje też kawałek rzeczywistości okołopodmiotowej. Znajomych, rodziny, współpracowników, funkcjonariuszy państwowych. Wszystko to złoży się na ciekawe opowieści bazujące na prawdziwych wydarzeniach, jednak snute z beletrystycznym zacięciem.

“W niedzielę piło się inaczej, na smutno, trochę z żalu za sobotą, bardziej z tęsknoty za tym, co zostało w kraju.”

Gdybym miał znaleźć jakąś negatywną cechę tej pozycji, to początkowo miałem kłopot z formą. Książka jest napisana językiem, który wydawał mi się momentami za mało formalny na dokument, a zbyt formalny do snucia opowieści. Wrażenie zniknęło po pierwszych kilkudziesięciu stronach, więc być może to był tylko przeszkadzający powidok poprzedniej przeczytanej przeze mnie książki.

Bardzo, bardzo polecam!

Moja ocena
  • 85%
    Pomysł - 85%
  • 80%
    Język - 80%
  • 75%
    Akcja - 75%
  • 90%
    Emocje - 90%
83%