Po lekturze Outsidera, jak bumerang powraca pytanie, czy Stephen King nie powinien udać się na zasłużoną emeryturę. Jak wiele kreatywnych pomysłów można wykrzesać z jednej głowy? Jak wiele porywających historii może wyjść spod jednej ręki? W końcu czy mając kilkadziesiąt powieści i wiele opowiadań można ustrzec się autoplagiatu?

Te same pytania, kolejna książka i… te same odpowiedzi: Jak widać na przykładzie Kinga, można nie mieć dna w głowie, można pomysły materializować w taki sposób, że kilkaset stron mija jak oka mgnienie. Można też, zamiast męczyć się i pilnować, żeby w którymś momencie się nie powielić, zwyczajnie zawiązać do swoich poprzednich historii. Podejrzewam, że King jest z tych, którzy pracują mądrze – dla niego to ułatwienie, a dla czytelnika przyjemnie znów odwiedzić miejsca lub ludzi z książek przeczytanych “kiedyśtam”.

Outsider to nadspodziewanie dynamiczny kryminał. W całej historii nie znalazłem tak charakterystycznych dla Kinga obyczajowych przystanków. Czytając książkę nie ma się jednak wrażenia, że Autor gdziekolwiek się spieszył. Przeciwnie. King stawia nas na średnio stromym, ale jednolicie nachylonym stoku, kopie nas w dupę na początku, a potem patrzy jak równiutko, aż na sam dół lecimy w towarzystwie odrywających się kawałków skał.

Tradycyjnie, jak w każdej (prawie) historii Kinga pojawia się wątek nadnaturalny, tradycyjnie mamy ludzi, którzy w to wierzą i takich, których niewiara podsyca emocje czytelnika jeszcze bardziej. Tym razem Autor oparł się na legendach o potworze, który porywał dzieci, aby… noo sami poczytajcie, to będziecie wiedzieć 🙂

Książka w mojej opinii jest bardzo zrównoważona. Jest kilka znanych fanom Kinga zabiegów, ale tez kilku charakterystycznych dla Króla nie znajdziemy. Akcja jest wartka, logiczna i spójna. Kompletnie nie mam się do czego przyczepić. Nawet zakończenie mu się wyjątkowo udało bez zarzutu. I zdania w tym temacie nie zmienię. Outsider jest moim zdaniem lepszy niż Śpiące Królewny, bardziej oryginalny, mniej powielający pomysły i widocznie dopracowany. Nieśmiało wysunę wniosek, że King to jednak egoista i praca w pojedynkę służy mu najbardziej. HOWK, niech tak będzie 🙂

Na siłę, bardzo na siłę, ale się doczepię do jednej rzeczy. Każdy z mających o sobie wielkie mniemanie ma jakiś wyraźny cel. Jedni chcą zagłady ludzkości (Szatan), inni jej zbawienia (Bóg), jeszcze ktoś ma jakiś cel mniej lub bardziej polityczny (Brevik), jeden psychopata tylko podczas zabójstwa się spełnia seksualnie, a inny jest fanem ludzkiego mięsa, lub z wydaje mu się, że z kości otrzyma eliksir młodości. Kuba Rozpruwacz też miał ponoć za cel oczyszczania świata z brudnych dziewczynek, ale to akurat nigdy nie zostało udowodnione. Strachu z Outsidera być może miał jakiś cel, ale dla mnie zupełnie niewidoczny. Nie udało mi się uchwycić czemu ta istota w ogóle funkcjonuje i w imię czego. To trochę tak, jakby jedynym celem człowieka było zjedzenie jajecznicy rano i nic więcej. A gdzie cel nadrzędny: przedłużenie gatunku, czy postęp ludzkości? Niemniej jednak w żadnym stopniu nie ujmuje to całej historii.

Polecam książkę szerokiemu gronu czytelników. Większości powinno się spodobać. Jako wstęp proponuję przeczytać trylogię kryminalną Kinga (będzie w sumie jakieś 1600 stron :P) – jest trochę spojlerów w Outsiderze 😉

Ekstra punkt dodaję za nawiązania do Mrocznej Wieży 🙂

Moja ocena
  • 90%
    Pomysł - 90%
  • 95%
    Język - 95%
  • 98%
    Akcja - 98%
  • 95%
    Emocje - 95%
95%
%d bloggers like this: