Mali ludzie – Michael Hughes

Podoba się? Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Wyjątkowo będę się posiłkował oficjalnym opisem okładkowym książki:

Londyn, koniec 1999 roku. Chris, zdolny programista, pracuje w firmie, która stara się zapobiegać efektowi tak zwanej pluskwy milenijnej, mogącej sprawić, że w noc sylwestrową zostanie sparaliżowana sieć komputerowa na całym świecie. Ten zamknięty w sobie milczący młody człowiek nie ma zbyt wielu znajomych, jedyną bliższą mu osobą jest koleżanka z pracy, Lucy, dziewczyna o dość osobliwym wyglądzie i sposobie bycia.
Pewnego dnia Chris zauważa na targu staroci tajemniczą starą drewnianą układankę i nagle czuje, że po prostu musi ją kupić.

Wtedy rozpoczyna się zaskakująca podróż przez wieki, podczas której widzimy doznającego oszałamiających wizji Williama Blake’a, ślepego poetę Johna Miltona, który właśnie ukończył swe wiekopomne dzieło, i szaleńca dokonującego brutalnych morderstw na West Endzie. Oglądamy dawny Londyn z jego szczególnym klimatem i niepowtarzalną atmosferą.

Skąd jednak bierze się to dziwne uczucie, że świat niedługo się skończy?

 

Kompletnie mi ta pozycja nie podeszła. Niby temat wdzięczny, ale kompletnie nie mogłem się w tej historii odnaleźć. Nie wykluczone, że znajomość twórczości Williama Blake’a i Johna Miltona by pomogła, ale w takiej sytuacji oczekuje od autora takiego poprowadzenia tematu, żeby czytelnikowi samodzielnie chciało się zgłębić wiedzę, której nie posiada, a która jest kluczowa do odbioru tekstu. Hughesowi nie wyszło i to w moim przypadku. Do tego wszystkiego, jak na złość (dla autora), na historie mające swoje miejsce w XVIII i XIX wieku, reaguję alergicznie. Miałem kilka podejść i poza dwiema, może trzema, zawsze kończyło się to bardziej niż źle.

Przypuszczalnie, gdyby nie łącznik w postaci współcześnie żyjącego programisty i zagadkowej układanki, w ogóle bym po tę książkę nie sięgnął. Moje nadzieje zostały rozbudzone i… zgasły dość szybko. Nie było to dla mnie ani ciekawe, ani specjalnie dobrze napisane. Poza nielicznymi momentami, książka dłużyła mi się niemiłosiernie. Jedyny plus to skomplikowana budowa fabuły. Kiedy widziałem ładne określenie na tego typu zabieg: szkatułkowa budowa. I rzeczywiście autor dobrze sobie poradził. Tylko w mojej ocenie niewiele to zmienia.

Moja ocena
Ocena końcowa:
58.8%
58.8%
  • Pomysł - 75%
    75%
  • Język - 65%
    65%
  • Akcja - 55%
    55%
  • Emocje - 40%
    40%

Podoba się? Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •