Ostatni brzeg – Nevil Shute

Podoba się? Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Czasem tak jest, że milczenie jest bardziej wymowne od słów. Czasem jest tak, że drobny gest jest bardziej ujmujący niż mocno ekspresyjne zachowanie. Czasem wreszcie bardziej przejmujący jest obraz malej normalności z wielką niesprawiedliwością w tle, niż sama ta niesprawiedliwość.

Ostatni brzeg jest w zasadzie historią obyczajową (bardziej preapokaliptyczną niż postapokaliptyczną), dosłownie z czterema, może pięcioma aktorami. Nieskomplikowana fabularnie akcja dzieje się w Australii, jednym z ostatnich miejsc, do którego nie dotarła jeszcze radioaktywna chmura globalnego konfliktu nuklearnego. W zasadzie wszystko co Ci ludzie próbują robić, to żyć normalnie. I to jest tak okropnie przejmujące. Oni znają przybliżoną datę, w której wiatr przywieje do nich śmierć, ale starają się żyć NORMALNIE. Robią zakupy, gotują, jadą na ryby, chodzą do pracy, zawierają znajomości, wychowują dzieci. Dodatkowo Autor wyposażył swoich bohaterów w wielką kulturę osobistą. To dziwne, że w ogóle o tym piszę, i że zwróciłem na to uwagę. Być może tak zachowywali się ludzie w latach pięćdziesiątych, ale umówmy się… Kto by się trzymał zasad na kilka miesięcy przed nieuniknionym? A może jednak? A może można jeszcze przy tym się zachwycić?

„[…] wszystkie wiadomości dziennika bywają złe: żądanie podwyżki płac, strajki, wojny, więc osoba mądra nie powinna na to zwracać uwagi. Istotne znaczenie ma fakt, ze jest piękny słoneczny dzień i że pierwszy narcyz już kwitnie, a za narcyzem jaśnieją złotawe pączki żonkilów.”

W tej książce jest absolutnie wszystko, czego oczekuję od wysokiej klasy literatury. Nie znajdziesz w niej natomiast paniki. Trudno powiedzieć, żeby Ci ludzie byli nieświadomi tego co ich czeka, przeciwnie. Ale każdy z nich ma wielkie pokłady jakiejś potężnej siły i nadziei, że może jednak ten cały bajzel ich ominie. Chcą żyć, normalnie, do końca, bez tracenia cennych sekund na użalanie się i frustracje.

„[…] nikt z nas nie zdąży zrobić tego, co sobie zaplanował. Ale możemy przecież posuwać swoje prace naprzód, dopóki się da”

Ostatni brzeg jest książką równie ciepłą co dramatyczną. Trzeba przypomnieć, że została wydana zaldwie 12 lat po spuszczeniu bomby atomowej na Hiroshimę, więc trafiła do ludzi, którzy doskonale pamiętali te wydarzenia. Niemniej jednak z perspektywy lat sześćdziesięciu, ta historia ani trochę nie straciła na wartości, ani aktualności. Stworzone przez Nevila postaci, mogą być wzorem do naśladowania na wielu płaszczyznach, w szczególności w sytuacjach stresowych. I nie mam tutaj na myśli tak ekstremalnego stresu jak wojna nuklearna, ale choćby codzienne problemy i lęki.

„Bywają takie idiotyzmy, których nie da się po prostu przerwać. To znaczy, jeżeli paręset milionów ludzi decyduje, że ich honor narodowy wymaga, żeby rzucali bomby kobaltowe na swego sąsiada, przecież nie bardzo ty czy ja możemy temu zaradzić. Nadzieja byłaby tylko w wypadku, gdyby ich się zaczęło uczyć rozumu.”

Motto z tej książki? Walcz (z klasą) do końca! A jeśli już nie będzie sposobu, odejdź z godnością.

Moja ocena
Ocena końcowa:
92%
92%
  • Pomysł - 90%
    90%
  • Język - 95%
    95%
  • Akcja - 85%
    85%
  • Emocje - 98%
    98%

Podoba się? Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •