Papierowe duchy – Julia Heaberlin

Podoba się? Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Pamiętacie popularne naście lat temu kartki pocztowe 3d? Miały karbowaną powierzchnię i w zależności od tego, pod jakim kątem się na nie patrzyło przedstawiały różne obrazki lub sceny. Papierowe duchy kojarzą mi się właśnie z taką kartką. Tę książkę należy rozważać z dwóch punktów widzenia.

 

Punkt widzenia: Historia kryminalna

Autorce udało się stworzyć fabułę, której jeszcze nie było – a przynajmniej ja nie słyszałem o podobnej. Akcja książki opiera się na motywie zaginionych dziewcząt. Dziewczyny znikały w różnym czasie i miejscu, chociaż biorąc pod uwagę rozmiary Ameryki, działo się to mniej więcej w jednym obszarze. Częścią wspólną zaginięć miał okazać się szanowany fotograf Carl, uniewinniony w procesie z powodu braku dowodów. Artysta w końcu ląduje w ośrodku opieki osobami chorymi na demencję. Bohaterka natomiast, jest siostrą jednej z zaginionych dziewczyn i poświęca większą część swojego życia na obsesyjną próbę poznania prawdy. Po latach przygotowań fizycznych i mentalnych, postanawia zrealizować swój plan i zabiera Carla na tygodniową „wycieczkę” po Teksasie, do miejsc, które – jak ma nadzieję – przywrócą mu pamięć o dokonanych morderstwach. Celem ostatecznym jest odnalezienie siostry, żywej lub martwej.

 

Punkt widzenia: Demencja

Carl jest sarkastycznym facetem. Zachowuje się momentami jak rozkapryszone dziecko, żeby parę stron później pokazać oblicze szybko i logicznie myślącego człowieka. Ma swoje zachcianki, ale też wywiązuje się ze swoich obietnic – przynajmniej z większości. Rachel wydaje się, że panuje nad tym niestabilnym umysłem, ale wszystko wygląda jak pierwszy taniec obcych sobie ludzi. Co rusz oddalają się od siebie zamiast zbliżyć, następują sobie na stopy i kopią po goleniach.  Cyklicznie gubią się i odnajdują (mentalnie), a każde z nich pewne jest, że wszystko kontroluje. Nic bardziej mylnego.

 

Konkluzja

To nie jest wbrew pozorom łatwa książka. Z punktu widzenia historii kryminalnej, mamy do czynienia z wręcz atomowym ładunkiem. Gdyby Autorka skupiła się tylko na niej, mógłby wyjść prawdziwy majstersztyk. Niestety nie wyszedł. Książkę czyta się szybko, płynnie i w lekkim poczuci napięcia, co jest ok, ale można było z tego wycisnąć znacznie więcej. To jest cena za podkopanie kryminału chęcią pokazania czytelnikom czym jest demencja. Autorka spersonifikowała tę chorobę w postaci Carla, a Rachel nadała status opiekuna. Te ich zagmatwane, często niezrozumiałe relacje są obrazem tego, jak funkcjonują tacy ludzie i ich bliscy. Demencja bowiem, nie dotyczy tylko chorego, ale także całego jego otoczenia. Ale w tej perspektywie  również nie obyło się bez strat. W pewnym momencie autorka musiała sama się wytłumaczyć, ze swoich planów, bo utkała tę interpretację tak cienką nicią, że trzeba się poważnie skupić i spojrzeć szerzej na tę książkę, aby to dostrzec. A kto by się nad tym zastanawiał, czytając całkiem dobry kryminał?

 

Książka dobra, warta przeczytania. Ciekawa, niesztampowa fabuła zadowoli większość fanów tego typu literatury. A dla osób, które włożą odrobinę więcej wysiłku, Papierowe duchy ofiarują coś więcej.

Moja ocena
Ocena końcowa:
83.8%
83.8%
  • Pomysł - 95%
    95%
  • Język - 80%
    80%
  • Akcja - 80%
    80%
  • Emocje - 80%
    80%

Podoba się? Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •