Rok we mgle – Michelle Richmond

Plaża w gęstej  mgle. Dziewczynka i kobieta spacerują plażą. To taki ich rytuał. Dziewczynka zbiera muszle. Kobieta trzyma się na tyle blisko, aby nie stracić z pola widzenia dziewczynki. Dziewczynka nie jest jej córką. Kobieta jest partnerką jej ojca. Kobietę rozprasza coś co leży na plaży. Na sekundę, może dwie. Tyle wystarczy, aby dziewczynka zniknęła we mgle. Moment, w którym całe życie kobiety przestaje być takim, jakie było do tej pory.

Podobała mi się ta książka. Z początku myślałem, że spacer w takich okolicznościach to czyste szaleństwo, ale z drugiej strony być w takim “mleku”, gdzie jedynym bodźcem jest przytłumiony szum fal, jest perspektywą dość pociągającą – przynajmniej dla mnie. Fabuła nieśpieszna i utrzymana w koszmarnie dusznym klimacie. Ktoś kto szuka wartkiej akcji, nie powinien po nią sięgnąć. W tej historii wielokrotnie, wraz z bohaterką będziemy wracać do tych kluczowych w jej życiu sekund. Czy uda się odnaleźć dziewczynkę? Czy ona żyje? Nie, jeśli wierzyć lokalnej policji, ale… nic nie jest pewne w tej historii. Nic poza tym, że czytelnik widzi w danej chwili tylko tyle, ile mgła pozwala.

“Czas jest ciągłością, bez końca rozwijającą się w przód i w tył.”

Rok we mgle to solidnie napisana historia o wielkiej determinacji w sytuacji, w której nikt już nie słucha co bohaterka ma do powiedzenia. W tej beznadziejnej sytuacji, w której nikt poza nią już nie wierzy. Wreszcie o poświęceniu i głębokiej miłości do – bądź co bądź – nie swojego dziecka.

Książka zbiera różne oceny. Ja należę do grupy może nie wielkich fanów, ale z pewnością tych, którzy z czystym sumieniem tę książkę polecą innym. Co niniejszym czynię 🙂

 

Moja ocena
Ocena końcowa:
84.3%
84.3%
  • Pomysł - 85%
    85%
  • Język - 85%
    85%
  • Akcja - 75%
    75%
  • Emocje/Klimat - 92%
    92%