Instytut – Stephen King

Instytut doskonale wpisuje się w obszar moich zainteresowań. Uwielbiam, w ramach rozrywki, oglądać i czytać teorie spiskowe. Niektóre dla „beki”, inne z kolei bo wydają się niesamowicie logiczne. Jest mnóstwo teorii, które przez lata były bagatelizowane lub/i dementowane, a które okazały się prawdą. Sporo jest również takich, które mimo logicznego wyjaśnienia są kompletną bzdurą. Ta teoria, po którą sięgnął Stephen w swojej najnowszej książce jest potwierdzona, jako prawdziwa – wystarczy trochę pogooglować i znajdziesz skany oryginalnych jak się wydaje dokumentów i raportów.

Eksperymenty i badania i nad telepatią, telekinezą i jasnowidzeniem prowadziły w czasie zimnej wojny co najmniej USA i Rosja. Oficjalnie 80% z nich zakończyło się fiaskiem. Co z pozostałymi 20% wyników? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że wpompowano na przestrzeni lat, tyle pieniędzy rządowych, że można domniemywać pewnych sukcesów.

Wracając jednak do Kinga, zauważyłem powstanie dwóch obozów fanów. Jeden obóz krzyczący ‚Wreszcie stary dobry King’ i drugi ‚Oj, to już nie jest ten stary dobry King’. A ja uważam, że to ani stary, ani nowy Stefan. Jak każdy pisarz, również on ewoluuje, nie zapominając jednak o swoich korzeniach. I to jest fantastyczne. Mamy fundament, który wszyscy znamy i kochamy. Fundament wykonany wg prostego przepisu: Weź tajemniczy fakt, o którym ludzie gadają, na temat którego tworzą się teorie spiskowe, który wywołuje emocje i o którym się mówi. Na tym fundamencie wybudowana jest bryła. Fakt, Autor do pewnego momentu miał tendencję, do tworzenia zawiłych, asymetrycznych i pełnych dysproporcji brył, które z punktu widzenia techniki literackiej pewnie można by skwitować: „Panie, to jebnie”. Ale tak się nie działo, a King zyskiwał coraz więcej zagorzałych fanów jego pokrętnej logiki. Im King starszy, tym te bryły są bardziej stonowane, bo przecież na przestrzeni lat nabrał doświadczenia, które konstrukcje są bardziej stabilne, lepiej się sprzedają i siłą rzeczy (lub wieku) zmniejszyła się u niego skłonność do ryzyka i eksperymentów.

Powieść Instytut w zasadzie ma wszystko czego ja potrzebuję i oczekuję od Kinga. Fajny pomysł, dzieciaki, które w swoich rolach spisują się doskonale (musicie przyznać, że gdyby bohaterowie byliby dorośli – a mogliby teoretycznie – to cała historia mocno traci), dobre i logiczne wykonanie, w tym narrację, którą wprost uwielbiam i… niezepsute według mnie zakończenie (do czego SK ma tendencję). Jasne, można się czepiać kilku szczegółów, ale jak to mówią: „Nadgorliwość jest gorsza od faszy..mu”.

Instytut bardzo polecam – tym razem – szerokiemu gronu odbiorców. Fabuła nie jest skomplikowana i w zasadzie czyta się to jak kryminał z dreszczykiem. Zjawiska paranormalne wydają się dość namacalne i przyswajalne nawet dla osób, które nie gustują w tego typu literaturze. Poziom napięcia fantastyczny, więc gdy tylko przykleiłem się do Instytutu, tak nie mogłem przestać czytać. W sumie to chyba jedna z lepszych książek Kinga, biorąc pod uwagę te „lżejsze”.

Moja ocena:
Ocena końcowa:
90%
90%
  • Pomysł - 95%
    95%
  • Język - 90%
    90%
  • Akcja - 85%
    85%
  • Emocje - 90%
    90%
%d bloggers like this: