Zawsze podziwiałem reporterów, którzy pchają się największe bagno świata, żeby inni mogli o nim przeczytać. Jest w tym coś misyjnego, że Ci ludzie w krócej niż dobę znajdują się w miejscach, w których nigdy nie chciałbyś się znaleźć, ale powinieneś o nich wiedzieć. Natomiast w tych, którzy dziesiątki lat po wydarzeniu wracają do niego, drążą, analizują i prostują „prawdy” pisane na gorąco przez ówczesne rządy i media jest jeszcze coś, co na potrzeby tego tekstu nazwałem heroizmem historycznym.

Tony dokumentów, dziesiątki wywiadów z ludźmi, których  namierzenie trwało miesiące lub lata, odkręcanie propagandy. Takiego zadania podjął się stosunkowo młody amerykański dziennikarz. Jak mu to wyszło? Wyśmienicie!

Nie ukrywam, że książka jest skomplikowana. Nie można jej przekartkować. Jest naszpikowana faktami, naukowymi wyjaśnieniami, technicznymi opisami, a znajomość chemii i fizyki bardzo pomaga w odbiorze książki. Pomiędzy tymi, znajdziecie jednak sporo fragmentów, które traktują o ludziach. O ludziach na każdym szczeblu drabiny społecznej. Od rolników, przez szeregowych pracowników elektrowni, aż po jej kierownictwo ówczesny rząd ZSRR. Jakie myśli i emocje były głowach przed, w trakcie i po wybuchu? Tego wszystkiego dowiecie się z tej książki.

Fabuła jest powszechnie znana, więc nie ma sensu do tego nawiązywać. Ale tego, jak głęboka jest Twoja niewiedza, dowiesz się bardzo szybko, sięgając po tę książkę. Ja przytoczę tylko jedną ciekawostkę, aby nie psuć Ci lektury: Chmura radioaktywna została odnotowana aż w Japonii i Kalifornii…

Kawał dobrego, obiektywnego dziennikarstwa. O północy w Czarnobylu to fantastyczna książka, którą gorąco polecam.

Moja ocena:
Ocena końcowa:
88.8%
88.8%
  • Pomysł - 90%
    90%
  • Język - 90%
    90%
  • Akcja - 85%
    85%
  • Emocje - 90%
    90%