Szczygieł – Donna Tratt

Ostatnio opublikowałem przydługawy tekst – tym razem będzie krótko 🙂

Szczygieł to powieść, która trafiła w mój gust jak mało która i solidaryzuję się z wszystkimi fanami tej historii. Powiedzieć, że jestem zachwycony, to mało. Kunszt językowy autorki kompletnie mnie urzekł, a sama fabuła pochłonęła.

„Ale czasem, niespodziewanie, rozpacz przelewała się przeze mnie falami i wtedy aż brakowało mi tchu; a gdy fale cofały się, spoglądałem na zasolony wrak zalany światłem tak jasnym, tak smutny i pusty, że nie umiałem sobie przypomnieć, czy świat kiedykolwiek nie był martwy.”

Diana Tratt napisała dość obszerną historię Theo, który cudem ocalał z wybuchu w muzeum. Wychodząc z rumowiska wykrada obraz Carela Fabritiusa pt. Szczygieł, który jest ulubionym obrazem jego matki. Obraz ten będzie towarzyszył Theo przez wszystkie lata opisane w tej powieści. Wszystko co dzieje się później jest piękną, aczkolwiek mroczną i brutalną opowieścią o dojrzewaniu, kolejach losu, a także o tym jak bardzo jesteśmy uwięzieni we własnych lękach. Dokładnie tak jak tytułowy Szczygieł na łańcuszku. Książka jest (między innymi) negacją tak popularnej ostatnio (i błędnej moim zdaniem) idei: Mogę wszystko, wystarczy tylko, że mocno tego zapragnę.

„Tylko od czasu do czasu zauważyłem łańcuch na stópce ptaszka lub zastanawiałem się nad tym, jak okrutny zgotowano mu los – wzbijał się na krótko, zmuszony do powrotu zawsze w to samo smutne miejsce.”

„Nie możemy wybrać, czego chcemy, a czego nie chcemy, taka jest trudna, samotna prawda. Czasem chcemy czegoś, choć wiemy, że to nas zabije. Nie da się uciec przed tym, kim jesteśmy..”

Szczygieł zawiera wszystko co kocham w literaturze: niespieszną narrację, dziecięcy świat (i dojrzewanie), prawdziwą przyjaźń (z perspektywy dorosłego, zdawało mi się, że zakrawającą na erotyzm, ale to tylko nieskrępowana, dziecięca przyjaźń), wyidealizowaną miłość, historię kryminalną, ale przede wszystkim wiele, wiele emocji, traum, i słabości.

„Dobro nie zawsze wynika z dobrych uczynków, a złe uczynki nie zawsze są skutkiem zła.”

Całość dopełnia fenomenalna narracja, przy czym każde słowo wydaje się ważne. Autorce udała się również arcyskomplikowana rzecz. Potrafiła wzbudzić we mnie realne współodczuwanie. Tak jak potrafiłem zachwycić się opisanymi dziełami sztuki, czy starymi meblami, tak samo odczuwałem emocje (narkotyczne momentami uniesienia) bohaterów książki. Wszystko to utrzymane w spowitym dymem, alkoholem i w gruncie rzeczy beznadzieją klimacie. Do tej pory nie spotkałem się z książką, w której tak fantastycznie połączono piękno sztuki i ideałów z brutalną prozą życia.

„Bo nie obchodzi mnie co mówią inni ani jak często i elokwentnie: nikt mnie nie przekona, nigdy, przenigdy, że życie to jakaś niesamowita, przynosząca satysfakcję gratka. Prawda jest taka: życie to katastrofa. (…) Dla mnie- i będę to powtarzał zawzięcie do dnia śmierci, dopóki nie padnę na swoją niewdzięczną, nihilistyczną gębę, za słaby, by wypowiedzieć te słowa: lepiej nigdy się nie urodzić, niż urodzić się w tym szambie.”

Wspaniała powieść. Warta wszystkich uzyskanych nagród.

Moja ocena
Ocena końcowa:
95.3%
95.3%
  • Pomysł - 95%
    95%
  • Język - 98%
    98%
  • Akcja - 90%
    90%
  • Emocje - 98%
    98%